piątek, 16 sierpnia 2019

Lato i nowe miejsce na ziemi


5.30
Połowa sierpnia
 3/4 wakacji za nami.
Rodzina jeszcze w objęciach Morfeusza. 
U stóp towarzystwo kocio-psie, a nad głową szumiące sosny zwiastujące pierwsze podrygi jesieni.
Nadal nie dowierzam, że jestem w miejscu o którym marzyłam przez ostatnie lata. To niewiarygodne, że udało nam się zamienić miejską dżunglę na otulinę lasu. 
Tak bardzo czuję, że jestem u siebie.



Pakując dobytek obiecywałam sobie, że zaczynając remont i aklimatyzacje będę skrupulatnie archiwizować czekające nas prace i (co się z tym wiąże) zmiany.
Niestety na takie zabiegi zabrakło czasu. 
W kontekście ciągłego biegania po schodach i drabinie wydawało się to groteskowe.
 Priorytetem było ogarnięcie prywatnej przestrzeni, tak bardzo tęskniliśmy za normalnością, świeżą pościelą, herbatą wypitą z ulubionego kubka.
A tymczasem mieliśmy niekończące się malowanie, drobne przeróbki budowlane, praca zarobkowa męża, zarastający ogród i sezon parapetówkowy.
O ile proszeni goście byle zawsze serdecznie witani, o tyle zadziwiające były wizyty znajomych, którzy wcześniej zdołali o nas zapomnieć.
W praktyce wyglądało to tak, że lądowałam w łóżku zasypiając na stojąco. 
Jednym słowem idylla.






Chwilowo aparat zamieniłam na pędzel.
Jednak nie zmienia to faktu, że nie chcę na blogu całkowicie przemilczeć ostatnich tygodni.
Wdepnęliśmy nogą w leśny ekosystem i starając się dostosować do panujących tu zasad, naraziliśmy się na wiele zabawnych sytuacji. 



Okoliczności godne zapamiętania.
Pierwszy świt.
Obudził nas świergot ptaków. 
Za oknem szpaler sosen, a na jego tle liczne ptasie akrobacje.
I nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego (mieszkam na skraju lasu) gdyby nie widowiskowe popisy pliszek. Ilość skrzydlatych towarzyszy była onieśmielająca.
Fruwały jak małe odrzutowce.
Zachwycający dodatek do porannej kawy.




Kolejnego dnia, późnym wieczorem również nie obyło się bez niespodzianek.
Mąż zapomniał o otwartych oknach dachowych. Po zgaszeniu świateł dało się słyszeć szelest małych nóżek. Byłam przekonana, że to Figo postanowił powęszyć na strychu.
I kiedy zaspana upominałam psa 
Grzesiek wyprowadził mnie z błędu oznajmiając, że pupil właśnie leży pod naszym łóżkiem.
Zaczęliśmy głośno śpiewać, hałasować, płosząc leśną kunę.
Myślę, że gdyby ktoś obserwował nas wtedy z ukrycia, pokładałby się ze śmiechu.
 Teraz jesteśmy przekonani, że intruz pomieszkuje w budynku gospodarczym.





Co się tyczy leśnych sąsiadów.
Mieliśmy już okazję poznać zająca, czarne wiewiórki ganiające się po drzewach i borsuka lubiącego przechadzać się naszą drogą.
Jadąc samochodem przepłoszyliśmy stado saren, które omal nie wylądował na masce samochodu. O świcie daje się słyszeć ryk jeleni, nie wspominając o dzikach przekopujących stary sad w poszukiwaniu smakołyków. Cały lipiec, nad naszymi głowami szybowały dwa jastrzębie (musiały mieć w pobliżu gniazdo).
 Na ich widok dostawałam gęsiej skórki i trzęsłam się nad kociętami, żeby nie zostały daniem obiadowym dla drapieżników.
Jastrzębie się wyprowadziły, a na ich miejscu pojawił się inny łowczy.
Puszczyk mianowicie.
Kiedy zapada ciemność tak przeraźliwie pohukuje, że nie trzeba oglądać horrorów by wyobraźnia zaczęła szybciej pracować.




Z pewnością wiele incydentów zdążyło mi umknąć, ale okolica domu prezentuje się właśnie tak.
My i bliskość lasu.
Radość poranka i nocne cienie.
Przyroda w całej okazałości.



Koniecznie muszę napomknąć, że nasz domowy inwentarz również się powiększył. 
I nie tak jak sugerowali niektórzy o alpakę i owczarka.
Mamy dwa towarzyskie kociaki spacerujące z nami jak psy i psa, który przybiega na hasło 
,,kici-kici,,
Zacznijmy jednak od początku...




Nie było czasu na analizowanie, przemyślenia.
 Musiałam podjąć szybką decyzję, czy chce tu i teraz sześciotygodniowego kota?
Chciałam, ale dwa- jednemu byłoby smutno;)

I tak przygarnęliśmy pod swój dach Milunię. I tu proszę przemilczeć dobór imion. Bezsprzecznie nasze zwierzęta skazane są na wymysły dzieci.
Tak więc Milunia jest nieco zdystansowana, odważna, woli chadzać własnymi ścieżkami.
Upodobała sobie Figa, początkowo nawet zawzięcie szukając sutków chciała zrobić z niego mamkę. Teraz jestem światkiem zabaw, tarmoszenia, momentami to nawet zastanawiam się czy w przypływie tej wzajemnej czułość, któreś z nich bez głowy nie zostanie.
Najwyraźniej taka to miłość kocio-psia.




Figulca już znacie.
Niech Was te przymrużone oczka nie zwiodą.
Największy psi pieszczoch jakiego znam, zaraz po tym-szkodnik.
Ekspresywny i wylewny po panci;)


Drugi kot to Karolek...koszmarny Karolek.
Teraz już wiemy że to Karolka;)
Od początku prychała, uciekała. Teraz włazi bezpardonowo na moje kolana i (uwaga) uwielbia się huśtać. Serio, wskakuje z impetem do hamaka i kiedy ten pod jej ciężarem zaczyna się kołysać, zwija się w kłębek i odpoczywa.
To taka przylepka do miziania, o ile można tak napisać o kocie.






O zwierzętach już było, teraz otoczenie domostwa zasługuje na blogowa premierę.
Zanim przejdę do krótkiej charakteryzacji, nadmieni że ogród był zapomniany przez minionych sześc lat. Trudno się dziwić skoro dom stał pusty i właściciele bywali tu tylko w wolnych chwilach.
W lipcu przyszło nam zmierzyć się z bujną przyrodą, pokrzywami po pas i iglakami, które aż proszą się o przycięcie.
Na hura ogarnialiśmy remonty i zieleń wpraszającą się do domu oknami.




Zdecydowaliśmy, że w tym roku ograniczymy prace ogrodowe do tego co konieczne, a skupimy się na przygotowaniach do zimy. W rezultacie mamy całe połacie mięty zamiast trawnika...


...i dzikość natury ;)


Przez chaszcze przebijają się winogrona, porzeczki, tudzież maliny, walcząc o plamę pierwszeństwa.
Tak to się teraz modnie mówi permakultura w najczystszej postaci ;)



Kto pamięta...miał być dom, miały być pomidory.
I są!
Posadzone w trawie maluszki teściowej, mają się całkiem dobrze.
Zupełnie nie było czasu na przekopanie ziemi, więc zrobiliśmy eksperyment.
Dołki w trawniku, w dołkach pocięta młoda pokrzywa, sadzonki do ziemia i czekamy na efekty.


Ogórki podobnie, rozkładają się po trawie.
Zielono na całego i w dodatku plewienie ograniczone do minimum.
Najwyraźniej tak tez można.




Obkaszając teren pochylam się nad każdą znajomą rośliną , listkiem. Poznaję w ten sposób filozofię z jaką ten zielony przybytek został założony.
Dzięki temu udało mi się uratować kilka ziół wieloletnich, część dosadziłam i w końcu mam pachnący zagonek wolny od mszycy. 
To a propos moich ubiegłorocznych zmagań balkonowych.




Postaram się bywać tu częściej. W końcu mam dostęp do internetu, co w naszej głuszy nie było takie łatwe. Opowieść o panach z TPS-a zostawię na inny post.
To dopiero historia,  jak prosiłam się o kontakt ze światem.
Jest mi ogromnie miło, że mimo mojej nieobecności stale zaglądacie
Przyznam, że zajrzałam w statystyki i byłam pozytywnie zaskoczona.
Pozdrawiam Was z zielonego wzgórza.
Buziaki w nos!
Kamila



37 komentarzy:

  1. Ależ u Was zmiany :))) Zamieszkaliście w przepięknym miejscu. Pracy ogrom i na początku na pewno nie będzie łatwo, ale to miejsce, natura i wszechobecne piękno wszystko wynagrodzi :D
    Trzymam kciuki, życzę dużo powodzenia i szczęścia w nowym miejscu na ziemi <3
    Pozdrawiam ciepło, Agness:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejsce jest bajkowe, wymarzone. Pracy rzeczywiście ogrom, ale to taka przyjemna praca.
      Agness ilekroć spotykam w sklepie ogrodniczym liliowce, zawsze przypomina mi się Twoja zielona oaza:)

      Usuń
  2. Nareszcie! Już myślałam że Pani nie wróci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cierpliwość. Mam w planach bywać tu częściej.

      Usuń
  3. Jak pięknie! Ta zieleń, te bujne kwiaty, cisza, ustronie, to wszystko wynagrodzi Wasz trud i ogrom pracy. Zachwycam się każdym zdjęciem. Też mieszkamy na wsi, ale mogę tylko pomarzyć o takiej "głuszy".

    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elwiro, dla nas to ogromny przeskok. Zwłaszcza że wcześniej mieszkaliśmy w centrum miasta przy ruchliwej drodze.

      Usuń
  4. Czekałam, kiedy najdzie Pani trochę czasu żeby podzielić się z nami swoimi chwilami ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwszym, prozaicznym powodem nieobecności był brak dostępu do sieci. Kiedy juz mogłam cieszyć się internetem, brakowało czasu na blogowanie.
      Jestem wdzięczna, że zaglądacie mimo mojego zaniedbania.

      Usuń
  5. Cześć!
    Cieszę się, że u Was wszystko w porządku i dni swoje dnicie...
    Jak ja Ci zazdroszczę (pozytywnie oczywiście) tej zieloności, tego domu bez sąsiadów, tych widoków. Mam nadzieję, że i moje marzenie kiedyś się spełni...
    Podejrzewam, że pracy przy obejściu jest wiele, ale to pewnie jest przyjemność, kiedy to wiadomo, że robi się na swoim. Jak tak oglądałam zdjęcia i czytałam, co zakwitło, co zostało zebrane, odniosłam wrażenie, że to taki tajemniczy ogród Macie :) Zwierzaki na pewno szczęśliwe...
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie tajemniczy ogród. Winogron wyrasta z ziemi, pnie się po świerku i kończy się na czereśni . Z tygodnia, na tydzień ta zieleń czymś zaskakuje.
      Wojtek ma w końcu przestrzeń do biegania.

      Usuń
  6. Mieszkacie w pięknym miejscu...
    Domyślam się, że wymaga ono sporo pracy i pewnie jeszcze nie mało jej przed Wami ale już jest cudnie, te wszystkie kwiatki, krzaczki i inne zieloności...
    Aż się rozmarzyłam..
    Czekam na kolejne wpisy i pozdrawiam serdecznie;)
    Dominika.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skrycie wyznam, że boję się nadchodzącej zimy.
      Wiem ile jeszcze rzeczy mamy do zrobienia, a dni coraz krótsze.
      Otoczenie jednak wynagradza wszystko.

      Usuń
  7. Cudownie..
    Jeszcze te hortensje przy domu :)
    Zawsze tak chcialam mieszkac no ale zycie swoje..
    Milo ze Pani wrocila :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hortensji z pewnością będzie więcej, odczyn gleby im służy. Chwilowo rozpływam się nad mnogością dostępnych odmian.

      Usuń
  8. Dziękuję i proszę Was ,,nie Pani,, tu jestesmy wszyscy po imieniu:)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Na zewnątrz domu sielankowo, ciekawa jestem aranżacji wnętrz:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością pokażę kadry z wnętrza domu. Rewolucji tu zapewne nie ma, ale kredytów we frankach również ;)))

      Usuń
  10. Fantastycznie! Z pewnością masz urobione ręce i bolący kręgosłup, ale (jak widzę umiesz się z tego nawet cieszyć:)). Mój remont zakupionego przed laty zaniedbanego domeczku i takiegoż ogrodu będzie wkrótce "obchodził" swoje dwudziestolecie. Praca nieustająca, ale ileż radości! tak trzymaj! Raduj się! Nie bój się zimy! Poradzisz sobie! Pozdrawiam Helena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam obawy przed zbliżająca się zimą, zobaczymy jak to będzie w praktyce.
      Praca nieustanna i remonty ale myślę, że gdybym dostała wszystko podane na tacy każda zmiana, gadżet nie cieszyłyby tak bardzo.
      Pozdrawiam

      Usuń
  11. Prześlicznie! Gratuluję jeszcze raz tej wspaniałej inwestycji. Dajesz mi nadzieję, że i moje marzenia się spełnią... moze za wiele lat:)Cudownej końcówki lata:)
    mama trójeczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ktoś mi kiedyś napisała w komentarzu, że marzeniom trzeba pomóc;)
      Spełnienia życzę!

      Usuń
  12. Ale mnie ucieszył ten wpis :). Kamilko, masz piękny dom, cudowny ogród wokół i wspaniały zwierzyniec. Czytanie o tym wszystkim to ogromna przyjemność. Cieszę się, że jesteś szczęśliwa. Choć ogrom pracy, to każda rzecz na pewno bardzo cieszy. Czekam na kolejne wpisy i pozdrawiam Cię bardzo ciepło :). Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam ogrom pracy, ale dwie zdrowe ręce ;)
      Uśmiecham się do losu. Pozdrawiam cieplutko.

      Usuń
  13. Witaj Kamilko z Zielonego Wzgórza. Pięknie, zachwycająco i bajkowo jest u Ciebie;-) A jakie hortensje!!!
    Gratuluje spełnienia Twojego wielkiego marzenia. I pokazuj jak najwięcej odsłon Twojego uroczyska. Ściskam mocno i czekam na kolejne wpisy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uroczysko... lepiej bym tego miejsca nie nazwałam. O tak! bardzo mi się podoba.

      Usuń
    2. Super! Takie własnie robi wrażenie, gdy się je ogląda. Czekam niecierpliwie na kolejne ogrodowe fotki i Twoje domowe działania. Nie wiem, czy Ci już o tym pisałam, ale zarażasz dobrą energią i umiejętnością zachwycania się wszystkim, także codziennością.Buziaki ślę.

      Usuń
    3. Florentyno, dziękuję Ci za zaszczerość.
      Chciałaby tryskać energią o jakiej piszesz, ale wewnętrznie czuje że ostatnio oklapłam.
      Ściskam

      Usuń
  14. Witaj Kamilo, piękne to wasze zielone wzgórze i aż zazdroszczę tej bliskości lasu. Cieszę się że udało się wam zrealizować swoje marzenie i że możecie żyć w tak cudnych okolicznościach przyrody. Życzę abyście byli tam szczęśliwi i czekam niecierpliwie na kolejny post. Pozdrawiam serdecznie Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agato ta bliskość lasu wprowadza mnie momentami w taką ekscytacje, że z zaciekawieniem nasłuchuję, obserwuje i czuję się wtedy naprawdę szczęśliwa.
      to jedna z najpiękniejszych rzeczy jakich mogę doświadczyć.

      Usuń
  15. Z kuną zróbcie porządek definitywnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdążyłam nasłuchać się histori o zniszczonym ociepleniu, zagryzionych zwierzętach...chwilowo mamy nadzieję że kuna sama się wyprowadzi. Zastosowaliśmy preparaty w płynie które podobno działają odstraszajaco. Czy pomogą to się dopiero okaże.

      Usuń
  16. witaj.
    Jak zwykle cudowne zdjęcia, bo miejsce urocze. Nie mogę oczu oderwać od fotek.
    Już sobie wyobrażam jesień w Twoim obejściu. Czekam na kolejne posty. Gratuluję przeprowadzki.
    ALA

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesień zapowiada się bardzo pracowicie, ale to prawda, że bliskość natury nie pozwala zapomnieć o pięknie zmieniających się pór roku.

      Usuń
  17. Gratulacje! Dużo szczęścia w nowym miejscu na ziemi! Czekamy na kolejne relacje wnętrzarskie...a zimie dacie radę, wiem z własnego doświadczenia bo sama przezywałam dokładnie 3 lata temu takie rozterki. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pierwszy sezon najgorszy, niepewny i pełen niespodzianek.
      Dziękuję za tę słowa wsparcia. Bóg nigdy nie daje więcej niż tyle, ile człowiek zdoła udźwignąć.

      Usuń
  18. Tej sowy to Wam zazdroszczę. Bo kunę to akurat swoją mamy :D

    OdpowiedzUsuń
  19. Jej. Nie mogę się napatrzeć. U nas brakuje mi właśnie zieleni, bo domek stanął niemal na środku pola podzielonego na działki. A nie miałabym nic przeciwko mięcie zamiast trawnika :) Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.