19, 20 Grudnia

by - 02:40:00

 Wtorek był feralnym dniem...
Ola z oczywistych względów została w domu.
Kiedy wróciłam, minęłam się z listonoszem który przyniósł ostatnie, zamówione paczki.
Miałam pretekst, by pod nieobecność chłopca skompletować jego prezent gwiazdkowy.


Wspominałam Wam że Wojtek wymyślił sobie już we wrześniu, konkretny
 domek ze zwierzątkami. Jak podliczyłam cenę kompletu, to o mało orłem nie padłam.
Kupiliśmy domek , część umeblowania,  samochód za sponsorowała babcia a resztę zamówiliśmy na aliexpress...Dobrze że na początku listopada, zabawki przyszły ,,na styk,,



Problem był z pakowaniem, kupiłam dodatkowo dwa zamykane pudełeczka,
w których Wojtek w przyszłości może przchowywać zestawy.


Z pomocą elfa owinęłyśmy marzenie chłopca...Tak, on jest w tym wieku, że żyje jeszcze jedną nogą w wymyślonym świecie. Nawet jak coś przeskrobie, zerka w okno i mówi... 
 już będę się starał...a myślisz że Mikołaja przyniesie mi ten domek?

Niestety patrząc na pakunek, pojawił się problem. Gdzie to upchnąć ?
Wcześniej zabawki były porozkładane w różnych zakamarkach mieszkania , a teraz...?
I jak to przewieść do mojej mamy? ...Zaznaczę że
zabieramy jeszcze inne upominki, walizki i jedzonko.


Chwilowo wybrneliśmy z opresji wkładając
na szafę owinięta kocem paczkę...na samo wspomnienie się uśmiecham .
Biorąc pod uwagę spostrzegawczość synka,  to był jeden z głupszych pomysłów.

Odbierając Wojtusia z przedszkola, musiała pooglądać nowe prace.
Ogromną przyjemność sprawia mi studiowanie tej dziecięcej twórczości.
Choineczka ;)


Po powrocie wręczyłam chłopcu kartkę świąteczną , delikatnie otwierał kopertę i  cieszył się
ogromnie z otrzymanej korespondencji.


Po południu wpadał moja mama. 
Zamieszana w spisek , cichaczem zabrała prezent.

Noga Oli nie wyglądała za dobrze . Po powrocie Grześka postanowiliśmy że trzeba jechać na pogotowie. W  międzyczasie okazało się, że teściowa również źle się 
poczuła i potrzebna  jest pierwsza pomoc...W stresie czekałam na męża i córkę.
Dodatkowo od samego rana dochodziły do mnie różne
chorobowe wieści . Jak późno wieczorem, wszystko wróciło 
 do jako-takiej normalności, zaszyłam się z ksiązką,  by zająć czymś głowę.
Opowieści Pana Andrusa zawsze poprawiają mi humor


Lekarz na pogotowiu powiedział że Oli stopa jest tak stłuczona, 
 jakby przyjechał po niej samochód ...więc córka ma już wcześniejsze ferie świąteczne.
Wracając do domu, zawitałam do sklepu -w planach miałam odpalenie mojej świątecznej listy potraw...i niespodziewanie kupiłam ryby na święta
 (akurat rzucili,  ekspedientka znajoma, kolejki brak)
Karp nieżywy, wypatroszony, ale Ola i tak uciekła z kuchni  jak go zobaczyła ;)


Wiedząc że sprawy miały u nas niespodziewany obrót, ucieszona dzwonię do męża
-Grzesiu złowiłam za ciebie ryby na wigilię
Ten zamiast odetchnąć z ulgą i podziękować za moje poświęcenie, burczy coś 
pod nosem
-A to nie z Chin?
Myślę , kurcze a skąd ja ma to wiedzieć...już mniej słodko odpowiadam
-Nie z Chin... z rybnego, skośnych oczu nie ma.
Mąż nieco łagodniej
-Kamcia bo teraz tylko 1/3 ryb jest z Milicza
Słysząc to uprzejmie zapytuję 
Grzesiu, co więc mam zrobić ...karpia kupiłam bez metki...wrzucić go do rzeki czy nakarmić bezdomne koty?
-Nie...no dobra
-Karp zostaje zatem w zamrażalce , a ty jak będziesz wracał kup śledzie solone z beczki...
takie jak ci odpowiadają...tylko zapytaj w jakim morzu pływały, na 
pewno ci zdradzą ;)

W oparach naszej rozmowy zabrałam się za gotowanie bigosu...co tam świece zapachowe hej! ;)


Po południu przyszedł serwisant do pieca.
To już drugi raz w sezonie, mieliśmy problem z ciśnieniem , ale sytuacja się
unormowała.  Ufff.

Przygotowałam listę potraw i listę zakupów.
Na zakupy jedzie mąż, więc miałam w planach zemstę i chciałam przy każdym produkcie dopisać ...jajka -od gospodarza, ser-twaróg (nie kupuj w Biedrze!) ...no ale święta idą ;)))
Co do menu. Nie szaleję , tzn stanie trzy popołudnia przy garach jest szaleństwem ale takim pozytywnym
Nie silę się na wyszukane dania, przygotowuje proste plemienne potrawy, które od lat goszczą w naszych domach
Wigilia składkowa, a gości przyjmujemy w drugi dzień świąt.
Będą
-kapusta z grochem
-makiełki
-zupa grzybowa
-karp smażony
-śledzie w oleju i śledzie korzenne
-ryba po grecku
-galaretka drobiowa
-sałatka po żydowsku
-lekka sałatka z żurawiną
-szynka i boczek wędzony (dzisiaj odbieram swojskie wyroby, pewnie pies będzie spał pod lodówką ..he, he)
-jabłecznik-pleśniak
-ciasto orzechowiec
-sernik z białą czekoladą - na pieczenie tego  porywa się Ola



Pomimo tego że korzystamy w kamienicy z usług firmy sprzątającej,  niekiedy klatkę sprzątamy sami.
Kiedy Ola i Wojtek uczyli się kolęd, uciekłam na miotle ;)
A...latarki to była oprawa świetlna do występu .


Napiszę Wam że o ile Ola przekręcała teksty pastorałek, to synek w tym temacie bije ją na głowę
Dla przykładu.
,,..kłaniajcie się królowe HARCERZE DAJCIE MU..

albo
,,...Poszli znaleźli Dzieciątko w żłobie 
NIC SIĘ NIE BALI,DALI MU SOBIE,,

,,Oj Maluśki , Maluśki, NIE MA RĘKAWICZEK,,


Wrócił Grzesiek, kiedy myłam schody,Ola tworzyła dekoracje.



Tata przykręcał jakieś listwy, Wojtuś przeszkadzał...o przepraszał udawał pirata na statku.


Ogarnęłam  szafki kuchenne.


To jest moja największa zmora, nie mam pomysłu na organizację szuflady z przyprawami.
Słoiczki, te które kupiłam są za duże,
część rzeczy i tak się nie mieści.


Kuchnia sprzątnięta, brakuje jedynie jemioły
Nie wiem jak z tym będzie, znowu mam problem z uszami i muszę unikać spacerów.







A wieczorem wypiłam grzańca przygotowanego przez szanownego małżonka i tak mi było błogo że zasnęłam nie publikując dla Was posta
Wybaczcie ;)
Do jutra .

You May Also Like

4 komentarze

  1. Ja kolędy do dzisiaj przekręcam;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj. A co to za domek? To jakis hit teraz? Jak on sie nazywa itp? ;)
    Kuchnia juz pieknie czeka na swieta ozdob nie za duzo i to tez ma urok :)
    Ola zdrowiej bo jak Mikolaja przywitasz?!
    Pozdrawiam
    Asia M.

    OdpowiedzUsuń
  3. Grzaniec produkcji polskiej, wszak spod ręki Męża wyszedł :)
    Coś w tym domku jest, bo nasz Synek od kilku dni pokazuje nam na reklamie ten konkretny, ale Mikołaj miał inne zamówienie :) Na szczęści zdążył. Dziś dotarła przesyłka z ali :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Czuję się winna przez ten domek... Mam nadzieję, że napisałaś gdzieś dalej (nadrabiam zaległości) jaka była reakcja Wojtusia, bo siedzę jak na szpilkach normalnie!
    A z tym karpiem. No sorry, ale mąż Twój szanowny miał rację... U nas to zawsze polowanie i podchody do karpia są. Nic dziwnego, bo wymagania mamy spore :D Milicz ew. Miłosław, nie za duże, takie maks 1,5 kg, żywe... i żeby im dobrze z oczu patrzyło ;) :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.