sobota, 17 września 2022

Jesienne smakołyki, to ten czas

Jesień wprasza się z impetem.

Odkąd mieszkam na wsi czuję, że stałam się integralną częścią otaczającego nas świata. Wystarczy stanąć przy oknie, uchylić szybę i doświadczać przyrody. Dla mnie zaczyna się taki czas w roku, że mam ochotę zwolnić i zajrzeć w głąb siebie. Podumać, zapalić świece i nadrobić książkowe zaległości. Zanim jednak ten błogostan nastąpi, tonę w codziennych obowiązkach. Tegoroczna wrzesień to dla nas lekko zwariowany czas. Klasa maturalna córki, prawo jazdy, I Komunia Wojtka, przeprowadzka babci, zmiany zawodowe i ciąg dalszy remontów. A ponadto całe dojrzewające dobrodziejstwo, które wypadałoby racjonalnie zagospodarować.









Przyszło nam żyć, w mało przewidywalnych czasach. Mimo wszelakich przeciwności staram się cieszyć każdym dniem i doceniać to wszystko co dostaję od świata. Bilans wychodzi na plus-nie chce być inaczej. Ilekroć wyrwę codzienności chwilę na spacer, wystawiam buzię do słońca i w myślach  powtarzam ,,dziękuję,, Tego nie da się wyuczyć, to trzeba poczuć.
 Jakkolwiek to zabrzmi-mam więcej powodów do wdzięczności, niż narzekania.
 








W tym tygodniu tonęłam w śliwkach. Chyba łatwiej byłoby pokazać pestki po przerobionych owocach , niż same owoce ;)
Wiosną w sadzie przewróciła się stara węgierka. Od tego czasu mogę jedynie liczyć na drzewka posadzone w ubiegłym sezonie. Ten rok był wyjątkowo szczodry w śliwki, sąsiedzi postanowili się ze mną podzielić. Zamiast jednego wiaderka owoców, dostałam trzy wiadra budowlane ;)
Takim sposobem mamy mus śliwkowy, dżem i powidła. Są śliwki suszone, śliwki w occie. A na deser naleśniki i knedle ze śliwkami. Prawdziwe śliwkowe, kulinarne szaleństwo!






Śliwki w occie to specjał moje mamy. Osobiście nie przepadam, ale znam koneserów tego przysmaku.


Zdecydowanie wolę ,,czeko-śliwkę,, 
Długo smażone powidła, naturalnie słodkie, wzbogacone kakao i podkręcone chili.


Kiedy za oknem jesienna plucha, najchętniej przywołałabym do siebie całą rodzinę, zaparzyła owocową herbatę  i nakarmiła wszystkich chałką ze śliwkowym specjałem.
 Gdyby tak można było, zapędzić przychówek do gniazda i okadzić zapachem drożdżowego ciasta. A później ukryć przed zimnem i głodem.
 Na wieki, wieków.
 Amen!






A propos zapędzania.
Tajga już nie jest sunią, tylko prawdziwą suczką (najdelikatniej rzecz ujmując).
Na co Figo zareagowała bezgranicznym uczuciem. Do domu nie mogę go przywołać, stracił chyba resztki psiego rozumu. Nie ważne czy słońce, czy deszcz, od bladego światu siedzi pod zagrodą Tajgi i popiskuje w uniesieniu. Ten widok budzi politowanie zwłaszcza, że suczka przerosła go sześciokrotnie. I to kolejny dowód na to, że miłość jednak ślepa jest.
Figo-za wysokie progi dla ciebie ;)



A już na sam koniec pokarzę Wam nowego mieszkańca siedliska. Często widziałam psy węszące w okolicach drewutni i kompostownika. Teraz już wiem że rodzina jeży, umościła tam sobie domostwo.
Niech im się dobrze mieszka i zima minie w spokoju.

Zima minie w spokoju.

 ZIMA MINIE W SPOKOJU.

To ostatnie zdanie powinnam podkreślić i napisać kolorem.

Dobrego tygodnia!

2 komentarze:

  1. Bardzo odpowiada mi czas teraźniejszy użyty w tym zdaniu: "zima minie w spokoju". Jak również Twoje słowa o wdzięczności, gdyż ja mam podobnie. Więcej jest tego, za co jestem wdzięczna, niż tego, na co mogłabym narzekać. Bo tak naprawdę nie mam na co narzekać :) Też często powtarzam sobie, jak mantrę: "jest cudownie i wszystko układa się po mojej myśli". Piękne zdjęcia, te śliwkowe najbardziej, niesamowicie apetyczne. Pozdrawiam Cię cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale ślicznie a u mnie w tym roku trzy śliweczki - dosłownie trzy, za to dzikich poziomek sporo, ja pojadłem, synowie a przede wszystkim Ukrainka z wnuczką (wnuczka głównie) która pomieszkiwała u nas kilka miesięcy po rozpoczęciu się wojny na Ukrainie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.