O spotkaniu w ,,cztery oczy,, i o wyjątkowej książce dla dzieci

by - 03:51:00


 Liczę na to ,że tym postem wprawię Was w taki sam frywolny nastrój, jaki towarzyszył mi podczas pierwszego spotkania z wiewiórkami ;)



 Większość z Was zapewne wie, że w dzieciństwie las miałam na wyciągnięcie ręki i tym samym sposobność podpatrywania dzikich zwierząt również. Pominę wątek budowania ,,obserwatorium,, łapania żab i cmentarzy (tak pochylałyśmy się z kuzynką nad losem zdechłej jaskółki, tudzież kreta, budując im swoistą nekropolię). Spłoszone stado saren było wtedy wpisane w okoliczny pejzaż. Kuny zamieszkujące po sąsiedzku, lisy odwiedzające kurnik i borsuk, który zabłąkał się pewnego dnia na naszym podwórku.
Jeże , sójki , sokoły i inne ptaki podpatrywane w gnieździe...no dużo tego było. Ba! Nawet na jednej z gier terenowych , miałam bliskie spotkanie z dorodnym jeleniem.  Z koleżanką na kucaka , próbowałyśmy rozszyfrować hasło napisane ,,morsem,, kiedy ogromny, spłoszony byk, zaczął galopować przez las. W pamięci najbardziej utkwił mi odgłos łamanych gałęzi i przerażenie w oczach towarzyszki...
Celowo o tym wszystkim pisze , bo wiecie... ja nigdy nie widziałam wiewiórki ;)


Aż do ubiegłego roku ;)
Wielkie miasto , a w samym środku park i dorosła baba ciesząca się jak dziecko. Mina mojego szwagra , który zna to miejsce jak własną kieszeń zdradzała wiele . Obawiam się że od tamtego dnia, odpowiednio mnie zaszufladkował ;)))



Tym razem wybraliśmy się tu z dziećmi. Wiewiórki ostrożnie podchodziły do orzechów, ale z zainteresowaniem przyglądały się częstującym. Wyobraźcie sobie, że nawet gromki śmiech i piski Wojtka nie były w stanie ich spłoszyć.




Przy okazji podzielę się z Wami , kolejnym książkowym odkryciem.

NIEDŹWIEDŹ ŁOWCA MOTYLI
Susana Isern
Marjorie Pourchet 

Ta pozycja zawiera piękne , baśniowe ilustracje. Trudno mi wywnioskować czy to właśnie przydymiona kolorystyka, czy może opowieść o tym że dobro, wraca do nas z podwójną siłą ; sprawiają że przyciąga najmłodszego czytelnika.
Zresztą sami zobaczcie urywek...




You May Also Like

32 komentarze

  1. Mam to szczęście, że wiewiórki są naszymi sąsiadami. za sprawą rozłożystej leszczyny za płotem. Nie uciekają na nasz widok, a nawet często rozpędzą się i pobaraszkują na naszym balkonie.
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. MarioPar, miałam przywilej pomieszkiwać po sąsiedzku z sójkami. Skakały po drzewach jak szalone, gubiąc (ku mojej uciesze) niebiesko -czarne pióra. A z tymi wiewiorkami to kolejny dowód na niesprawiedliwość rządzącą światem :)

      Usuń
  2. Już sobie wyobraziłam Ciebie w tym parku :) i za to Cię właśnie lubię - za radość z najprostszych rzeczy i dostrzeganie piękna w najmniej spodziewanym miejscu.
    Co do książeczki to też zdecydowanie moja estetyka, Jaś wyrósł, ale może jego kuzyn będzie nią zainteresowany?

    Ściskam jesiennie
    M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madzia, czasami sama siebie pytam , kiedy Ty w końcu dorośniesz ? A co gorsze , im starsza jestem, tym bardziej infantylna.
      Książka idealna na prezent :)

      Usuń
  3. Kamilo, podczytuję Twój blog od dawna i wydaje mi się że prywatnie jesteś bardzo fajną i ciepłą osobą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wygląda super. Musi być ciekawa. Zdjęcia z wiewióreczką extra i ten plecak, no czad! ;)
    Pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do Wojtkowego plecaka można całą historię dopisać :) Miłego wieczoru

      Usuń
  5. Jesienny klimat:) I Wojtuś z tym plecaczkiem...:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ...Z tym plecaczkiem i z tymi ciufciami w środku ;)))
      Sciskam

      Usuń
  6. Kamilo nie dorastaj nigdy ;) patrz na otaczający Cię świat szeroko otwartymi, pełnymi zachwytu oczami. Bardzo lubię Twoje zachwyty nad przyrodą, nad rzeczami zwykłymi i codziennymi. Wojtuś cudny, zdjęcia świetne a rude ślicznotki przesympatyczne :)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się że ten typ tak ma ... I nawet gdybym się bardzo starała to tego zdziecinnienia nie wyplenię :)))
      Przyroda z dnia na dzień zachwyca mnie coraz bardziej ...nie wiem czy to wiek , czy tęsknota? ...

      Usuń
  7. Cudo! Jestem zachwycona zdjęciami Wojtusia i wiewiórek.
    Pozdrówka Grażka

    OdpowiedzUsuń
  8. Uwielbiam takie jesienne zdjęcia :)))). Spacerujemy teraz z Hanią cały czas, żeby złapać jak najwięcej słońca i tej energii. Jestem zodiakalną Wagą i dla mnie złota jesień mogłaby trwać cały rok ;). Plecaczek Wojtusia i książka cudne. Dziękuję za kolejnego fajnego posta i pozdrawiam serdecznie :)))
    Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olu podobnie jestem jesienna jubilatka i zodiakalną wagą. Teraz rozumiem to podobieństwo dusz :)
      Babie lato mogłoby ściągnąć w nieskończoność...jest pięknie !

      Usuń
    2. I ja już wszystko rozumiem ;). Tym bardziej ściskam i pozdrawiam :)))))
      P.S. Ja jestem z 16 października

      Usuń
    3. Jestem w szoku ! A ja z ,,piętnastego,, ;)

      Usuń
    4. To teraz jeszcze bardziej Cię zaskoczę, bo mój tata urodził się 15października, a mama 16 października (tak jak ja) ;)

      Usuń
    5. Niewiarygodne! Myślałam ze zbieżność moich urodzin z imieninami teściowej jest wyjątkowa :)))

      Usuń
  9. Właśnie oglądamy z Helenką...a ona tańczy :) Pozdrawiamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na bank, Wojtek znalazłby wspólny język z Haneczką :)))

      Usuń
  10. Po pierwsze: genialne zdjęcia - jak zawsze. Cudowny Wotuś i Ruda Kita też :-) Po drugie: spotkania z dziką przyrodą - niby miasto, a nadziwić się nie mogę, co nas potrafi odwiedzić oprócz stałych bywalców czyli wróbli pod dachem i dzikich kotów, zdziwiliśmy się wczoraj, że coś kopytnego ryło na działce, a i lis się 2 razy zdarzył - ten to mnie wystraszył. Po trzecie: książeczka - obudziła we mnie tęsknotę, zawsze chciałam być ilustratorką książek dla dzieci ;-))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio oglądałam ciekawy film przyrodniczy i właśnie bo miejskich ptakach opowiadano...przez to ze jesteśmy coraz bardziej zalani betonem , nawet populacja wróbla znacznie zmalała. U mnie w ubiegłym roku plagą były łasice, wygrzewajace się pod maską samochodów. Nam akurat kabli od paliwa nie przegryzly :) Ty Kobieto goń za marzeniami , jestem pierwsza chętna na książkę !

      Usuń
  11. Urocze zdjęcia :) Piękna chwila i wspaniała pamiątka:)

    OdpowiedzUsuń
  12. W warszawskich Łazienkach wiewiórki chyba przekarmione – mój Jasio tez miał spotkanie z Basią i jej siostrami, ale nie wykazały entuzjazmu na widok orzeszków. Książkę zapiszę do listy wartych uwagi / kupienia. Zdjęcia piękne – taką jesień to ja uwielbiam. A plecaczek cudny. U nas plecaczek-małpka oczywiście ;-) A dziecko w sobie trzeba chronić i pielęgnować koniecznie! Bez dziecięcego spojrzenia wszystko traci blask! PS. Wróbli coraz mniej, pamiętam kiedyś ile ich było i ich świergot, teraz wcale prawie nie widuję na osiedlu. A piękną zieleń przed moimi oknami już wykupili deweloperzy i za jakiś czas zniknie … :-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wyprawach na basen, kiedy Wojtuś podpatrywał starszych kolegów , zakup plecaka był konieczny ...,,on siam,, ;)
      U nas niestety również plan zagospodarowania okolicy wygląda nieciekawie. Już teraz po naszej ulubionej ścieżce prowadzącej do pobliskiego parku, samochody pędzą jak strzała...ech...

      Usuń
  13. Ha! No i ważne, że potrafiłaś się beztrosko cieszyć tym spotkaniem :D Zdjęcia z Waszej wyprawy teraz super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anka , proszę się tu ze mnie publicznie nie nabijać ;)))

      Usuń
  14. A możemy prosic o namiary gdzie taki plecaczek można kupić

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ZARA kids , ubiegłoroczna kolekcja

      Usuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.

LinkWithin