,,Q...rwa jak tanio!,,

by - 04:46:00

Kilka razy robiłam podejście do tej fotorelacji , ale jakoś wcześniej brakowało mi odwagi. Przemogłam się w miniony czwartek i wyruszyłam na fotograficzne łowy, co wcale nie było takie łatwe. Większość sprzedawców, z którymi miałam styczność doszukiwało się w mojej osobie, wysłannika ,,skarbówki,, ;)



Targowisko, o którym napiszę jest zapewne podobne do setek innych w całym kraju.
Kolory i kiczowaty przepych straganów. 
To nasze jest jednak szczególne z pewnego względu,
Kipiący folklor, blisko sąsiaduje z nowoczesną galerią handlową i pokazuje jakie skrajności rządzą Polską.




Kiedyś zastanawiałam się dlaczego odwiedzając ten kupiecki przybytek, zawsze poprawia mi się humor. Nie robię tam wielkich zakupów, zazwyczaj wracam z sezonowymi owocami, warzywami.
Niekiedy trafię na ,,wsiowe jajka,, albo odmianę kwiatów którą trudno dostać w hurtowni.
Mimo to atmosfera towarzysząca dobijaniu targu i sami ludzie, wywołuje u mnie uśmiech.
Kiedyś przyprowadziłam tutaj siostrę, by pokazać jej prawdziwe życie.
Nie mogła uwierzyć, że tuż za rogiem ogromnych neonów, można kupić żywą kurę -nioskę ...albo prawdziwe mleko w pięciolitrowych butelkach  ;)))
Zawsze znajdzie się tu jakiś smaczek, dodający kolorytów np.
dziadek z harmonią  grający szlagiery, tak jakby poczuł drugą młodość




Do zakupów tutaj, należy jednak podchodzić ostrożnie. 
Tylko wytrawnym poszukiwaczom uda się kupić warzywa z okolicznych gospodarstw.
Są tacy cwaniacy, co to zaopatrzenie robią w dyskontach- w czasie promocji.
 A później siup...wszystko na wóz +100% marzy i interes się kręci.
Piszę to z pełną odpowiedzialnością, sama mijałam się z takim jednym, na parkingu dużego sklepu...No, kurcze myślę skąd ja tę gębę znam?...Kosz wypełniony po brzegi czerwoną papryką, uświadomił mi, że to właśnie ten pan z wąsem, co czwartek wciska ludziom kit, że (holenderską) marchewkę zebrał sąsiad z pola.



Nie wrzucam wszystkich do jednego wora. 
Znam ,,babcię,, która co czwartek, na dziecinnym wózku prezentuje swój ogrodowy dorobek.
Aktualnie dorabiając do niskiej emerytury sprzedaje bazie.
Pamiętam jak latem kupowałam u niej kamienne goździki. Cena jak pół darmo, poprosiłam o dwa pęczki kwiatów. Patrze jak handlarka mota sizalowy sznurek, który zapewne w ubiegłym roku, służył jej do podwiązywania pomidorów. Kilka łodyg łamie się wpół...po czym kobiecinka (nie zaważając na popełniony foux pas) wciska mi główki kwiatów do ręki, dodając przy tym...a te niech sobie panienka  (ta .,. ,,panienka,, zawsze mi schlebia) wsadzi do kieliszka i postawi pod świętym obrazkiem ;)




Niekiedy stojąc w kolejce podchwycę przepis , jak ten na pierogi z kurkami i świeżą natką pietruszki.
Morowe gospodynie lubią się tu rozgadać i popisywać kuchennym animuszem.
Mam ulubione stoiska , gdzie na powitanie pytają o zdrowie...zagadują ,,dawno pani nie było?,,i nawet pamiętają jakie odmiany jabłek preferuję.
Generalnie jak to mawia Ola ,,jest klimat!,, który sprawia że z sympatią myśli się o drugim człowieku.




Na blogu kiedyś powstała zakładka do której zbieram podobne perełki (ginący świat)
Chciałbym chodź trochę uchwycić tej atmosfery.
Być może za kilkanaście lat, pozostaną nam jedynie bezosobowe zakupy przez internet...kto wie?

Życzę Wszystkim słońca, na resztę tygodnia!


You May Also Like

23 komentarze

  1. Faktycznie ma to swoj urok, pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe czy kiedyś za nim zatęsknimy?

      Usuń
  2. Uwielbiam takie ryneczki i bardzo żałuję, że jest ich coraz mniej. W mojej okolicy na szczęście są i bardzo chętnie tam bywam :D Od jakiegoś czasu kupuję pyszne, parowane buraki :D
    Ściskam , Agness :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to chyba jakiś lokalny rarytas?
      Parowane to mi się raczej ziemniaki kojarzą...dla świnek;)

      Usuń
    2. Raczej wiejski rarytas. Do zasmazanych buraczków pasuja tylko parowanr moim zdaniem 😊 Uwielbiam.

      Usuń
    3. Kamila, o zakupie parowanych buraczków dowiedziałam się na jednym z blogów kulinarnych i bardzo zazdrościłam dziewczynom, że mają możliwość ich zakupu, byłam bardzo ucieszona, gdy okazało się, że i u mnie można je dostać, a ja nic o tym nie wiedziałam. Wcześniej sama robiłam je w parowarze lub piekłam w piekarniku, są znacznie lepsze niż gotowane, pozostaje w nich cały smak i słodycz, są po prostu pyszne :) Wspaniale smakują do sałatek czy carpaccio, ale i buraczki do drugiego dania, czy barszcz, są z nich znacznie smaczniejsze :D
      Buziaki <3

      Usuń
    4. Od dzieciństwa uwielbiam buraki...pod każdą postacią. Czerwony barszcz mogę pić litrami...to rzeczywiście fajna sprawa z tym parowaniem. Zazwyczaj piekę warzywa do kremu buraczanego i serwuję z fetą, zieloną pietruszką. Polecam, zwłaszcza że macie ułatwione zadanie ;)

      Usuń
  3. U nas też jest taki targ. Jest tam dosłownie wszystko! Zazwyczaj chodze tam po warzywa, a latem po kwiaty do ogrodu:)
    Pozdrawiam weekendowo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W trzech słowach ,,dżem , mydło i powidło,, ;)

      Usuń
  4. Będąc dziecię bardzo lubiłam chodzić z babcią na taki ryneczek.Niestety nie jest już ten sam bazarek,nie tylko dlatego że wówczas postrzegałam go z perspektywy dziecka.Inni sprzedający...niestety i klimat jakiś inny.....Dziś kupuję jedynie kwiaty z "babcinych" ogródków.Spostrzeżenie o handlujacych towarem z dyskontów,bardzo słuszne.Bardzo fajny wpis Kamilo.Pozdrawiam Roksana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety (jak wszędzie) niektórzy sprzedawcy liczą na naiwność kupujących.
      Miłej niedzieli

      Usuń
  5. Świetny post, ty to umiesz ugryźć temat :))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się że udało mi się przenieść na blog, chodź troszkę tamtej atmosfery.
      Przyznam, że miałam ochotę ustrzelić więcej kadrów, tylko aparat wywoływał dziwne zamieszanie ;)

      Usuń
  6. A u mnie w okolicy ciężko niestety. A przydałby mi się taki targ... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz ,że ja kiedyś nie doceniałam takich miejsc.

      Usuń
    2. Mieszkając w Poznaniu miałam zawsze pod nosem. A teraz bieda :(

      Usuń
  7. oj bardzo lubię ten nasz targ zwłaszcza wiosną i latem kiedy z trudem można się przepchać przez kupujących, wracam do lat dzieciństwa kiedy razem z mama i moją trojką rodzeństwa zapakowaną częściowo do wózka odbywaliśmy podróż pieszo co czwartek na zakupy po pierścionek z czerwonym oczkiem lub inne "precioza", nie zapomnę zapachu warzyw, kwiatów i gwaru przekupek, to najpiękniejsze chwile, do których wracam z łzą w oku. Twoje zdjęcia przypominają tamtą niesamowitą atmosferę, pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Latem Tak! Feria mieszających się zapachów owoców , warzyw... Ryneczek Lidla to nie to ;)

      Usuń
  8. Babcia od kwiatków pod świętym obrazem urzekła mnie...jak zresztą cały ten świat :D Uwieczniaj więcej takich miejsc, wspaniale się jemu przygląda :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od tamtej pory, obowiązkowo zatrzymuję się przy tym wózku, żeby sprawdzić czym ta babinka handluje.

      Usuń
  9. wspaniały klimat mają takie targi, chociaż rzeczywiście i kombinatorzy się trafiają. Ja często kupuję kwiaty, gałązki czy drobne bukieciki z ogrodowych kwiatów od takich właśnie Babć i Dziadków, mimo iż w domowym ogrodzie kwiatów mam wiele:)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.

LinkWithin

https://www.instagram.com/home_fragrance/