Tydzień z chłopczykiem

by - 13:16:00



W minionym tygodniu, moim głównym pomocnikiem był Wojtuś.
I chodź czasem bywa to męczące, miło popatrzeć jak chętnie podejmuje się nowych zadań.
Segreguje umyte sztućce, karmi psa i pucuje lustra, psikając płynem na oślep ;)
Mamusiu ja to zrobię...ja to naplawię!
Mój mały rycerz.


Jednak pomiędzy obowiązkami, nie mogło zabraknąć wspólnej zabawy.
Kiedy mama starała się zadbać o wygłodniałe brzuszki, Wojtek trenował moją podzielność uwagi.
Kolorujemy...




Jeśli mowa o motoryzacji, to w tej kwestii zachowuję się jak typowa blondynka.
Własny samochód potrafię pomylić na parkingu. 
Za to młody, na stare lata daje mi niezłą szkołę
Driftem mamo...driftem!





Kawy mogłam się napić, co najwyżej między towarzyskim rozgrywkami...,,z jeżykiem,,



Nie wiem jak to jest, ale pomimo tego że się staram i tak przegrywam.
Cwaniak negocjuje, rzuca po dwa razy kostką, nagina zasady....a gdy ogłoszę kapitulację, kwitując
,,Mama tak się nie bawi, oszukujesz,,
 Chłopiec łagodnieje, uśmiecha się przepraszająco i mówi
,,No dobla, już tak nie będę,, ...do następnego razu ;)




W nagrodę za anielską cierpliwość dostaję korale.




W ostatnim czasie moją kartą przetargową jest magiczny proszek.
Za wyjadanie palcem z papierka, Wojtuś ,,sprzedałby rodzinę,,
Vibovit -smak dzieciństwa ;),


Drewniane klocki już mi się śnią po nocach.
Uwaga! Podobno buduję najlepsze zamki, dlatego przypadł mi zaszczyt konstruowania kilku dziennie. O yeeeh!


I już na sam koniec, wzmianka o pewnej książce, która jest z nami od jesieni i którą warto polecić.

NA OSTATNI GUZIK.
 Rok z księdzem Janem Twardowskim



Wszyscy wiemy jak trudno czasem prowadzić dzieci ścieżkami religii.
Nie jestem tutaj chwalebnym wyjątkiem , Wojtek potrafi zasypywać nas takimi pytaniami, o których przy Oli nie miałam pojęcia

-Czy Pan Jezus nosił tylko sukienki, czy miał też spodnie?
-A czy jak Jezusek już umrze, to nas odwiedzi jeszcze w kościele?

Czasem nie wiem jak tłumaczyć ten świat chłopczykowi.
Wtedy żartuje i mówię 
,,Chodź Wojtek, poczytamy co ksiądz Janek na to,,




Niekiedy tłumaczę fragmenty ,,kalendarza,, chodź zazwyczaj są one pretekstem do ożywionej dyskusji i o to chyba chodzi.
Spostrzegłam, że słowa księdza trafiają do małej główki, i jeśli nawet zostaną w niej niewyraźne puenty ...warto.


Życzę Wam wiosennego tygodnia , pani zimie już podziękujemy ;) 

You May Also Like

13 komentarze

  1. Haha vibovit :) u nas jest to samo. Ja też podjadam ciii :) Dziękuję także za namiar na fajną książkę. Pozdrawiam rodzinkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. EdiPassione, za czasów mojego dzieciństwa był jeszcze Visolvit ;)

      Usuń
  2. Planszówka bardzo zachęcająco wygląda. My turlamy kostkę w "grzybobraniu". Leon jak zawsze nagina zasady albo w trakcie wymyśla swoje ;-) "Potwory do szafy" to też fajna gra na bazie "memo", bo żeby przegonić potwora do pudełka, trzeba znaleźć pasujący obrazek. Nie wiem czy polecałam?
    Zawstydziłaś mnie, że czytasz Wojtusiowi Ks. Twardowskiego. Dostałam od siostry "Od ucha do ucha" i po przeczytaniu paru fragmentów doszłam do wniosku, że jest za trudna dla Leona i odłożyłam, a tu nie trzeba się poddawać, bo coś zawsze utknie w głowie...z pewnością będzie kolejne podejście :-) Ty możesz, to ja też :D
    Uściski ślę, wiosenne! Pocałuj ten blond łepek od wirtualnej ciotki :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O ,,potworzastej,, grze nie słyszałam, muszę zapisać tytuł.
      Bestyjeczko, co się tyczy książki...podeszłam do niej na luzie. Nie czytamy od deski do deski, wybieram fragmenty , niektóre zostawiam na później.
      Wojtek zapamiętuje szczegóły. Kiedyś w kościele, mówi do mnie na ucho wskazując na paschał...to ta świeca nie Agatka, tylko roratka ;)
      Nie zniechęcaj się.

      Usuń
  3. Dla takich pięknych korali warto wszystko wytrzymać ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że mi wczoraj nie kazał w nich iść do sklepu ;D

      Usuń
  4. Ale ja jestem wredna matka... Moje dziecko nie poznało jeszcze Vibovitu! Co do gry - sorry matka, przecież wiadomo, że jeżyk musi wygrać choćby nie wiem co. A co do bycia w czymś najlepszą - jeszcze nie tak dawno byłam nadwornym rysownikiem... tortów. Ja rysowałam bazę (taką z warstwami, widokiem lekko z góry, czasem z wyciętym kawałkiem), a Młody ozdabiał. Po kilkanaście dziennie czasem szło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ fucha! Torty...podsunęłabym Wojtkowi pomysł, ale obawiam się że jak posmakuje nową zabawę , skończy się podobnie jak u Was ;)
      Aktualnie (prawie z zamkniętymi oczyma) maluję dinozaury.

      Usuń
    2. U nas jakoś bez dinozaurów przeszło. Ale autka do tej pory mi się śnią po nocach :D

      Usuń
  5. To spędziłaś tydzień w doborowym towarzystwie :) Czasem chciałbym, żeby nasz Wojtuś był już troszkę większy, ale szybko się ganię za te życzenia, bo czas tak szybko pędzi, ostatni miesiąc niemalże jak jeden dzień... A vibovit wyjadany paluszkiem to był i mój przysmak w dzieciństwie. Pozdrawiamy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ i owszem. Tylko ten mój doborowy dowarzysz bardzo absorbujący ;)
      Zostając mamą, uczysz się codziennie cierpliwości...nie ma lepszej szkoły.
      Pozdrawiam serdecznie

      Usuń
  6. Och! Vibowit i Visolwit to moje smaki z dzieciństwa. Pychotka! Pięknie spędzacie czas!
    Pozdrawiam Was wiosennie!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.

LinkWithin

https://www.instagram.com/home_fragrance/