niedziela, 13 października 2019

Sypialnia


 Za mną intensywny weekend i czuję się totalnie wyeksploatowana. Pozytywnie zmęczona.
Oprócz szczypty rozrywki, udało mi się zrobić wszystkie zaplanowane rzeczy,
 z wyjątkiem nowego wpisu na blogu. 
Od pół godziny wygrywam zdjęcia i sklejam dla Was te kilka zdań.
Niedzielna akcja wieloetapowa-zakończona sukcesem.


Dziś premiera naszej sypialni. 
Wiecie jaką, ogromną radość daje mi wystukanie na klawiaturze słów ,,nasza sypialnia,,?
Po tych latach pomieszkiwania w ,,domku dla lalek,, teraz przeniosłam się do Pałacu Buckingham ;)






W dalszym ciągu mam obawy czy te nasze kąty są dla Was interesujące i uwierzcie nie piszę tego z czystej kokieterii. 
Oswoiliśmy przestrzeń na miarę możliwości. 
Ten blog jest naszym pamiętnikiem, zapewne za kilka lat z sentymentem wrócę do tych zdjęć i do początków w ,,nowym-starym,, domu.

Właściwie nie ma tu zaskakujących nowości, poza meblami i piecem kaflowy.
Większość dodatków widzieliście.


Kiedyś debatowałam z siostrą na temat ogrzewania.
Generalnie nasze potyczki słowne sprowadzały się do tego że ,,żywy,, ogień daje inne ciepło w domu i to prawda.
Piec kaflowy jest u nas dodatkowym źródłem palenia i obecnie w ramach rozrywki tchnęliśmy w niego życie. Dla mnie taka obsługa paleniska, to zdobywanie zupełnie nowych umiejętności.
Czysta frajda i myślę że tak będzie dopóty, dopóki nie nadejdzie zapowiadana zima stulecia ;)))





Warto tu nadmienić że sypialnię dzielimy z Figusiem.
Przed naszą szumną przeprowadzką  Grzesiek grzmiał że pies będzie spał w ganku, co najwyżej na parterze. A tymczasem Figulec-leniwiec zajął najlepszą miejscówkę za piecem. Legnie na posłaniu i udaje że słuch stracił. A gdy zaśnie na dobre tak pochrapuje w nocy, że już kilka razy pożałowałam forsowania pomysłu z psim legowiskiem w sypialni.
Romantyczne to wielce gdy około pierwszej w nocy budzi mnie powarkiwanie i uniesiona górna warga.
 Cóż o dzieci trzeba dbać, nawet te psie ;)





Figo wdzięczność pokazuje w ciągu dnia. Zwłaszcza gdy wyjeżdżam z posesji.
Odczeka kiedy samochód znika za wysokimi świerkami, a wtedy uraaa...biegiem za samochodem.
Kilkukrotnie był odprowadzany, niehumanitarnie dziada na łańcuch nie zapnę.
 To takie inteligentne zwierze, że gdy jedną dziurę w ogrodzeniu zabunkruje-znajdzie drugą.
Grzesiek z satysfakcją kwituje masz swojego pieska salonowego, to przecie łajza wioskowa będzie
 A ja uparcie twierdzę że wiek młodzieńczy rządzi się swoimi prawami i ta psia pierdoła zmądrzeje... i w drzwi nie będzie drapać...i biegać za moim samochodem...i grzecznie poczeka w domu.
Mąż jeszcze o tym nie wie, ale ja mam w planach drugiego zwierza. Tylko to musi być zdroworozsądkowy wybór, a mi niestety na widok sierściuchów miękną nogi i głowę tracę.
Wierzę że kolejny towarzysz sam nas znajdzie.
Podobnie jak nasze koty.




A miało być krótko i o sypialni ;)
Do miłego!

środa, 2 października 2019

Jesienią, jesienią sady się czerwienią




Dziś siąpawica za oknem, więc bezkarnie mogę usiąść przed komputerem. Pracy na zewnątrz mamy tyle, że nie bardzo wiadomo w co ręce wsadzić. Zwłaszcza że z nas tacy ,,gospodarze,, jeszcze nieopierzeni.  
Przerośnięte iglaki wymagają ostatniego cięcia w tym roku.
 Grządki wyplewić , róże kopczykować, dodatkowo czekam na kolejną partię roślin do sadzenia, by zdążyły się dobrze ukorzenić przed zimą. 
Nawożenie, grabienie, koszenie-w kilku słowach pracy ,,po kokardki,,





Prosicie mnie o zdjęcia wnętrz. Cóż, myślę że jak ogarnę obrzeża domu przed nastaniem przymrozków, zabiorę się za pokoje.
Aktualnie trudno cokolwiek pokazywać, czeka na nas jeszcze tyle niedoróbek. Tu listewka, tam gwoździk, obrazek...a ja mam tylko dwie ręce ;)
Nie to że się skarżę, po prostu muszę te prace jakoś racjonalnie rozplanować. Zwłaszcza że obok toczy się życie rodzinne z niespodziankami, nie zawsze takimi na jakie się czeka.





100% ekologiczne jabłka dojrzewają, są tak smaczne że po wgryzieniu się w owoc, sok sam spływa po brodzie. Część z pewnością powędruje do słoików w formie musów, z resztą nie za bardzo wiem co zrobi i jak przetrzymać taką ilość?
Bardziej doświadczonych proszę o radę.







Oprócz jabłek sezon na grzybobranie w pełni.
Dopiero teraz dostrzegam na jaką skalę i ile samochodów parkuje w weekendy na skraju lasu-momentami zatrważające. I nie mam tu na myśli samych amatorów leśnych przechadzek, ale śmieci które często zostawiają po sobie.



W niedziele wybraliśmy się na dłuższy spacer.
W lesie był taki tłok, że szybko odechciało nam się pieszych wycieczek i wróciliśmy do domu. Zwłaszcza że omal nie nadepnęłam na żmiję. 
Uprzedzam pytanie. 
Tak, to była żmija, potrafię odróżnić ją od zaskrońca.



Po powrocie zajrzeliśmy na nasza górkę a tak maślaki, kozaki i kanie same wskakiwały do koszy. 
Z takich błyskawicznych wycieczek za dom, mam przygotowane trzy pokaźne słoje suszu.
Święta będą pachniały lasem;)








Zwierzęta garną się do domu i czuć jesień w powietrzu, ale jest cudownie ... nawet dziś,
 gdy pada za oknem.

Udanego tygodnia!



poniedziałek, 23 września 2019

Wdzięczność


Zapewne część z Was zaglądając tutaj tkwi w przekonaniu, że mam cukierkowe życie.
Zgrzeszyłabym narzekając. Jednak te skrawki pokazywane na blogu to te lepsze momenty. Szkoda mi czasu i energii na resztę.


Ostatnio zauważyłam w blogosferze pewien coming out, wiele publikujących osób wraca. Instagram zbiera swoje żniwo (jest zapewne łatwiej, szybciej) jednak dla mnie blogi cechuje pewien komfort odbioru.
Wchodząc na Wasze strony odczuwam spokój, domyślam się że jestem proszonym gościem. Oddaję się refleksji, opłakuję Wasze smutki i podzielam radości. Cenię te wykradzione chwile spędzone przed komputerem. Chłonę atmosferę miejsc które tworzycie, to mój prywatny relax. Przez ten długi czas z wieloma z Was zdążyłam nawiązać bliższy kontakt, za co jestem ogromnie wdzięczna.
Rozpisałam się jak zwykle a chciałam tylko napomknąć, że cieszę się z takiego obrotu sprawy ;)




Przez ostatnie dni dużo myślałam o wdzięczności, być może dlatego że to uczucie mnie zdominowało. Przyszło samo, mimowolnie.
Po przeprowadzce obawiałam się, że spadnie na mnie widmo spełnionego marzenia. Nawet psychologowie wspominają o takim zjawisku. Dostajesz to czego pragniesz i czujesz niedosyt, albo rozczarowanie. Te dobre odczucia zostają przytłumione tym czego jeszcze brakuje, co mogłoby ułożyć się lepiej. Dokładnie jak w powiedzeniu ,,daj mu palec, a będzie chciał całą rękę,,
Nie widzę nic złego w dążeniu do perfekcji, jednak skupianie się na tych wszystkich niedostatkach, sprawia że tracimy radość z tego co ,,tu  teraz,,



Wychodzę przed dom oddycham leśnym, rześkim powietrzem, wokół mnie skacze rozbawiony zwierzyniec, dostrzegam nowe listki na posadzonej rabacie i odczuwam wdzięczność.
Tak jest za każdym razem.
Przeczytałam kiedyś, że najprostsza modlitwa powinna rozpoczynać się od słów ,,dziękuję,,
Ba! Od tego powinniśmy rozpoczynać i kończyć każdy dzień i nie mam tu na myśli mechanicznego wypowiadania ważnych słów, ale o wdzięczności przez duże ,,W,,
Kiedyś próbowałam tłumaczyć to sobie , jak zadanie z matematyki. 
Teraz doświadczyłam i wiem, że za takim postrzeganiem świata idzie otwartość, zainteresowanie życiem i teraźniejszością.




Zauważyłam że ludzie często skupiają się na tym co się nam należy, co powinniśmy i przez to nie dostrzegają tego co dostają. Wydaje nam się to takie oczywiste.
Tymczasem wdzięczność motywuje.
Być może dla wielu z Was to banał , ale zastanówcie się jak wiele otrzymaliście od bliskich, od świata.

Podobno większość poradników traktujących o szczęściu, opiera się na wdzięczności.
O tym można przeczytać, ale to trzeba poczuć i nosić w sobie.


Przeglądam oferty sklepów internetowych z roślinami ( czego tam nie mają to już podrzędna sprawa).
Jestem wdzięczna, że mam gdzie posadzić te wymarzone gatunki. 
I że całkiem przypadkiem odkryłam Ziemowity pod płotem. 
To moje imieninowe kwiatki, które dostawałam od  babci z wiązką życzeń.




Kiedyś akcja grzybobranie była zakrojona na dużą skalę. 
Zaznaczona w kalendarzu niedziele, wyjazdy, pikniki w terenie. Tymczasem w przerwie między powinnościami wychodzę za dom i mam pokaźna garść kozaków.
Jestem wdzięczna za ten ,,ogon,, kocio-psi podczas każdej przechadzki i radość na buzi synka, który tak ochoczo podejmuje nowe wyzwania.





Grzesiek uporał się z częścią drzewa na zimę, chodź przed nami jeszcze sporo pracy.
Dziękuję za to że pogoda zapowiada się łaskawa.
Trzeba nasze jabłonie nieco odciążyć od nadmiaru owoców.




Tydzień minął pod hasłem wywiadówek, wyjazdów. Jestem wdzięczna za moje dzieci, które odnalazły się w nowych miejscach. I za mądrych nauczycieli-tak mamy to szczęście!
I za przyjaciół którzy mimo wszystko pamiętają o nas.
I za Olinkowy wyjazd na festiwal do Wambierzyc, wiem że te spotkania procentują.




I ciesze się że mimo przeziębienia, potrafię wykrzesać z siebie chęci by przygotować frykasy na niedzielę.
I za ten wspólny, rodzinny czas dziękuje.





Za Was i Wam też dziękuje.
Za obecność, uwagi i chęć powrotu tutaj.

Pięknego tygodnia!