Sierpień

by - 13:36:00


Jeszcze nie do końca dociera do mnie, że to już koniec laby!
Zapewne jutro obudzę się z wakacyjnego półsnu, kiedy równo krocząc do przedszkola 
na powitanie nowej pani, będę dzierżyć w dłoni wilgotną łapkę 
Wojtusia.




Dziś wieczorny bonus, na poprawę humoru.

Spacerując po polach, obserwowałam biegającego i szalejącego Wojtka.
Mój kręgosłup był mu wdzięczny, za to że nie wymaga ode mnie noszenia na rękach. I tu Wam zdradzę, że syn to taki mały cwaniak...kiedy wyczerpują się baterie, staje naprzeciw z wyciągniętymi rękoma i szuka tragarza.
Nosić syna to jedno...ale dodatkowo nosić psa?


Początkowo spacerowaliśmy polną drogą , później ścierniskiem...
Po pewnym czasie, słyszę w oddali popiskiwania Luśki.
Odwracam się... i przypomniały mi się wszystkie upiorne opowieści.
 o jastrzębiach porywających yorki;)


Lusia należy do tych piesków, które walecznie obszczekają nieznajomych, jednak w starciu z zaroślami przegrywają.
Przywykłam do tego, że podczas zbierania grzybów, w jednej ręce noszę koszyk- w drugiej suczkę.
Teraz przyjdzie mi ją jeszcze bronić przed drapieżnikami 

Lusi vel zajączek i Wojtek-obrońca uciśnionych ;)


You May Also Like

2 komentarze

  1. Taki malutki piesek jak Lusia może się poranic na ściernisku,pomoc wskazana.Wojtuś wielki:)mały człowiek:)w sukurs zajączkowi:)Te historie z jastrzębiami!W Bieszczadach widziałam na wlasne oczy jak porwał kurę z obejścia gospodarzy.Wrześniowe pozdrowienie ślę...ależ ten czas galopuje Roksana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jednak na jastrzębie uważać muszę. Nie pozostaje nic innego jak nosić psią księżniczkę ba rękach:)
      Pozdrawiam

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.