Przyjęcie w namiocie ;)

by - 12:32:00

Ten tydzień rozpoczął się od niespodzianek.
W poniedziałek rano, kiedy właśnie odsłaniałam roletę, moim oczom ukazał się taki widok. 
Przez moment stałam nieruchomo, zastanawiając się czy to sen, czy mara ?
Zima wróciła z przytupem.


Na domiar złego, Wojtuś kolejny raz się rozchorował. 
Niby nic wielkiego, katar, kaszelek ale znów infekcja sprytnie pokrzyżowała plany całej rodzinie. Przewidywałam że początkowo nie będziemy mieć wzorowej frekwencji, jednak wypadkowa -tydzień w domu , tydzień w przedszkolu, tydzień w domu, tydzień w przedszkolu...przyprawia mnie o mdłości.


Nie ukrywam- najbardziej dobija mnie fakt ,że przy takim stanie rzeczy trudno jest się rozkręcić zawodowo. Momentami najzwyczajniej w świecie brakuje mi już pomysłów, jak to nasze życie sensownie poukładać , żeby skutki ważnych decyzji nie czkały się latami.


 Uwierzycie ,że brakuje mi już nawet pomysłów na zabawy z Wojtkiem.
W tym tygodniu miałam okazję przypomnieć sobie ile książeczek , układanek , samochodów , kloców itp. mamy na stanie.

W nadprogramowym przypływie wolnego czasu, piekliśmy ciasteczka -zwierzątka.

A propos mojej diety, skusiłam się na jedno ciastko ...a kiedy wyciągałam rękę po drugie, głośno wypowiedziałam ,,nie jedź, będziesz tego żałować ,, -pomaga ;) 


 W salonie rozbiliśmy osadę. 
W grudniu kupiłam namiot , chodź początkowo myślałam o tipi.
Zadecydowała funkcjonalność (boszeee...sama siebie nie poznaję). Zamek w trzy minuty można złożyć, jest lekki (będzie zabierany w plener) i co najważniejsze- zajmuje mało miejsca.


Byłam przekonana że Wojtuś zapragnie przeistoczyć się w rycerza , a tu widzę ...



...niańczenie...

...tulenie...

...ciasteczka...


...przyjęcia...

...schadzki...




...aż od tych wspaniałości, można paść na twarz... 




Kiedy przychodzę po Wojtusia do przedszkola, spotykam go biegającego z wózkiem dla lalek...wiec taki obrót sprawy nie powinien mnie dziwić . 
Co ciekawe, synuś zażyczył sobie zabawkową kuchnię. 


Zatroskanym już wyjaśniam, że do wiertarki, piły elektrycznej i młotka, wyrywa się równie ochoczo ;)

p.s. Mój szanowny małżonek (który to niby mnie wspiera i kibicuje) przytargał do domu 2,5 kg chałwy ...i to takiej ulubionej.  Kiedy położył zawiniątko w kuchni , miałam swastyki w oczach....i to najbliższa rodzina , wyobrażacie sobie ?

,,Jeśli chcesz rzeczy wielkich , zacznij od małych,,
św. Augustyn 

You May Also Like

49 komentarze

  1. Uwielbiam Cie !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo! Mam Wielbiciela ;)
      Dzięki

      Usuń
    2. Raczej Wielbicielke ;-)pozdrawiam serdecznie,stala czytelniczka Kasia

      Usuń
    3. W takim razie, bardzo mi miło ... Kasiu ;)

      Usuń
  2. Mąż to nie rodzina :D Wybacz więc tę chałwę i zjedz kawałek, świat będzie słodszy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jogie, przestań, bo jak mnie wkurzy to sama tak mówię ;)))

      Usuń
  3. Doskonale rozumiem problemy z poukładaniem codzienności. Ja Małego odwożę do Mamy (i tutaj od razu napisze, że opieka babci ma złe i dobre strony, dla mnie niestety większość negatywnych...mamy inne poglądy wychowawcze...narzazie nie mam wyjścia, ale wyzuty sumienia mam codziennie.Od września che małego posłać do przedszkola, jestem przygotowana, że będzie chorował, mamy jednak mały problem bo młody nie chce do dzieci...:( i tak nie chce się odpieluchować, wszystko musi być po jego myśli, piski i płacze są na porządku dziennym. Pocieszam się, że kiedyś będzie lepiej, prawda? :) ehh musiałam się wyżalić. Dużo dużo zdrówka dla Was:):)Nad tym namiotem też się właśnie zastanawiam :)u Nas resoraki i "auka" są na pierwszym miejscu i niestety ich rozbieranie:( A co do kuchenki, tez miałam fantazję żeby kupić, ale mój póki co mechanik na całego:)Pozdrawiam !:):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przedszkole ok, ale właśnie w momencie gdy dziecko choruje i akurat nie możesz odłożyć swoich obowiązków zawodowych na bok- babcia jest wybawieniem. Nasza niestety mieszka daleko, a tej która jest bliżej (mimo szczerych chęci) nie pozwala zdrowie (podeszły wiek) na zajmowanie się wnukami. Wyjście na kolacje , moje i męża, załatwienie wspólnych spraw przeradza się w taką logistyczną gimnastykę , że momentami czuję się jak ubezwłasnowolniona. Ktoś pewnie podpowie- niania... nie na nasze realia i ceny jakich oczekuje Pomoc.
      Dla pocieszenia , napiszę Ci że ten okres buntu mija ...trzeba go przeżyć , przeczekać , byt może wtedy odpieluchowywanie przebiegnie łagodniej. Wojtek na początku za żadne skarby nie chciał nawet usiąść na nocnik. Biegał jak poparzony i wszelkie unieruchomienie synka , kończyło się katastrofą.
      Głowa do góry! Kiedy mam gorsze dni, myślę że ten trudny czas to tylko chwila , dzieci rosną tak szybko ...jeszcze zatęsknimy!

      Usuń
  4. Śliczny ten Wasz namiocik. To niesamowite, jak małe dziecko potrafi zmienić oblicze bloga. Bardzo się cieszę, z Twojego pisania. Uwielbiam tu zaglądać i cieszę się na każdy nowy wpis.
    Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza, doceniam tych wszystkich wiernych Czytelników. Wiem że przez ostatnie lata blog bardzo się zmienił i odnoszę wrażenie że to stałe grono które zostało, zagląda jednak z sympatii , a nie dlatego że w salonie zagościł nowy wazonik ;)
      Ściskam Was serdecznie

      Usuń
  5. Piękne zdjęcia a zabawa z namiotem - wspaniały pomysł:) U nas w akcie desperacji zawsze pomaga hasło "zrobię wam domek":) Wystarczą krzesła, prześcieradło (mam takie jedno bez gumki na szczęście), o resztę zadbają już dzieci:)
    Życzę Wam zdrówka, dużo! A widoki za oknem macie takie, jak u nas:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ania, u nas budowa ,,domku,, wyglądała podobnie (za szkielet służyła suszarka)
      Tylko kiedy Wojtuś w przypływie weny, zaczął mi zasłony z mokrych ręczników robić, trzeba było jakoś ten problem rozwiązać ;)

      Usuń
  6. Wielbicieli masz więcej Droga Kamilko, ja tez jestem Twoją wielbicielką i wciąż Cię podziwiam, tymczasem pozdrawiam Dorota

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciesze się ,że Anonimowi czytelnicy , częściej wychodzą z cienie.
      Doroto, miło mi że tu zaglądasz.

      Usuń
  7. Współczuję choroby Wojtusiowi, mam nadzieję, że szybko się z niej wykaraska <3
    Może nie będę popularna, ale myślę, że pomysł z namiotem jest dużo bardziej trafiony niż tipi ;) Jest znacznie bardziej funkcjonalny i sprawdza się w różnych warunkach. Tipi piękne, ale najlepsze wtedy, gdy nie planujemy z nim wędrować na wycieczki plenerowe, tylko stoi sobie spokojnie w pokoiku :))
    Kochana te widoki za oknem, to tylko pożegnanie się zimy :))
    Pozdrawiam cieplutko, Agness:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby, przeglądałam pogodę długoterminową i mam tylko nadzieję ,że nie powtórzy się Wielkanoc, podczas której wędrowałam z koszyczkiem do kościoła, odziana w szal i rękawiczki ;)
      Tipi są piękne, ale tak jak wspomniałam w moim przypadku mało funkcjonalne. A z racji tego że my uwielbiamy plenery i pikniki , będziemy mogli zamek budować wszędzie. Mąż mi obiecał że kiedyś uszyje indiański wigwam. W tej dziedzinie, bije mnie na głowę umiejętnościami.

      Usuń
  8. Namiot cudny, a Wojtuś z lalkami uroczy ! Niech się bawi ile wlezie. Kibicuję ci z odmawianiem sobie łakoci, bo ja niestety dzisiaj nie miałam "charakteru" i wrąbałam baton kinderka i kilka gwiazdek MilkyWaya. A miałam wytrzymać do świąt ;-(
    Pozdrawiam ciepło i zdrowia dla maluszka życzę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniejsze były pierwsze dni...teraz ,,już z górki,, Byle tylko święta przetrwać w miarę rozsądnie ;)

      Usuń
  9. Kamilko, ja też napiszę, że uwielbiam Twojego bloga :))). Wiem, jak trudno wytrwać na diecie. Ja powinnam być cały czas, bo nie dość, że waga wskazuje za dużo, to jeszcze mam problemy z insuliną. Niestety mój mąż również ciągle mnie kusi. Ostatnio kupił krówki ;))). Namiot jest cudny. Ja (tak jak Ty) jestem estetką i uwielbiam kącik Wojtusia, jego zabawki, ubranka, ich kolorystykę. Namiot pięknie się w pasował w ten klimat. Wojtuś jest cudowny. Będzie kiedyś super tatą. Kuchenkę kup koniecznie. Mój Mikołaj uwielbia bawić się w gotowanie. Piszesz, że to ciągłe chorowanie "rozwala" Twoje życie zawodowe. Moje dzieci też ciągle chorują. Hania na okrągło łapie infekcje. Często kończy się antybiotykiem. Od częstego chorowania ma za dużo płytek krwi. Ostatnio okazało się, że także przerośnięty trzeci migdał. Chciałam posłać ją do przedszkola, pójść do pracy, ale boję się jak sobie poradzimy z tym ciągłym chorowaniem. Na babcię też nie mogę liczyć. Trudno jest być Mamą. Pozdrawiam Was serdecznie i życzę dużo zdrowia :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu, mentalnie byłam przygotowana na to, że wraz z przedszkolem zaczną się infekcję. W końcu przerabiałam taki stan rzeczy z Olcią. Wówczas jednak moja sytuacja życiowa wyglądała całkowicie inaczej. Mając trzyletnią córcię, podczas dwuletniego etatu, nie byłam ani razu na zwolnieniu lekarskim. Nie poświęcałam się na ołtarzu pracy, ale motywowało mnie duże poczucie obowiązku. Potrafiłam wszystko jakoś pogodzić...ba! nawet szkoły kończyłam, ale wokół było więcej osób do pomocy.
      Kiedyś w radiowej Jedynce słuchałam wywiadu z pediatrą. Wyjaśniał że nie ma szczepionki na wszystkie wirusy, choroby i asymilowanie dziecka przed przedszkolem tylko przesuwa w czasie okres nabierania odporności. Chodź z drugiej strony, zawsze trudno podejmować jakiekolwiek decyzje, kiedy priorytetem jest zdrowie dzieci...Dużo siły i wiary że jednak będzie lepiej!

      Usuń
  10. Oj jak ja dobrze znam schemat "tygodniowy"! Do porzygania (za przeproszeniem)... Ale nie narzekam. To tylko głupie infekcje były - inni mają ciężko naprawdę. Namiocik też mieliśmy i również niańczenie się w nim odbywało ;) Buziaki dla blondaska!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anka, ale mamy wredną naturę ;)
      Nie zaprzeczę że widząc NAPRAWDĘ schorowane dzieci, włącza mi się ogromne współczucie a następnie myśl-inni to mają gorzej! Człowiek jednak pierdołami głowę sobie zawraca...życie.

      Usuń
  11. Jak zwykle wpadłam po uszy w te Twoje zdjęcia i opowieść! Wojtuś niezmiennie przypomina mi mojego Leona. Tydzień temu odwiedzili nas znajomi z 2 pannami, jedna przytaszczyłam swoje zabawki, razem niańczyli barbiszony. Następnego dnia synuś się obudził i pyta: mamo, gdzie moja lala? A w przedszkolu najchętniej "gotuje". Stąd też miałam wielkiego banana patrząc na Twoje kadry. A co do zdrowia - polecam ENTitis (probiotyk), byłam sceptycznie nastawiona ale CHYBA działa ;-)))), już 4 tydzień bez choróbska a było tak od września, że tydzień w przedszkolu, 3 tyg w domu (masakrycznie dużo kasy poszło na neosinę i inne "antywirusowe", aż ręce opadały :-( Ściskam mocno! Dużo zdrowia dla Was Wszystkich!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wojtek jest w lepszej sytuacji niż Leoś, matka przewidująca zachomikowałam na strychu kilka zabawek po siostrze ;)
      ENTITIS- zapisałam sobie nazwę w telefonie (tonący brzytwy się chwyta) i spróbujemy. U nas na szczęście bez antybiotyków , ale inhalator furczy i na zamianę Neosine z Eloprine ...nawiasem porównaj sobie oba składy i cenę ;)

      Usuń
    2. Ten probiotyk tani nie jest (zamawiałam w internetowej aptece z odbiorem w punkcie za darmo) więc ciut taniej niż normalnie,no i trzeba wziąć 3 miesiące pod rząd. Ale jak policzę koszt tych buteleczek przeciwwirusowych, antybiotyków, osłon, beroduali i nebbudów, to nie żałuję, że spróbowaliśmy.

      Usuń
    3. Eee, licząc ile ostatnio zostawiamy pieniędzy w placówkach medycznych (bo kolejki, potrzebna opieka) cena probiotyku nie zwala z nóg ;)
      Martwię się tylko jak to z tymi pastylkami będzie , bo Wojtek oprócz cukierków czekoladowych i lizaków, jeszcze nigdy nie miał landrynka w buzi.

      Usuń
    4. Jest też wersja dla młodszych dzieci, niepastylkowa :-)

      Usuń
    5. Wiem , wiem podobno saszetki do trzech lat , ale my dawki leków przyjmujemy w stosunku do wagi i wzrostu Wojtka ;) Daje rade z pastylkami.

      Usuń
  12. Cudny ten namiocik, może pomyślę o takim dla mojego chrześniaka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kamilo, gwarantuję Ci że dostaniesz order Super Cioci.
      Namioty dla maluchów to super sprawa, chrześniakowi męża sprawiłam podobny prezent ;)

      Usuń
  13. Jeść takie ciasteczka w takim super namiocie to dopiero frajda:)
    U nas we wtorek były takie same zimowe widoki:) Dziś już zdecydowanie bardziej wiosennie:)
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Natalio...w namiocie to można tyle fajnych rzeczy robić , że tylko mały Wojtuś wie! I jeździk parkować , i wszystkie buty poukładać i nawet psa uwięzić ;)

      Usuń
  14. Skąd ja to znam. Nasza niespełna 3 latka też poszła do przedszkola od lutego, też już mamy dwie infekcje na koncie, aktualnie jest w...przedszkolu. Niestety do zmiany planów z powodu choroby czy to starszej czy młodszej jestem przyzwyczajona. Pozdrowienia i zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja głupia wierzyłam ze Wojtek taki zuch, przejdzie przez te wirusy łagodniej.
      Druga sprawa to nieodpowiedzialni rodzice przyprowadzają chore dzieci do przedszkola....ehhh..

      Usuń
  15. Witaj Kamilo. Choroby to niestety kolejny etap, też to przechodziliśmy, tylko wcześniej, bo Jasio w wieku roczku poszedł do żłobka i ciagle były infekcje. Pocieszę, że potem dziecko nabiera odporności i zero albo prawie zero chorowania, Jasio tylko tydzień w lutym nie był w żłobku z powodu infekcji, a tak to zdrowiutki. Zaglądam do Was regularnie, nie zawsze zostawię komentarz, ale uwielbiam Twoje posty i zdjęcia. Wydaje sie, że tak niedawno pisałaś o oczekiwaniu na Wojtusia....dzieci rosną błyskawicznie! Teraz ja czekam na drugiego synka, Jasio ma 2,5 roczku, a termin przyjścia ja świat drugiego Małego Księcia mam na początek kwietnia, będzie sie działo. I też myślę, jak tu potem rozkręcić drogę zawodowa po macierzyńskim, jak to wszystko zorganizować i pogodzić, bo pewnie tam, gdzie pracowałam juz nie wrócę. Damy radę :-) serdeczności i zdrówka, niedługo przyjdzie wiosna i nowa energia :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O jaka nowina! Wiesz że dzięki podpisom osób nie posiadających bloga, umiem Was identyfikować i z zainteresowaniem czytam Wasze komentarze ;)
      Dominiko z całą szczerością napiszę że zapewne na początku przy takich maluszkach będzie Ci ciężko...ale tylko na początku. Później same korzyści, sama zobaczysz.
      Olka jest kwietniowa ;)

      Usuń
  16. Oj, pamiętam ten okres u Jasia :) cudownie było patrzeć z jaką troską opiekuje się ukochaną przytulanką, mości jej łóżeczko, tłumaczy świat :)
    I kuchnie też mieliśmy!

    Dal mnie to normalny etap w rozwoju dziecka, choć pamiętam reakcję dalszych znajomych gdy ich syn chciał bawić się lalką i wózkiem :( był za to mocno ganiony!!

    zdrowia, zdrowia i jeszcze raz zdrówka dla Wojtusia :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba tak właśnie jest, że mu dorośli przyporządkowujemy zabawki do odpowiedniej płci.
      Na 100% kupię Wojtkowi kuchnie ;)

      Usuń
  17. To ja w takim razie Wojtusiowi życzę duuuużooo zdrowia!
    .... i dlaczego mój mąż, nie przytarga do domu tyle chałwy?! :)
    Przesyłam mnóstwo pozytywnej energii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sylwio, żeby mnie zanadto nie kusiło , spakowałam połowę mamie ...jej może iść w biodra ;)))

      Usuń
  18. No i uśmiecham się do kompa,WOJTULULUŚ ,moje ulubione blogowe dziecko.Przeczytałam o chałwie i teraz muszę bo się udusze :))))a co sobota dzień kota.

    OdpowiedzUsuń
  19. Dużo zdrówka dla Wojtusia i szybkiego spalenia kalorii po słodkościach ;-)

    OdpowiedzUsuń
  20. jaki słodziak ten Wojtuś :) namiocik śliczny, ja też myślałam o zakupie tipi dla Basieńki jak troszkę podrośnie, ale cenowo jakoś mnie nie przekonuje :) chyba będzie DIY ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, kiedy będzie to konieczne , przymuszę męża do prac ręcznych ;)

      Usuń
  21. Bedzue dobrze nie martw się :)
    Ja też myślałam że jak córka pójdzie do przedszkola to bedzue chorować ale trzymała się bardzo dzielnie :)
    Oczarowal mnie ten namiocik! Gdzie mogę kupić taki sam? Wkrótce urodziny syna wiec byłaby mega niespodzianka :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Namiot pochodzi ze sklepu ,,Pink or Blue,,. Wpisz w wyszukiwarkę frazę ,,Kids concept- namiot ,, i z pewnością znajdziesz to czego szukasz ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.

LinkWithin