środa, 2 grudnia 2020

Mieszkam w bajce


Witajcie.

Musicie uwierzyć na słowo, że często o Was myślę. A im dłużej nie publikuję, tym trudniej zabrać mi się za pisanie.

Przy okazji tworzenia tegorocznego, kalendarza adwentowego zajrzałam do archiwalnych postów. Później powędrował na blogi zaprzyjaźnionych osób i przepadałam.

 Ta strona to bez wątpienia, pielęgnowany przez lata skrawek naszego życia. Trudno ot tak zapomnieć o niej. Zapomnieć o Was.

Częściej pojawiam się na Instagramie, co niezmienia faktu, że blog jest mi bliższy. Cenię sobie te chwilę wyrwane codzienności, kiedy w spokoju mogę oddać się jednej ze swoich pasji.

Listopad z wiadomych względów był nieco chaotyczny, ale najważniejsze że jesteśmy zdrowi. Dzieciaki wpadły w rytm zdalnej nauki. Co mnie cieszy, obawiałam się bardzo o Wojtka. Jednak chłopak rośnie i radzi sobie coraz lepiej z nowymi obowiązkami. 

Aktualnie szykujemy się do ocieplenia dachu, tak dobrze czytacie w grudniu ! Niestety sławetny wirus przestawia szyki. Przed nami jeszcze jeden remont ciężkiego kalibru, ale mimo to czuję wewnętrzny spokój.


Przyżekłam sobie, że udokumentuje tutaj tegoroczny grudzień. Z codziennymi wpisami byłby niemały problem, ale obiecuję częściej zamieszczać posty. W końcu zaczął się jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku. Ponadto w ostatni dzień listopada spadł śnieg. Rano kiedy jeszcze cała rodzina smacznie spała, zbiegł na dół w szlafroki i zaglądałam przez okna podziwiając widoki.

Z pewnością ten moment zapiszę w pamięci jako jeden z najpiękniejszych dni w naszym domu.

Kochani mieszkam w bajce!












Nasza prywatną kraina Narnii.
Spacerując po skrzypiącym śniegu oglądałam się za siebie, czy przypadkiem nie śledzi mnie baśniowy faun ;)









 W tej bajkowej scenerii powstały listy do Mikołaja. Mamy taką rodzinną tradycję, że tę powinność czynimy wszyscy-wspólnie.
I wiecie co? W tym roku po raz pierwszy siedziałam nad kartką i nie wiedział co napisać. I nie myślcie, że wszystko mam; a tego czego nie mam przychodzi mi łatwo.
W cieniu tegorocznych wydarzeń, jeszcze bardziej doceniam bliskich i to w jakim miejscu życiowej drogi stoję.
A Mikołaj niech tam sam coś wymyśli ;)





 Moi Drodzy,
 życzmy sobie pięknego adwentu. Uśmiechajmy się do siebie i patrzmy w przyszłość z nadzieją.

Dziękuję za Wszystkie przejawy sympatii i Waszą obecność.

Kamila

piątek, 6 listopada 2020

Jesienna melancholia


Budząc się rano i słysząc dalekie echa, zastanawiam się czy to jeszcze nasz świat...

Dziś krótko. 

Wiersz i zdjęcia wystarczą



Niech się wszyst­ko od­no­wi, od­mie­ni....
O je­sie­ni, je­sie­ni, je­sie­ni .....
Niech się nocą do głę­bi prze­źro­cza
nowe gwiaz­dy uro­dzą czy sto­czą,
niech się speł­ni, co się nie od­sta­nie,
choć­by krzyw­da, choć­by ból bez mia­ry,
nie­sły­cha­ne dla ser­ca ofia­ry,
gniew czy mi­łość, ży­cie czy sko­na­nie,
niech się tyl­ko coś pręd­ko od­mie­ni.
O je­sie­ni!... je­sie­ni! ... je­sie­ni!





Ja chcę bu­rzy, żeby we mnie z siłą
zno­wu ser­ce go­rza­ło i biło,
żeby ży­cie unio­sło mnie całą
i jak trzci­nę w ob­ję­ciu ła­ma­ło!
Nie trzy­maj­cie, nie wchodź­cie mi w dro­gę
już się tyle roz­pry­sło wę­dzi­deł ...
Ja chcę szczę­ścia i bólu, i skrzy­deł
i tak dłu­żej nie mogę, nie mogę!
Niech się wszyst­ko od­no­wi, od­mie­ni! ...
O je­sie­ni! ... je­sie­ni! ... je­sie­ni.

/Kazimiera Iłakowiczówna/



















„Poezja jest wtedy, gdy emocje znajdują swoje myśli, a myśli znajdują swoje słowa”

/R. Frost/






 

poniedziałek, 26 października 2020

Październik

Dzień dobry, w ten piękny październikowy dzień!

Życzę Wam, by ten tydzień rozpoczął się radośnie i przyniósł nadzieję na lepsze jutro. Obserwując naszą, nową rzeczywistość przyrzekłam sobie, że chociaż to wirtualne miejsce, niech pozostanie względnie spokojne. Bez jadu i nagonki. W ostatnich dniach staram się wyłapywać skrawki wiadomości, tylko po to by nie pogubić się w nakazach. Córka uczy się zdalnie, najmłodszy jeździ do szkoły, mąż do pracy, obowiązki pozostały te same. Żyjemy  i póki co cieszymy się zdrowiem i polską , złotą jesienią.



Ogród (i tu zaznaczę, że z pewnością niefizycznie) daje wytchnienie. Wychodząc przed dom zastanawiam się , czy jest tu piękniej wiosną, latem czy jesienią (?) Prawdziwej, śnieżnej zimy jeszcze nie przeżyliśmy w aktualnych realiach i chwalmy za to niebiosa. Najbliższe plany remontowe to wymiana pieca i ocieplenie poddasza. Na temat ogrzewania póki co nie będę się rozpisywać, dobrze że mam wśród najbliższych bardziej doświadczone osoby.

Wracając jednak do tematów ogrodniczych, jestem wdzięczna za to, że mamy swój zielony azyl.


Chodź rośliny usychają, to chmury astrów i marcinków dzielnie bronią kwiecistego oręża. Na rabatach w dalszym ciągu pojawia się element zaskoczenia. Tak wiele krzewów, bylin cudownie się przebarwia. Codzienna przechadzka przynosi coś nowego. Ot taka np. borówka. Owocuje, a jesienią urodą dorównuje trzemielinie oskrzydlonej.






Jesienią najlepiej ukorzeniają się nowe nasadzenia, ale sama już postawiłam sobie szlaban na zakupy ogrodnicze. Od początku sezonu prowadzę dziennik, w którym zapisuję nazwy roślin, odmiany. Z moich, skromnych wyliczeń wynika, że posadziłam w tym roku ponad 300 sztuk. A nie brałam tu pod uwagę bylin, które dostałam od znajomych, sadzonek przywiezionych z babcinej działki, szeroko pojętego  warzywniaka i jednorocznej rabatówki.

Teraz pozwalam by ogród zasnął snem zimowym, a wiosną niech zdrowo rozkwita bym mogła pstrykać zdjęcia, tworzyć kompozycję i dzielić się tym wszystkim z Wami.


W najbliższych dniach dosadzę jeszcze maliny, winobluszcz, kilka róż na które właśnie czekam.

O i tu nadmienię że 98% roślin kupiłam przez internet, w różnych sklepach, szkółkach i mam w planach podzielić się swoimi doświadczeniami. Myślę, że wiosną kiedy będę kompletować nasiona, opiszę swoim spostrzeżeniami na ten temat.

Teraz wypadałoby się pochylić nad domostwem. Zanim jednak to w pełni nastąpi, będę przeczesywać  trawnik i zbierać opadające igły, liście. Tak jak latem uwielbiam podlewać, tak jesienią z uporem maniaka mogę grabić. Te czynności mają w sobie coś relaksującego ;)


W minioną sobotę na podwórko przyszedł w odwiedziny sąsiad. I kiedy w trakcie rozmowy on popijał kawę, a ja sprzątałam resztki po stroikach, w tak zwanym międzyczasie powstał wianek.




Później do naszego towarzystwa dołączył mąż i niezwykle zabawne okazało się robienie przeze mnie zdjęć jesiennego dzieła...no ja wiem ...sąsiad może nie do końca orientować się w sytuacji, ale własny mąż... po tylu latach blogowania...

Tak wiec proszę podziwiać fotografię, biorąc pod uwagę moje poświęcenie i wystawianie się na śmieszność okolicznych.



W warzywniaku ostatnie zbiory, a w domu ciasto karpatka (wieki nie piekłam)

W tym roku zbiór jabłek okazał się  zaskakująco duży. Niestety z samymi przetworami coś poszło nie tak i moje słoiki z musami zaczęły wybuchać ! Po tej rewolucji, sprzątaniu jakoś odechciało mi się chwilowo szarlotki.

To tak a propos gospodyni idealnej ;)