Wycieczka do ZOO

by - 03:40:00


Uprzejmie donoszę, że w najbliższym czasie, to jeden z ostatnich postów z ,,klubu włóczykija,,
Wiem, zanudzam Was relacjami z wycieczek, ale prawda jest taka, że więcej nas w domu nie ma , niż jesteśmy ;)
A biorąc poprawkę na to, że blog jest poniekąd pamiętnikiem, staram się zachować jakąś chronologię.
Życie towarzyskie nabrało tempa, zawodowe również, ponadto wiele rzeczy kręci się wokół dzieci, co absolutnie mi nie przeszkadza...dlatego wybaczcie, że tak mało naszych postów stricte ,,domowych,, Obiecuję poprawę, ale jak to bywa... zobaczymy co przyniesie życie.

Kiedyś jedna z Czytelniczek napisała mi, że Wojtuś ma szczęście do zwierząt.
Fakt, w lesie , na łące spotykają nas przeróżne przygody.
 Jednak pomimo tego, że do zoo mamy stosunkowo blisko, to synek jeszcze w nim nie był.
Wycieczkę z siostrami zaplanowałyśmy spontanicznie...i fajnie- obyło się bez tłumów, a tego obawiałam się najbardziej.

Dziś w rolach  głównych oprócz zwierząt-występują Wojtuś i Adaś.
Najbliższe kuzynostwo.

Wyprawę rozpoczęliśmy od rejsu statkiem po Odrze.
Dla chłopaków to atrakcja, zwłaszcza że po drodze mijaliśmy mosty i kolejkę linową, 






Do wrocławskiego zoo, nie wchodziliśmy głównych wejściem. 
Jak widzicie kolejek brak ;)



No i się zaczęło... piski, zachwyty


Proszę państwa oto miś, 
miś jest bardzo grzeczny dziś...


Akwarium z fokami.
To miejsce chyba chłopcom podobało się bardziej niż całe Afrykarium.
Zwierzęta podpływały, robiły przewroty...dla dzieci magia



Zaplanowaliśmy, że zwiedzanie dostosujemy do zainteresowań i tempa chłopców.
Przecież to nie ostatnia wizyta w tym miejscu. 
Jeśli Adam i Wojtek chcieli dłużej podziwiać żyrafy, to nie biegliśmy jak większość wycieczek szkolnych (teraz to istny bum) do kolejnej klatki. Niektóre z egzotycznych zwierząt, zostawiliśmy sobie na kolejną wyprawę. 
Podobnie jak pawilon z gadami.




Afrykarium...cóż.
Jak dla mnie temat przereklamowany. Sama architektura wzbudza podziw , ale woda w akwenach brudna...i to nie tylko moja opinia.



Mamusia...i to na pewno był jej synek ...gdyby ktoś miał, jakiekolwiek wątpliwości ;)



Wracając do Afrykarium. 
Ogromnie podobała mi się strefa naśladująca dżunglę nad rzeką Kongo.
Fantastyczne prezentowały się przelatujące nad głowami egzotyczne ptaki.
Niestety oprócz kaczuchy, żadnego nie uwieczniłam na zdjęciu.






Wojtek obowiązkowo musiał zobaczyć prawdziwego Orzeła.
Rozpiętość skrzydeł  ptaka, była imponująca.



Nie ma, nie ma wody na pustyni, bateryjki chłopcom się wyczerpywały,
 więc karawana wspomogła się wózkiem.
To dopiero atrakcja.



A to chyba ten tata posłał koziołeczka po bułeczki do miasteczka ;)


A tu proszę dwóch bohaterów zaczęło trząść portkami, na widok króla dżungli.
Po minach widać, że lew nieco onieśmielił dzieci.



Za to u pawianów , zawsze jest wesoło.
Sama pamiętam, że jako dziecko uwielbiałam ten punkt programu, podczas zwiedzania ZOO.




Przy wybiegu z wilkami doszło do małej sprzeczki.
Wojtek upierał się ...że to żadne wilki nie są, to przecież psy...one nie wyglądają jak w bajce
Co ta mama i ciotki za kit wciskają ;)



Zaskakujące było to, że o ile lew budził trwogę, tygrys był odebrany towarzysko.


W koszulkach z  podobizną drapieżnika, można było go przedrzeźniać i robić głupie miny.


Przecież to taki kotek duży jest


Pociąg ze stacji tygrys ...


...odjeżdża do stacji słonie.
Uśmiech Adasia mówi wszystko.




Na koniec wycieczki udaliśmy się jeszcze na pobliską Pergolę.
Chłopaki szaleli wokół Hali Stulecia...tak szaleli że skończyło się zbitym kolanem.



Dopiero podczas muzycznego pokazu przy fontannie, pozwolili opiekunom złapać oddech



Najwyraźniej Adasiowi i Wojtusiowi nie wystarczyło, że mamy sapały jak parowozy.
Wieczorem trzeba było koniecznie rozłożyć tory i pociągi...taka siła wyższa, przy tym duecie ;)
Niemniej jednak wypad do Zoo uważam za udany.

Fantastycznie zwiedza się, patrząc na świat oczami dzieci.

You May Also Like

11 komentarze

  1. Widać,ze chłopcy mieli dzień pelen wrażeń. Sama zawsze milo wspominam czasy kiedy bywałem tam jako dziecko z rodzicami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To podobnie jak ja. Z zoo pamiętam jeszcze ogromne, czerwone lizaki i smak palonego karmelu :)

      Usuń
  2. Buziaki chłopaków wszędzie uśmiechnięte, a przy lwie przerażone-prawidłowo:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu król musi budzić respekt :)

      Usuń
  3. Oj taak...jak kilkanascie lat temu byłam we wrocławskim zoo, to tez najbardziej w pamięci utkwiły mi pawiany;))
    Pozdrawiam, Paula

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cytując klasyk ,,Pawiany wchodzą na ściany,, ...i wszystko wiadomo ;)

      Usuń
  4. Radosne buziaki dzieciaczków mówią wszystko:),a one sa zawsze(no prawie zawsze)niezmordowane w przeciwieństwie do nas rodziców.Fajne jest zwiedzanie etapami.ZOO zawsze było tym punktem programowym wiosną,latem i jesienią i nie było zmiłuj.Dorosłe dzieci też kochają ZOO.Obowiązkowo wata na patyku.pozdrawiam wzorcową rodzinkę Roksana

    OdpowiedzUsuń
  5. Biedne zwierzeta!

    OdpowiedzUsuń
  6. Noieszczęsliwe zwierzeta

    OdpowiedzUsuń
  7. Świetne zdjęcia. Widać, że wycieczka była udana:)
    Pozdrawiam, Sylwia

    OdpowiedzUsuń
  8. My też musimy pojechać do wrocławskiego zoo. Do tej pory odwiedzaliśmy tylko to w Opolu. Widać, że chłopcom bardzo się podobało. Piękne zdjęcia zrobiłaś. Cudnie wyglądali w takich samych czapeczkach i w tym wózeczku drewnianym ;). Będzie bardzo fajna pamiątka :)))

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.

LinkWithin