Z jagodową piosenką na ustach

by - 02:38:00


Rzadko zdarzają się dni spędzone sam na sam z Olcią.
Ba! To w naszych realiach prawdziwy luksus.
Sobotnie popołudnie minęło nam właśnie w babskiej atmosferze. Mieliśmy czas na zakupy, rozmowę , a w  domu na tarasowy relaks. W czasie upałów do gotowania jakoś nikt się nie garnie.
Substytutem obiadu, był ryż  z jagodami.



Nie wiem czy już kiedyś o tym pisałam , ale w naszych okolicach, wysoko w górach jagody można zbierać do września.




I jeszcze rzut oka, na taras.
Sadząc rośliny na balkonie, liczyłam na to że w tym roku będzie biało, kwieciście,
a tym czasem jest tylko zielono ...i głośno ;)


Moje starsze dziecię , uzbierało potrzebną sumę i na początku czerwca zakupiło wymarzoną
gitarę.  Wiadomo-harcerka... podczas wieczornego ogniska, można skupić na sobie wzrok lubego.
I właśnie takim sposobem,  moja kandydatka na gitarzystkę ,od września zaczyna regularne lekcje, a tymczasem ćwiczy ,,bicia,, i rzępoli tak, że dusza cierpnie.
Momentami aż zęby zaciskam , by nie palnąć czegoś niestosownego. Młodzież bardzo wrażliwa na swoim punkcie jest. Pozostaje mi tylko ( w imię przyszłej kariery muzycznej Oli )
uczyć się cierpliwość.



W sobotę nie wytrzymałam, ale widocznie Bóg ma mnie w swojej opiece.
Opanowałam się i mówię ze spokojem
-Olcia ty sobie ,,graj,, mama idzie sprzątnąć korytarz-
Olka trochę zaskoczona popatrzyła na mnie , że to nie jej każę ganiać ze ścierką.
Nie trwało to jednak długo, bo zadowolona z obrotu sprawy, wróciła do ,,rzępolenia,,

Wymachując szczotką, upajałam się spokojem, aż tu nagle dźwięk trąbki wprawił mnie w osłupienie.
Myślę ...jaki czort!...i wtedy spłynęło na mnie olśnienie, słyszałam plotki że nasz nowy sąsiad jest muzykiem. Zaznaczam muzykiem -nie kandydatem na muzyka ;)
Pucowanie schodów minęło mi w takt sączącej się melodii Oczy Marii
Błogo, miło, niego , raj !



A w domu wiadomo...gdybym miał gitarę, to bym na niej grał .
Dobrze że wieczorem Ola zrobiła sobie odskocznię i upiekła jagodzianki dla wygłodniałych chłopaków. 
Pachniało ciastem drożdżowym, panował względny porządek, można było upajać się chwilą ...spokoju ;)



Bułeczki-debiut Oli.





You May Also Like

12 komentarze

  1. Blabla blanie na ekranie dla klakierów

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj nie pogardziłabym taką bułeczką:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale smaczny post. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam jagodzianki:)pogratulować córci wypieku wyglądają wyjątkowo apetycznie.Zmierzyć się z ciastem drożdzowym młodej osobie to wyzwanie.Pozdrawiam Roksana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roksano, Ola pracy miała połowę. W wyrabiania ciasta pomaga jej termobronek :)

      Usuń
  5. Bardzo uzdolniona ta Twoja Ola:) Bułeczki wyglądają niezwykle apetycznie. Chyba wybiorę się w Wasze rejony na jagody, tylko kto mi bułeczki upiecze??? No, ale myślę, że ryż uda mi się przygotować samodzielnie;-) Narobiłaś mi wielkiej ochoty na jagodowe specjały. Pozdrawiam i życzę uśmiechu na dalszą część wakacji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To proponuję wybrać się w okolice Legnicy...no chyba że chcesz się wspinać po górach :) W naszym jagodowym trio brakowało jedynie pierogów.

      Usuń
  6. Jak ja lubię do Was zaglądać :-))) U mnie z racji nowej pracy czasu mniej na bloga i ulubione blogi, ale nadrobiam wieczorami, u siebie też nadgonię wkrótce. I na pewno dam znać po pobycie w Magicznych Ogrodach :-) PS. Fajnie, niech się Ola uczy gry na gitarze, pamietam kiedy opanowała pierwsze podstawowe chwyty i tę radość, jak mozna było na ich bazie grać klika piosenek :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dominiki, u mnie skończyło się na zakupie gitary. Młodzieńczej cierpliwości brakowało. Przyjaciółka za to była mistrzem struny, więc obie zawodziłyśmy w takt jej grania...ale to były fajne czasy.

      Usuń
  7. U Was jagody na wyciągnięcie ręki, a zebrane samodzielnie, smakują najlepiej. Brawa dla Oli, że potrafiła "sfinansować swoje marzenia. Dąży do celu, Zuch Dziewczyna! Jagodzianki wyglądają pysznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie to z tymi jagodami nie jest tak prosto, ale z naszych leśnych wycieczka można przywieźć co nieco:)

      Usuń
  8. A więc z gitarą się udało :) Fantastycznie...i właśnie uświadomiłaś mi jakie to musiało być miłe dla rodziny...i sąsiadów, kiedy ja ćwieczyłam "bicie" w nieskończoność i tysiąc razy ćwiczyłam kolejno wszystkie znane mi piosenki...także te zuchowe :) Chyba czas wygrzebać moją gitarę. Tej pierwszej nie mam już niestety, ale ta jest dla mnie równie ważna , bo wzbudza wiele wspomnień. A pierwszą gitarę dostałam od mojej drużynowej, mojego Autorytetu życiowego...Ofiarowała mi swoją gitarę, która służyła jej wieeelee lat i była wręcz kultowa, to dopiero było przeżycie. Do dzisiaj mam ciarki na samą myśl. Czułam się tak wyjątkowo...każda z drużyny marzyła o takim prezencie, a ona wybrała mnie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.

LinkWithin