poniedziałek, 18 listopada 2019

Ogrodowe historie-listopad


Tygodnie upływają niespostrzeżenie, a na blogu cisza.
Ostatnio przepadliśmy tonąc w papierach, mapkach, odwiedzając urzędy.
Stresujący to czas i cieszę się że z końcem miesiąca będę mogła definitywnie domknąć resztę formalności.

Pomiędzy deszczową aurą staraliśmy się jak najwięcej czasu poświęcić porządkom ogrodowym.
Grzesiek wraca do domu po zmroku, więc większość obowiązków spadła na moje barki.
Nie narzekam, to często ciężka ale przyjemna praca. W dodatku
 odciążająca głowę, co ostatnimi czasy było nam wszystkim bardzo potrzebne.
Na wzgórzu dni mijają inaczej. Nie napiszę że wolniej, ale uważniej.
Matka natura jest najbliższą sąsiadką i nieuniknione jest wchodzenie z nią w interakcje.



 Po publikacji poprzednich postów ktoś zarzucił mi, że liczba wymienianych okien jest bez wątpienia zawyżona. Prostując, wklejam poniższa zdjęcie i wyjaśniam. 
Rzeczywiście od frontu budynek wygląda  jak ,,chatka Puchatka,, jednak patrząc z innej perspektywy łatwo wywnioskować skąd tyle przeszkleń.
Tak na marginesie, nie przyszło mi do głowy że Czytelnicy bloga mogą być aż tak dociekliwi ;)




 Otoczenie domu zmienia swoją szatę. Idąc za ciosem pożegnałam się z jednorocznymi nasadzeniami.
Zrobiłam porządek z donicami i pomału obmyślam dekoracje świąteczne. Oczywiście wszystko w asyście czworonogów. Gdzie człowiek nie kucnie tam ktoś wskakuje na kolana, albo mości się pod nogami. Najwidoczniej taka los. 
Jak nie dzieci, to zwierzęta.




 W części ogrodu gdzie do tej pory rosły różaneczniki i rododendrony, posadziłam hortensje, irysy.
Chodzę, doglądam i mam nadzieję że zima będzie dla nich łaskawa.




 W warzywniaku (chodź to słowo użyte jest nad wyraz) również zmiany.
Będę debiutować, zgłębiam wiedzę na temat parmakultury. 
Przesypuję warstwy kompostu traktując je z szacunkiem na jaki zasługuje ,,złoto ogrodników,,
A to wszystko po to by, mieć zdrowe plony i w przyszłości nie urobić się po łokcie.








Ostatnio wyrzucając obierki w zacisznym miejscu, natknęłam się na małego gościa.  
Zerkam i dostrzegam, że coś rusza się pod nogami, a z pewnością to nie mój futrzasty duet. To że koty mają pełne miski, a i tak biegną  za mną  na kompostownik jak sępy na westernie, to już zupełnie inna historia. 
Patrzę, a tu przytuptał wyczekiwany przez Wojtka jeżyk. Pobiegłam po syna, przy okazji złapałam za aparat i razem powitaliśmy nowego mieszkańca.
Całą opowieść powinnam poprzedzić wzmianką, że Wojtuś od kilku tygodni grabiąc liście komentował ten fakt słowami
mamo może w końcu zobaczymy jakiegoś jeża , przecież my już dla niego zbudowaliśmy nie jeden domek, ale całe osiedle.

Najwyraźniej nasz kolczasty milusiński poczuł się zaproszony;)



 W drugiej części działki mamy kolejny kopiec z gałęzi, a w nim sporą norę.
Domniemam że pomieszkuje tam borsuk, którego kilka razy przyłapałam w sadzie.
Chwilowo nie śpieszno mi do rozwiązania tej zagadki. Jeśli to rzeczywiście borsuk, to niech sobie u nas w spokoju prześpi zimę.
Figo obszczekuje to miejsce ze znacznej odległości i liczę na to że tak pozostanie.
Mój pies największego bohatera zgrywa, gdy pańcia przy nim stoi...ot obrońca!



Przy okazji ogrodowych porządków przycięłam starą winorośl.  
Latem roślina łamała się pod nadmiarem owoców, a jej pędy kończyły się w połowie wielkiego świerku. Trudno było to okiełznać, zwłaszcza że pod tym wszystkim panoszyły się krzaki starej porzeczki  i pokrzywy po pas. Mam pomysł by w tym miejscu stanęła transzeja, kształtem zbliżona do litery ,,L,, 

Sama jestem ciekawa jak te zmiany wpłyną na zacienienie zakątka i ewentualne sąsiednie uprawy.




 W ujadającej asyście obchodzę teren, dostrzegając zachodzące obok nas zmiany. Już wiemy że sąsiednia działka ze starym sadem, pójdzie pod wycinkę.
To było nieuniknione, zwłaszcza że miejsce jest bardzo zaniedbane. Najbardziej szkoda mi ogromnych orzechów i leśnej republiki, która zbiegała się tu na jesienne narady. 







 Pomału zaczynam myśleć o nadchodzącym adwencie , świętach.
Bardzo lubię ten czas w roku, daje mi ogrom satysfakcji.
 Mam plan, by w grudniu pojawiać się częściej na blogu.  
Życie wszystko zweryfikuje, a tymczasem 
do miłego!




26 komentarzy:

  1. Wyobrażam sobie radość Wojtusia. Pięknie tam macie!
    Basia

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeżyk dla Wojtusia! Nie mogło być inaczej. Wyobrażam sobie tą radość w Jego oczach :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Takim ogrodem to i jeżyk nie pogardzi:) Czuć ten jesienny klimat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie u Was.
    Od zdjęć nie mogę oderwać oczu.
    Zdjęcia oglądam juz ponad 100 raz.
    pozdrawiam ALA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się że doceniacie moją pracę, nie ukrywam że brakuje mi tego czasu na zdjęcia.
      Pozdrawiam

      Usuń
  5. Piękną historię piszecie w nowym domu, podglądam, podziwiam,i oczywiście trzymam kciuki. Pozdrawiam Aska

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacieram ręce, chodź wiosna może nas różnie zaskoczyć. Albo roślinność buchnie i uda mi się wszystko ogarnąć, albo będę biegać z nosem przy ziemi i wyrywać podagrycznik ;)

      Usuń
  6. Przy domu, daleko od miasta, zawsze będzie dużo pracy... czyż to nie wspaniale? :) A jak już wszystko zakwitnie, jak się zazieleni i zakwieci, jak będzie bajkowo.
    Posadziłaś irysy teraz, przed zimą?
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, posadziłam Irysy. Właściwie to posadziłam w trzech terminach. Pod koniec sierpnia-sprezentowane, w połowie września zakupione(chodź ich stan pozostawiał wiele do życzenia) i w listopadzie. Ten ostatni zabieg był konieczny, chcieliśmy uprzątnąć teren pod warzywniak, a dość spore kłącze musiałabym wyrzucić na kompost. Idąc za ciosem rozsadziłam całość i będę czekać na efekty.
      To trochę eksperyment, ale życie ogrodowe polega w dużej mierze na improwizacji ;)))

      Usuń
    2. Hmmm, to i ja spróbuje poeksperymentować (nie wiedziałam, że można je sadzić przed zimą). Marzy mi się mnóstwo irysów w ogrodzie, posadziłam na wiosnę, nie zdążyłam się nimi nacieszyć, bo wydaje mi się, że za późno posadziłam, dobrym rozwiązaniem jest zrobić to teraz, mam nadzieję, że przeżyją mrozy. Pozdrawiam :)

      Usuń
    3. Irysy sądzi się wiosną, ale również można je dołować do połowy października. W tym roku listopad wyjątkowo ciepły, więc zaryzykowałam. Babcia podpowiedział że należy pamiętać by nie wkopywać kłączy zbyt głęboko. Posadzone niewłaściwie mogą nie zakwitnąć.
      Sama jestem ciekawa efektów.

      Usuń
  7. Odpowiedzi
    1. Kochana bardzo bym chciała napisać to samo o ziemie...trochę mnie przeraża nadchodząca pora roku ;)

      Usuń
  8. Nic się nie martw ,zaufaj porze roku? będzie puchowa w dobrym znaczeniu tego słowa- tego życzę :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja będę się tej wyroczni trzymać, oby mrozów nie było za dużych :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ojej jaki piękny gość - jeżyk :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Przepiękne jesienne zdjęcia. Cudna ta Twoja podleśna kraina. Z niecierpliwością czekam na kolejne odsłony leśnych i ogrodowych klimatów. Bardzo serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będą, ale chwilowo nie wiem w co ręce wsadzić. Jestem pozytywnie zakręcona i bardzo się ciesze że listopada sprzyjał nam pogodowo.
      Odbijam pozdrowienia.

      Usuń
  12. Ale bajkowo, tak po "Twojemu". A czy ten wóz i staw też do Was należy czy to w okolicy?
    Ps. o permakulturze i warzywniku fajny post popełniła Asia https://matkatylkojedna.pl/jak-w-przyszlym-roku-zalozyc-ogrod-zeby-nie-spartaczyc-wszystkiego-i-cieszyc-sie-plonami/
    serdeczności przesyłam, Małgorzata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten wóz stoi u sąsiada. Staw graniczy z naszą drogą, teren jest nieogrodzony i mamy zgodę właściciela na korzystanie z niego. To ciekawa okolica, szkoda tylko że poziom wód gruntowych spada ;(

      Usuń
  13. Kolejny niesamowity gość. My mamy rodzinną słabość do jeżyków, nawet jesteśmy tak nazywani przez przyjaciół. Ja swojego ostatniego widziałam lat temu 20. Do dziś słyszę to tupanie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co jest dla mnie najbardziej zaskakujące? Zwierzęta które nas otaczają, dzikie a jakby przywykły do nas, naszych głosów. Jeżyk nawet niespecjalnie był płochliwy, wczoraj za to widzieliśmy na łące kreta...Figo go wywęszył, pozwolił nam obejrzeć i bronił go przed kotami. Ubaw był po pachy ;)))

      Usuń
  14. Szalenie miły klimat... spokój, harmonia no i jeżyk w ogrodzie :) pięknie.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.