5,6 Grudnia

by - 12:32:00


Grzesiek zaprowadził Wojtusia do przedszkola z torbą pierniczków.
We wtorek czas mnie gonił, a musiałam pod nieobecność dzieci zapakować prezenty.
Udało mi się jeszcze zrobić dwa wianki, ale pokarzę dopiero jak trafią do właścicieli...A nóż jakaś ciekawska ,,sroka,,  zajrzy na blog ;)



Odbierając Wojtusia z przedszkola, przeczytaliśmy telegram od Mikołaja.



Wieczorem (już w domu) przygotowaliśmy poczęstunek dla Świętego i warzywa dla reniferków.
Syn trafnie zwrócił mi uwagę, że marchewek powinno być osiem (tyle liczy zaprzęg Mikołaja)...tzn. ciągnął koszyk z całym kilogramem i  jak zwykle zaczęły się negocjacje z małym uparciuchem.
-One daleko lecą będą głodne?
W akcie kompromisu pokroiliśmy marchew na wyliczone kawałki





Skarpety obowiązkowo powieszone.


Zadaniem adwentowym 5 grudnia , był wieczór opowieści mikołajkowych.
Przygotowałam gorącą czekoladę i razem (jakże niepoprawnie) ściśnięci w jednym łóżku 
czytaliśmy książeczki.
Wojtuś był tak przejęty, że trudno mu było zasnąć, wypatrywał na niebie pędzących sań.



Kiedy w końcu na nasz salon opadła wyczekana kurtyna ciszy, elfy zabrały się do pracy.
Paczki , paczuszki...i gwiezdny pył ;)


Dla tych najbardziej pyskatych ,Mikołaj oprócz słodyczy zostawił rózgę z małym liścikiem.


Muszę Wam napisać, że Wojtek aż odskoczył gdy ją dostrzegł...bał się nawet dotknąć diabełka. Zrozumiał, że to nie ściema z tym niegrzecznymi dziećmi...nawet trochę współczuł siostrze.


Zakaz kupowania jakichkolwiek słodyczy do stycznia !
Ale ten zapach po otworzeniu woreczków...czekolada , pomarańcze...kto pamięta?


Ola rano trochę spokorniała ( trudny wiek gimnazjalny ma to do siebie że jest nieco buntowniczy)
Widziałam że ukradkiem wycierała łzy...których nie osłodziły cukierki


Naszym rodzinnym, prezentem była  pozytywka na którą czaiłam się prawie dwa lata.
Kiedyś napiszę  Wam dlaczego te świąteczne dzwoneczki są dla
 mnie tak ważne.








Córka wróciła ze szkoły w nieco lepszym humorze.
W konkursie organizowanym prze bibliotekę wygrała książkę.


Miałam trochę mieszane uczucia , czy poranna lekcja życia nie była zbyt surowa...Mikołaj się
zrehabilitował i zostawił drobny upominek.
Nie wiem co to za mania z tymi jednorożcami...wszystkie koleżanki córki na ich widok piszczą.


 W przedszkolu nowe, tematyczne dekoracje...bardzo lubię panującą tam
 atmosferę.


A tak wygląda szczęśliwe dziecko po spotkaniu z Mikołajem.
I tu nadmienię że strój na tę wizytę Wojtek szykował już w poniedziałek ;)))


Ogromną radość sprawiła synkowi paczuszka od ulubionego kolegi podrzucona do szafki.
Po drodze rozmawialiśmy o tym że mikołajki są takim dniem. kiedy
  miło coś komuś ofiarować i pobawić się w świętego


A w domu klocki, tory...


...Mikołaju PAMIĘTAJ  w przyszłym roku poproszę o większy salon ;)


You May Also Like

12 komentarze

  1. Magiczne te Mikołajki u Was:) A Ola niech się nie przejmuje, w tym wieku to chyba standardowy dodatek do prezentów;) Renifery zapewne też zadowolone, bo o nich mało kto pamięta:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę że popołudniowe upominki, przegoniły smutki...Kto nie dostał w życiu rózgi, palec pod budkę ? ;)

      Usuń
  2. Witaj :) pieknie te prezenty wygladaly pod oknem i ten pył gwiezdny!
    Co to za pył?
    A ta pozytywka to skad?
    Jesli mozesz zdradzic ;)
    Prezenty pieknie popakowane fajna kolorystyka.
    Pozdrawiam
    Asia M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gwiezdny pył to sztuczny, sypki śnieg ...wzbogacony odrobiną brokatu-jest moc!
      Pozytywka marli Lillebo. Pięknie wygrywa kolędy.
      Pozdrawiam również .

      Usuń
  3. Jeśli chodzi o Olę - najtrudniejsza jest 1 i 2 klasa gimnazjum, koleżanka - wychowawczyni z gimnazjum mówi, że w 3 już im trochę przechodzi. Tak więc trzeba to przetrwać:)
    Na czas adwentu polecam Ci książki księdza Naumowicza "Historia świątecznej choinki" i "Narodziny Bożego Narodzenia":)
    Pozdrawiam:) mama trójeczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pocieszające jest to co piszesz, z Olą nie ma większych problemów ale miewa swoje ,,muchy w nosie,, Staram się myśleć pozytywnie, to dobre dziecko.
      Ogromnie Ci dziękuję za polecone tytuły. Własnie kończę książkę kupioną na targach i szukam czegoś nowego- własnie na grudzień ;)

      Usuń
  4. Ooo jak ten Mikolaj i elfy ladnie sie napracowaly;) Ja moge zdradzić, ze stroik przepiękny-ale na bloga zerknelam dopiero dzisiaj;) Jeszcze raz wielkie dzieki siostro:*:*:* Buziaki dla Was! Aneta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cała przyjemność po mojej stronie ;)

      Usuń
  5. Stworzyłaś niesamowity klimat. Zadbałaś o każdy detal. Dzieci z pewnością zapamiętają ten dzień i myślę, że nie tylko za sprawą rózgi. Faktycznie nowe metry by się przydały. A już myślałam, że tylko u nas tak. Choć przed Mikołajkami udało nam się namówić Synka na uprzątnięcie terenu, żeby Mikołaj nie zawrócił zobaczywszy moc zabawek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Grzesiek co roku powtarza, że tak bardzo angażuję się w tworzenie świątecznej magii , jakbym nadal wierzyła w Mikołaja...że też jeszcze w to wątpi ;)))

      Usuń
  6. Ciekawska sroka była tak zajęta, że nie w głowie jej był blog ostatnio ;) Ale niespodzianka wspaniała! Bardzo się cieszę :)
    U nas przygotowania do Mikołaja też gorączkowe były. Młody z rozpędu nawet tacie buty wyszorował (u nas w butach zostawia)! Oczywiście poczęstunek dla Mikołaja (ciasteczko i troszkę winka na rozgrzewkę ;) ) i dla reniferów musiał być. Z przejęcia nie było mowy o śnie. I biedny Mikołaj musiał czuwać... Całe szczęście, że załatwił wszystko wieczorem, bo rano nasze dziecię wstało pierwsze oczywiście :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, żeby te nasze dzieci tak do przedszkola i szkoły chętnie wstawały w pozostałe dni roku ;)

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.