Historia pewnego chrabąszcza

by - 00:25:00


 Plany na niedziele mieliśmy zupełnie inne, jednak zweryfikowały je odwiedziny pewnego gościa.
Do rzeczy...W sobotę , kiedy to podlewałam balkonową dżunglę , natknęłam się na osobliwego chrabąszcza, w dodatku o niebotycznym 4cm rozmiarze.
Delikatnie wsadziłam robala do wojtusiowej ,,owadołapki,, by pokazać stworzenie chłopcu i zaczerpnąć wiedzy w internecie , co to za stwór? Okazała się że przybyszem jest Pachnica Dębowa.
Chrabąszcz objęty w Polsce ścisłą ochroną, zamieszkujący spróchniałe drzewa, dziuple , więc tym bardziej zdziwiło mnie jak znalazł się u nas(?)
Domniemam że okoliczny ekosystem oszalał na skutek wycinki starodrzewów, pod przyszłe osiedle mieszkaniowe. Niestety najbliższa osada zieleni , nieco się uszczupliła w ostatnim czasie. Najbardziej bolało mnie serce wiosną, kiedy to ogołocono kilka akacji ...ech...Kiedy już miałam świadomość tego, że mam pod swym dachem gatunek chroniony, postanowiłam poszukać mu bezpiecznego domu.
Chrabąszcz przenocował w cieniu balkonowego pnącza, a rano wyruszyliśmy z nim jak z przysłowiowym jajkiem w poszukiwaniu bezpiecznego lokum. Grzesiek dostał przykazanie i  dziury omijał na drodze, co by z powodu zgonu robaka, dziecko włączone w akcję ratowniczą się nam nie pochorowało.
Wojtek dociekał czy ,,czekają na chrabąszcza, mamusia i tatuś?,, i ,,czy będę mógł go pocałować na pożegnanie?,, Tak, tak ...synuś nawet ślimaki winniczki chciał kiedyś zaadoptować na zwierzęta domowe.
Pożegnanie odbyło się bez czułości. robaczek odzyskał wolność i mamy nadzieję że dziupla mu się spodobała ;) 
A my korzystając z okazji wyruszyliśmy z Przełęczy Jugowskiej, na Wielka Sowę.










Kiedyś, Ktoś z Was zapytał mnie jak synek radzi sobie w terenie?
A więc odpowiadam ...radzi sobie tak jak większość trzylatków.
Często marudzi ...bolą go nóżki...krzyczy że nie idziemy, po czym sprintem dobiega do napotkanego mrowiska. Generalnie emocje-full stereo i w dodatku w technikolorze ;)
Tatę  traktuje jak tragarza i niekiedy doprowadza wszystkich do skraju wytrzymałości. Jednak receptą na małe bolączki jest zaciekawienie czymś Wojtusia. A to posłuchaj jak ptaszek śpiewa...Wojtek szukamy domków zwierzątek (dziupli, norek)...śpiewamy....przeskakujemy przeszkody...robimy bukiet. Często zabieramy ze sobą lupę do obserwacji owadów, wiaderko do zbierania np. kamieni. Niekiedy tez obiecuję że na szczycie spotka nas nagroda i zawsze mam specjalną drobnostkę ukryta w plecaku. 
Zazwyczaj ten szantaż skutkuje ;)

Są momenty kiedy wolelibyśmy z mężem wybrać się w trasę sami, iść równym krokiem bez kilkunastu postojów na siku, picie...ale z drugiej strony dzieciństwo trwa tak krótko i wiem że jeszcze kiedyś za tym marudzeniem zatęsknię .











You May Also Like

19 komentarze

  1. Ach, jak tam pięknie ;-) W takim miejscu mozna odpocząć.
    Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy po wyprawie z Wojtkiem, nie wróciliśmy bardziej zmęczeni;)

      Usuń
  2. I te małe, drobne rzeczy to właśnie kwintesencja wędrowania z maluchem :) niby ciężej, dłużej, ale z iloma emocjami i wspomnieniami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, dzieciaki pozwalają otaczający świat odkrywać na nowo.

      Usuń
  3. Przepiękne zdjęcia!!!
    pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miły komplement i odbijam pozdrowienia.

      Usuń
  4. Moje rejony! Kocham nasz Dolny Śląsk nad życie! ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fiołeczku to jesteśmy dwie patriotki lokalne ...ha, ha ;)

      Usuń
  5. Cudne zdjęcia !!! I kolanko zaklejone plastrem - oby te chwile na długo pozostały w pamięci. Oj, na pewno jeszcze zatęsknisz za marudzeniem małego, gdy on już podrośnie. Pozdrawiam serdecznie :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To samo kolano zaklejone po raz piąty, nie może się wygoić ;)
      Witam serdecznie w blogowych progach.

      Usuń
  6. Cóż za akcja ratunkowa! No i góry - ech tęsknię strasznie. Jeszcze tylko miesiąc :)
    I potwierdzam, że z małym dzieckiem można wędrować. Ja w pierwszych latach czas przejścia mnożyłam x2. Teraz dodaję 50%, a przerw jest tyle samo co dla dorosłej osoby tylko dłuższe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, nam czas wyznaczają (jeszcze) wojtusiowe drzemki...strasznego śpiocha mam ;)

      Usuń
    2. Ciesz się! U nas drzemki w ciągu dnia strasznie szybko poszły w odstawkę. A taka drzemka dobra rzecz - ileż to rzeczy można zrobić w tym czasie bez "kuli u nogi" ;)

      Usuń
  7. Mam podobne zdjęcie- kolana mojego Jasia trzylatka zadrapane, posiniaczone, stłuczone i w strupach :-) Ale wakacje udane mimo odniesionych obrażeń :-) Dzieci tak szybko rosną, więc też nie marudzę, kiedy mój trzylatek czasem marudzi - ani się obejrzymy, jak bedą świętować osiemnastkę... ! A sposoby na spacery mamy identyczne. Piękne zdjęcia. Wspaniale wychowujesz, uwrażliwiasz i uczysz zainteresowania światem Twoje dzieci :-) serdeczności ze stolicy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Posiniaczone nogi-przywilej dzieciństwa!
      Co do osiemnastki, masz całkowitą rację...Oli już ,,zostało bliżej niż dalej,, do pełnoletności ;)
      Dziękuje i pozdrawiam Was ciepło

      Usuń
  8. Moje góry ,moje rejony.Bardzo lubię chodzić i jeździć rowerem po górach.Ostatnio byłam z mężem na wycieczce rowerowej w górach.Piękne zdiecja i widoki.Moje dzieci jak były małe też chodziły z nami w góry.Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Małgorzato niejednokrotnie, mialiśmy na szlaku rowerzystów. Podziwiam za kondycje ;)

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.

LinkWithin

https://www.instagram.com/home_fragrance/