Kiedy nadejdzie czas, zwabi nas ognia blask... i ,,kwiaty na stole nr.6

by - 04:01:00


 Kiedy jeszcze za oknem nie było takiej siąpawki jak dziś, echo nam doniosło że u rodziny powiększyła się kocia ferajna. A że moje dzieci na widok zwierząt głupieją , odwiedzając zaprzyjaźnioną wieś czuję się jak na wycieczce w zoo.

 

Kotek został wyściskany, wycałowany i wygłaskany.
I (o dziwo!) obyło się bez teatralnych scen i prób błagalnych, by go przyjąć pod nasz dach.




 Ola dalej obstaje przy chomiku. Nie myślcie sobie, że ja taka nieczuła jestem...ja po prostu średnio wyobrażam sobie powiększenie menażerii na 50m2, z ruchliwą ulicą na dokładkę.
Kiedyś naiwnie myślałam, że pies wielkości kota zrekompensuje dzieciakom  zachcianki na kolejne domowe zwierzęta... ale co tam wierna Luśka, musi być chomik ...
Ola niestety nie wie jak wygląda życie nocne gryzoni ;)



Wracając jednak na wieś ... Za płotem, u sąsiadów mieszkają gęsi.
Stadko pomimo że urokliwe, wycałowane nie zostało ;)


A podobno gęś udomowić można. Osobiście znam pana, którego ptak zyskał ogólnopolską sławę, kręcąc kuprem i chadzają za nim niczym pies. Gęś zwana ,,Dzióbkiem,, była podobno na tyle inteligenta, że nawet tv oglądała. Ekscentryczny to był widok, kiedy przemierzała swoim kaczym krokiem główne skrzyżowanie..., albo kiedy w upalne dni kapała się w miejskiej fontannie .Zresztą przez długi czas, była źródłem przeróżnych anegdot. Sama, gdy pierwszy raz usłyszałam o gąsce, myślałam że znajomi mnie wkręcają ...no bo jak to, gęś w samym centrum?





 Ponadto udało nam się zaliczyć rodzinne ognisko. Nie tam jakieś grille, szaszłyki , sałatki i inne ciuciuruciu...które w sezonie letnim praktykujemy dość często. Tylko takie prawdziwe ognicho! Półmetrowy płomień , dym we włosach, zapach pieczonych kartofli (a nie podpałki, hi, hi...) i obowiązkowo kiełbaska na kiju , albo jabłko jak kto woli.




 Do szczęścia brakowało jedynie gitary ;)

Dobrze byłoby ten sam scenariusz powtórzyć zimą. Kiedy spłynęło na mnie to olśnienie, zaraz zakomunikowałam mężowi..,,Kochanie! zobacz jakby było fantastycznie!...kulig, mrozik i na końcu ognicho...i herbata po góralsku!,, Grzesiek popatrzył na mnie spod łba i jak zawsze sprowadził na ziemie ...,,tiaaa....i pewnie jeszcze owcze skóry i pochodnie i półtorametrowe zaspy ...i scena jak z Potopu...Kamcia, kiedy ty ostatnio taki śnieg widziałaś?,,


 No powiedźcie że gupol jest i tyle. W okolicach Krakowa już sypnęło prawda?
A pomysł z kuligiem zrealizuję , bo to teraz honorowa sprawa jest. Tylko wolałabym żeby pogodowy zwrot akcji, nastąpił tak na przełomie grudnia i stycznia....Tak więc plan jest zakreślony i podejrzewam że odpowiednie towarzystwo też się znajdzie ;)

 A tymczasem kolejne dzieło z cyklu.
Do odtworzenia kompozycji potrzebne są donica, rajskiej jabłuszka, mech, styropianowa kula, wykałaczki, małe haftki wykonane z druty i wybielona winorośli.
Dekoracja miała tradycyjnie stać w salonie, ale ostatnio walczę z ,,owocówkami,,
więc dekoruje balkon.




W ogóle to od trzech dni,  nasze mieszkanie o jakąś patologię trąca. Nie dość że muszki , to jeszcze wszędobylski zapach cebuli  -to tak a propos nazwy bloga ;))) 
Znaczy się Wojtka naturalnymi środkami leczę. Podaje mu syrop (nawet popija go ze smakiem) , stosując naprzemiennie inhalacje.



I tu mała dygresja , bo już dawno miałam o tym wspomnieć, ale zawsze gdzieś mi ta myśl ucieka.
Kiedy na świat przyszedł synuś, obrastaliśmy w różne ,,potrzebne,, gadżety...sterylizatory, podgrzewacze i inne takie. Jedynym urządzeniem z którym zaprzyjaźniliśmy się na dłużej jest inhalator. Kiedy zaczyna się okres przeziębień, nie stosuje u dzieci kropli do nosa, wystarczy kilka sesji z solą fizjologiczną, jakiś domowy specyfik  i po kłopocie.
Wiem że czasem ma się taki dylemat, co kupić maluszkowi , który już wszystko ma...więc jeśli ktoś boryka się z podobnym problemem to polecam.
 


U nas inhalator super się sprawdza. Wystrzegamy się antybiotyków i z ręką na sercu mogę napisać, że udaje nam się zapobiegać poważniejszym infekcją ,dzięki takim działaniom prewencyjnym. 
Właściwie to od samego początku, naszą panią doktor widywaliśmy tylko przed rutynowymi szczepieniami. Kiedy trafiliśmy do niej po roku- z wysypką , spojrzała w monitor, potem na mnie i zapytała czy my aby na pewno jesteśmy jej pacjentami. 


Pozostaje mi jedynie wierzyć że ta szczęśliwa passa jeszcze trochę  potrwa ;)

You May Also Like

18 komentarze

  1. Przepiękna dekoracja na stół! Takie mi się podobają...
    Odgapię! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doroto myślę że nie będziesz miała z tym większego problemu ;)

      Usuń
  2. Mam identyczną doniczkę a bukiet fajny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam trzy takie doniczki ;) Bardzo lubię układać kompozycje rzędami i czasem kupuje po kilka sztuk...zwłaszcza jak mnie cena nie poraża.

      Usuń
  3. Ale u Ciebie ślicznie:) Piękne zdjecia i gąski:)
    I te smakołyki z ogniska... no bosko:)
    Pięknie prezentują się te jabłuszka:)
    moc cieplutkich uścisków

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i odbijam pozdrowienia w Twoją stronę Natalio.

      Usuń
  4. Z przyjemnością oglądam jesień Twoimi oczyma !
    Kamilo gdybyś robiła zbiórkę przed kuligiem , to pamiętaj o mnie ;)
    Grażka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście Grażynko ...o Tobie w szczególności ;)))

      Usuń
  5. Domowe sposoby na choróbska to ja bardzo popieram:) Piękna jesienna kompozycja! Pozdrawiam Ala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Domowe sposoby przede wszystkim ale są momenty kiedy sama muszę ratować się apteczną chemią, żeby w pionie stać ...Niestety mamy czasem nie ma kto zastąpić ;)

      Usuń
  6. Dziękuję za świetny pomysł na zimowy weekend Jeśli tylko śnieg dopisze muszę pomyśleć o właśnie takim kuligu jak z Potopu ;) A jabłuszkowy bukiet kuszący i cudny Pozdrawiam jesiennie Agata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie...jeśli tylko śnieg dopisze ;)
      Serdeczności przesyłam

      Usuń
  7. Jestem ZA owczymi skórami i pochodniami. Ja się pofatyguję nawet na taką imprezkę. Poza tym moje pająki (te co włażą do domu) przepowiadają mrozik i śnieg, więc kulig wskazany ;)
    Co do inhalatora - mamy i stosujemy na kaszel. Ale intryguje mnie, czy z tą solą to na katar atakujecie? A co do gadżetu, które nam się sprawdził przy Młodym, to zdecydowanie nosefrida, póki nie potrafił sam nochala wydmuchać ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha, ha, ha będę pamiętać :)
    O pajakach to nawet nie wspominaj, Wojtek dziwnym trafem upodobał sobie to słowo , nie wiem czy podświadomie chce wpisać się w halloweenowa konwencję.
    Na katar jak najbardziej ! Wystarczy sól fizjologiczna .U nas jak tylko się pojawia to zaraz inhalator idzie w ruch. 2 -3 sesje dziennie po 8 minut i jakoś udaje się nam ominąć aptekę.
    A wydmuchiwanie nosa to podstawa (umiejętne) bo jak katar nie leczony to lubi na uszy przeskakiwac.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ha, ha, ha będę pamiętać :)
    O pajakach to nawet nie wspominaj, Wojtek dziwnym trafem upodobał sobie to słowo , nie wiem czy podświadomie chce wpisać się w halloweenowa konwencję.
    Na katar jak najbardziej ! Wystarczy sól fizjologiczna .U nas jak tylko się pojawia to zaraz inhalator idzie w ruch. 2 -3 sesje dziennie po 8 minut i jakoś udaje się nam ominąć aptekę.
    A wydmuchiwanie nosa to podstawa (umiejętne) bo jak katar nie leczony to lubi na uszy przeskakiwac.

    OdpowiedzUsuń
  10. Ha, ha, ha będę pamiętać :)
    O pajakach to nawet nie wspominaj, Wojtek dziwnym trafem upodobał sobie to słowo , nie wiem czy podświadomie chce wpisać się w halloweenowa konwencję.
    Na katar jak najbardziej ! Wystarczy sól fizjologiczna .U nas jak tylko się pojawia to zaraz inhalator idzie w ruch. 2 -3 sesje dziennie po 8 minut i jakoś udaje się nam ominąć aptekę.
    A wydmuchiwanie nosa to podstawa (umiejętne) bo jak katar nie leczony to lubi na uszy przeskakiwac.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.

LinkWithin

https://www.instagram.com/home_fragrance/