sobota, 2 lipca 2022

Wiosna w ogrodzie - kocham różaneczniki



Właściwie różaneczniki i róże zostały wyznacznikiem naszego ogrodu. O ile te drugie kochają ziemię gliniastą, o tyle te pierwszej wymagają większej troski. Wydaje mi się, że kluczem do sukcesu jest występująca u nas spora wilgotność powietrza. 




Starsze okazy świetnie radzą sobie bez zbędnych wspomagaczy i tu zaznaczę, że staramy się ogród pielęgnować bez dodatków chemii. 



Na ubiegłorocznej rabacie, która powstała pod sosnami królują głównie azalie japońskie. Niestety kwitnienie nie było spektakularne, a to dlatego że krzewy zostały zapóźno podcięte. 

Azalie japońskie nie wymajają cięcia. Jeśli już zdecydujecie się na taki zabieg, należy wykonać go po kwitnieniu. Najlepiej do końca lipca.

Niezawodna Kermesina pokazała nieco koloru.






Azalia wielokwiatowa Homebush, to jedna z najmłodszych w ogrodzie i najwcześniej kwitnąca.



Kolory różaneczników łagodził różowy orlik, który bardzo się rozsiał. Jest na tyle urokliwy, że nie mam ochoty z nim walczyć.


Ciekawostką okazała się azalia kupiona całkiem przypadkowo . Bidulkę posadziłam jesienią z nikłą nadzieją, że się przyjmie. A ta w tym roku zaskoczyła mnie wyjątkową kolorystyką. Część gałązek zakwitła na różowo, część na czerwono. Taki mix.


Właściwie to większość okazów różaneczników przezimowała i zdrowo zakwitła.






Okazy rododendronów o dużej odporności na temperatury to Seria królewska.
Najulubieńsze z ulubionych.
Niezawodny - Kazimierz Odnowiciel.



Czeska hybryda o pachnących kwiatach- różanecznik Devin.


Na skalniaku, w poprzednim sezonie jeden z egzemplarzy zaatakowały opuchlaki. Niestety okazały się niczym, w porównaniu ze szkodnikiem zwanym Tajga. Ta psia pierdoła oskubała wczesną wiosną część pąków. Najwidoczniej pani za dużo przy tym krzewie dumała.






Jestem z siebie niezmiernie dumna. Na tyłach domu posadziłam ,,tymi ręcami,, spory okaz rododendrona (stara odmiana Old Port).
Poprzednio przeciw wszelkim prawom natury, vegetował w zaskakującym miejscu.



Wpadłam na genialny pomysł, że w pierwszej kolejności wykopię ogromny dół wielkości oczka wodnego, a później to już będzie z górki.

Jak postanowiłam, tak zrobiłam.
Miejsce docelowe przygotowałam. Kopanie na naszym terenie to jakaś tragedia, glina i lita skała, więc macie jakotaki obraz sytuacyjny.
W kolejności przyszedł czas na wydobycie z ziemi rzeczowego okazu. Po dwóch godzinach gimnastyki, okopywania korzeni( począwszy od szpadla, a skończywszy na kilofie) miałam chwilę zwątpienia. I w tym momencie napatoczył się szanowny małżonek. Po dwóch machnięciach łopatą stwierdził, że to głupi pomysł....,,i po jaką ch....ę ja się za przesadzanie biorę jak to drzewo nawet niedrgnie,, ...no więc tłumaczę (nie pokazując własnych rozterek) że bardziej to trzeba podważyć, i już plan mam ...że jak się wyciągnie, to zaraz rodka myk na plandekę i przciągniemy w docelowe miejsce.
 I macham tym kilofem zawzięcie, a ten stoi nademną jak wyrocznia. Pomyślałam - zmotywował mnie chłop i choćby siłą woli, to rododendrona z ziemi wyciągnę. 
Na szczęście napatoczył się sąsiad, który większe doświadczenie miał w temacie. Nie było łatwo, ale po wielu trudach rośnie moje cudo tam gdzie chciałam!




Tak się złożyło, że kolejnego dnia oglądamy z mężem jakiś program ogrodniczy i tam profesjonalna firma drzewa przesadzała. Nie dość, że koparką dysponowali, to cztetech chłopów siłowało się z zielonym egzemplarzem. Grzesiek pyta -widzisz?
Coś tam bąknęłam pod nosem. 
On tego nie wie, ale miałam pomysł, by z koła młyńskiego zrobić fontannę. 

Koło mam, tylko koparki brakuje...i czterech pomocników wagi ciężkiej ;)



Oprócz różaneczników zakwitły pierwsze clematisy.





Krzewuszki



I złotokap pokazał co potrafi.
To w temacie oswajania żółtego koloru w ogrodzie.


Niezwykle miodajna roślina. Okoliczne pszczoły miały u nas stołówkę.



Babcine chabry ogrodowe porozrastały się w spore kępy i irysy pokazały swoje kolory.






Odnoszę wrażenie, że w tym roku wszystko jakieś dorodniejsze, bujniejsze.








I w końcu doczekałam się kwitnących piwoni.
Dla niewtajemniczonych napiszę, za trzy lata temu za domem mieliśmy łąkę z samosiejkami. Z perspektywy czasu myślę, że najproście byłoby wtedy wykarczować i zaorać teren. Brodząc w tej gęstwinie, natykałam się na przeróżne okazy wychylające się z ziemi m.in piwonie. 
Przesadziłam te marne listki na planowaną rabatę bylinowa i cierpliwie czekałam na kwitnienie.
Niestety nie znam odmian.

Wiem tylko, że jeden z pierwszych kwitnących egzemplarzy ( dużo wcześniej  budzi się na rabacie) ma największe kwiaty i stosunkowo inne, palczaste liście.





Po rubinowej piękności, swóim kolorem zaszczyciła nas reszta peoni.




Skalniak pełni u nas funkcję przedogródka i nieustannie kwitnie.



I teraz największa zmiana-budynek gospodarczy został z zewnątrz odświeżony.
Na pomalowanie czeka jeszcze tył, ale mam nadzieje, że letnie dni pozwolą na dokończenie pracy.


Droga, którą zrobiliśmy jesienią spełnia swoją funkcję i nawet trawnik rozjeżdzony ciężkim sprzętem szybko się zregenerował.


Pozdrawiam Wszystkich Czyteliników i życzę Wam pięknych wakacji!


4 komentarze:

  1. Twój ogród zachwyca:)))jest piękny:)))Pozdrawiam serdecznie:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękne widoki, a rododendrony zachwycają :) Szczególnie te w liliowym kolorze, coś cudownego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale się napatrzyłam. Oglądam już po raz trzeci. Wszystkie rośliny bujne, zdrowe, cudne. U nas każda próba przetrwania rododendronów się nie powiodła niestety. Dobrze, że można nacieszyć oczy w innych ogrodach. Pozdrawiam serdecznie:):):)

    OdpowiedzUsuń
  4. OMG ależ imponujący jest Twój ogród. Normalnie wymiękłam. Mam dwa różaneczniki posadzone w półcieniu i owszem ładnie kwitły, ale u mnie w ogóle kwiaty kwitnące jakoś słabo sobie radzą.
    Najlepiej róże, ostrogowce i hosty.... i chwasty..... XD

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.