2, 3 grudnia

by - 12:16:00


Wgrywając zdjęcia doszłam do wniosku, że strasznie smutny mi ten post wyszedł...a zastrzegam
 że smutno nie było .
W sobotę, razem z Olą wybrałyśmy się na Targi Książki.
Cóż...na targach pojawiam się średnio co 5 lat i muszę przyznać, że  ostatnimi jestem zawiedziona.
Kiedyś to wydarzenie miało bardziej kulturalny wydźwięk ( Wrocławski Dom Literata zobowiązywał)...teraz to w większym stopniu komercyjne wydarzenie. 
A może po prostu nie znalazłam tego, czego szukałam (?)


Olka natomiast, bez cienia obciachu otwarcie wyrażał swoje zdanie na temat ilustracji...był taki moment że miałam ochotę  kopnąć ją w kostkę.
Dzisiejsza  młodzież ...ta po prawej oczywiście ;)




Spiesząc na spotkanie z siostrami, obeszłyśmy jarmark.
Dobrze, że zrobiłyśmy to w godzinach przedpołudniowych , gdyż wieczorem rynek wyglądał jak w czasie wiecu niepodległościowego.


Nie byłabym sobą, gdybym z targów wróciła z pustymi rękoma.
,,Kilka Myśli o Bożym Narodzeniu,, ks. Jana Twardowskiego po prostu czekało na mnie.
Piękny dodatek do prezentu gwiazdkowego. Zainteresowanych odsyłam do 
Wydawnictwa ,,Święty Wojciech,,
W zanadrzu mam jeszcze jeden, intrygujący tytuł, ale o nim więcej napiszę w styczniu.


Wojtuś (w czasie gdy mama i córka miały babskie wyjście) oglądał w kinie animację
,,Pierwsza Gwiazdka,,
Zobowiązania zawodowe trochę pokrzyżowały plany z lodowiskiem, ale z pomocą przyszła nam  znajoma -Ciocia Ania.
Wojtek jest bardzo związany z jej dziećmi i razem wybrali się do kina.


Bajka odbiła się w domu echem.
Następnego dnia, synek od samego rana kompletował zwierzątka do GRÓBKA
Tak dobrze czytacie gróbka...Wojtek nie myli świąt-myli słowa 
Gróbek-żłóbek...przecież to takie podobne ;)


Podczas porannego spaceru z psem, naszła mnie taka refleksja dotycząca świątecznych dekoracji.
W tym roku wyjątkowo ciągnie mnie do czerwieni...mam w planach, przemycić do kuchni,
kilka akcentów właśnie w tym kolorze.


A od południa...wielkie pierniczenie.
nie napisze w jakich ilościach, jeszcze  pomyślicie że całkowicie zgłupiałam.
Pomocników miałam dwóch...ale tylko do wycinania ciastek.
Sprzątać musiałam już  sama (chyba powinnam przywyknąć).
Jedynie Grzegorz zlitował się nad umęczoną żoną 
i na sam koniec złapał za miotłę.




Ola jutro będzie obchodziła  w szkole Mikołajki.
Dzieci ciągnęły losy i przygotowują sobie prezenty za określoną sumę
 Ola trafiła na wychowawczynię.
Podejrzałam, w  torebce znalazły się pierniczki, bombka w kształcie sowy i świeczka zapachowa.


Chłopczyk  szybko zasnął po kąpieli, chodź nie obyło się bez wieczornego czytania.
Opowieść o aniołkach  przypadła mu do gustu, zwłaszcza że jednym z bohaterów 
 był  pastuszek Wojtuś.


Jutro akcja lukrowanie!

You May Also Like

12 komentarze

  1. Już sobie wyobrażam jak te pierniczki pachną. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kamilo będą w grudniu codzienne posty?
    Z.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram się o sprawozdania, ale codziennych postów raczej nie będzie...czas

      Usuń
  3. Przypomniały mi się ubiegłoroczne wpisy, tak miło wprowadzały mnie w atmosferę świąt. Pierniczkami zapachniało aż u mnie . Grażka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To miłe. W tym roku postaram się być z Wami w czasie adwentu, częściej ale niestety nie codziennie.

      Usuń
  4. Ale zapach musi unosić się w tej Waszej kuchni! Święta pełną parą:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Tak mi się zachciało takich pierniczków, że na osłode pocieszyłam się sklepowymi korzennymi ciasteczkami...:( wesołe te Wasze świąteczne przygotowania. Duże ilośći bo znając rodzinkę to i dużo osób do obdarowania ;) Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo, ale to majprzyjemniejsza praca w całym roku:)

      Usuń
  6. Czekam na zdjęcia polukrowanych, pamietam zeszłoroczne i wiem, że mi takie piękne nie wyjdą;)
    Ja obiecałam Hani pieczenie pierniczków w nadchodzący weekend:D
    Pozdrawiam serdecznie
    Ilona

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.