Krzesło nr.2-Wojtek...i co trafia do brzuszka maluszka.

by - 02:16:00


 Moi Drodzy! Właśnie uświadomiłam sobie ,że będzie to najdłuższy post jaki stworzyłam.
Przygotowanie zdjęć rozłożyło się w czasie, o czym zapewne przekonacie się za moment.
Do tematu...
Kiedy pokazywałam Wam krzesło Oli, napomknęłam że na publikacje czeka jeszcze jeden ,,antyk,, (właściwie także córki). Dotychczas Wojtuś korzystał z ikeowskiego tronu ( który mogę śmiało polecić rodzicom planującym podobny zakup) jednak u nas pojawił się problem z dostawianiem krzesełka do blatu.
Wysokości znacznie od siebie odstawały i synuś denerwował się nie widzą tego ,co zjada reszta rodziny.
Gdyby nie pomoc babci, która przemalowała mebel, na zmiany czekalibyśmy jeszcze długo...
A tak podczas śniadania, gdy akurat kanapki są ,,bleee,, gdyż najmniejszy ,,pasożyt,, widzi coś innego ...zatykam mu ,,dziób,, np. pomidorem i daje sobie na luz...



 Tak wygląda Wojciech przed posiłkiem, opcja ,,po,, nie nadaje się do upublicznienia.W skrócie- często szafki kuchenne do wysokości lamperii wymagają szorowania, a dzidzia wygląda jakby się biła z jedzeniem ...taki etap nastał-momentami meczący.
Za punk honoru postawiłam sobie zadanie, że do skończenia dwóch latek synuś będzie wcinała sam, co by w przedszkolu głodny nie chodził.
Więc Małolat szyderczo się uśmiecha , a ja zaciskam zęby ;)


 Najgorzej wychodzi nam picie z kubeczka, uprzedzam doradców testowaliśmy już kupeczki niekapki, z rurką,  dziurką , chmurką itp.
Ubaw mamy po pachy, kiedy tylko ,,normalny,, kubek dostawiam do ust Wojciecha, 
zaciska oczy jakby miał w nim co najmniej zanurkować ;)))


Obiadki naprzemiennie z zupkami wyglądają tak, jak poniżej.
Solidne porcje wynikają z faktu ,że dokarmiamy pod stołem psa (to a propos sprzątania) i oczywiście sztućce x2szt. 
Kiedy widelec trzyma jedynie mama, trzeba go koniecznie wyrwać, a tak merdamy w talerzu sami i nawet czasem uda się trafić do buzi ;)


Na dobranoc, bez kaszki w butelce  się ,,nie da,, 
Mleczko wypite, ,,buziaczek,, od mamy (częściej taty), Jerzy pod pachę i można spać.
To takie nasze wieczorne rytuały.



W dalszym ciągu przezornie bazujemy na mleku modyfikowanym,  nie chcemy by powtórzyła się historia ze skazą białkową jak to miało miejsce w przypadku Oli.
Nabiał wprowadzamy ostrożnie , chodź już teraz wiem że jogurty , kefir, Potomek toleruje całkiem dobrze.


Owoce staram się jak najmniej przetwarzać, rozdrabniam na tyle, na ile jest to konieczne.
Chodź zdarza się ,że popełnię mus, koktajl , lub ciasto.
Hitem ostatnich dni jest chlebek bananowy.


I na koniec przekąski, którymi ,,ratujemy się ,, podczas spacerków, gdy do domu daleko , kiszki marsza grają, a Wojtek krzyczy dając do zrozumienia że chce jeść !!!
W torbie od wózka najczęściej noszę biszkopty, wafle ryżowe, wielozbożowe i wodę.
W domu natomiast, z pomocą płatków kukurydzianych ćwiczymy paluszki.

Generalnie to naginam menu Wojtka do potrzeb nas wszystkich ( głównie  po to żeby nie spędzać całego dnia przy garnkach) ...a może to my przy synusiu odżywiamy się zdrowiej (?)

Pozdrawiam z Krainy Deszczowców



Butelkę MAM i komplet naczyń LASSIG można znaleźć w Pink or Blue


You May Also Like

25 komentarze

  1. Ale fajny bobas. Mój młodszy zaczął chodzić do przedszkola i miała refluks więc nie mógł jeść nabiału ale teraz już powoli jest ok. Fajny post aż miło popatrzeć na tę codzienną walkę z maluszkiem a dzieci tak szybko rosną pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O refluksie czytałam przy okazji starszej córki...jako niemowlę ,,ulewała,, ba! chlustała mlekiem dość długo.
      Z Wojtkiem większych problemów nie ma ...no może poza nauką picia ...ale myślę ,że i na to przyjdzie pora;)

      Usuń
  2. haha uśmiałam się Kamilko.To chyba zmora każdej mamy. Pamiętam te rytuały z Antkiem. Zresztą do dziś są wielkie problemy z nim w kwestii jedzenia, mam nadzieję, że z Anielką będzie lepiej. A Wojtuś do schrupania. pozdrawiam ciepło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolino, wiem po swoich pociechach, że każde dziecko jest inne (Olcia to był istny aniołek, w porównania z bratem)...a co do gotowania ...czasem więcej czasu spędzam na sprzątaniu po posiłkach, niż na ich przygotowaniu , ale ty to zapewne wiesz ;)))

      Usuń
  3. Piękne fotki :) Ojej a tak niedawno sama miałam takiego bobasa w domu a teraz to już przedszkolaczek. Dlatego warto tak utrwalać ulotne chwile.
    Krzesełko prezentuje się świetnie a menu Maluch ma urozmaicone trzeba przyznać:)

    Pozdrowienia i uściski
    Wiola z Vintage Garden

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z krzesełkiem , pomoc babci okazała się nieoceniona -pewnie dalej stałoby u niej na strychu.
      Rzeczywiście patrząc na dzieci czas nie biegnie tylko galopuje...Ola jeszcze nie tak dawno przedszkolak, dziś nastolatka ...boszeee jaka ja jestem stara ! ;)

      Usuń
  4. Mieliśmy takie samo krzesełko w spadku bo dzieciach kuzynki :)
    Faktycznie paskudnie dzisiaj...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ola krzesło przeszło 9 lat temu, podobnie dostała w spadku ;)

      A ja jeszcze dziś muszę psiego fryzjera zaliczyć - więcej luśkowej, liniejącej sierści nie zdzierżę ;)))

      Usuń
  5. Super :) tęż mam takie krzesełko na strychu chyba jeszcze po moim mężu...muszę się nim zainteresować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie...o krzesełku przypomniałam sobie w drugiej ciąży, kiedy podobny model znalazała na stronie zary home , w cenie powalającej na kolana.

      Usuń
  6. Rzeczywiscie jeden z dluzszych postow :))) A tron ma Wojtus swietny, sama pamietam taki z domu ale mialysmy w kolorze czerwonym.
    usciski

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Anetko krzesełko początkowo było błękitne...i to taki anielski błękit, więc gdyby nie było zniszczone, darowałabym sobie malowanie.
      A i dostrzegłam jeszcze pozostałości pomarańczu , po warstwa farby...

      Usuń
  7. Świetne zdjęcia posiłków, a Wojtuś sam w sobie do schrupania:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cicia zobaczyłabyś go dziś rano , to zmieniłabyś zdanie ;)))

      Usuń
  8. kochany urwis :) krzesełko piękne! mój synek (14 m-cy) je chętnie i zazwyczaj już sam (ale nie moja w tym zasługa, nauczył się w żłobku), za burtę wyrzuca jedzenie tylko jak już nie może albo mu nie smakuje, a to się zdarza niezwykle rzadko. Za to uwielbia chlapać piciem po ścianach, czeka nas malowanie kuchni...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanko w kompleksy mnie wpędzasz...14 miesięcy -to równolatek Wojtusia...
      Chlapanie piciem to standard...a ostatnio największa frajda to nakarmić Luśkę ...chyba muszę psa odizolować od dziecka, na czas posiłków (?)
      Co do samego apetytu to Wojtuś raczej bezproblemowy w obsłudze, ale to widać ;)))

      Usuń
  9. Dziękuję za tego posta :). Moja Hania jest bardzo ostrożna jeśli chodzi o nowości jedzeniowe. W foteliku nie chce za długo siedzieć. Ach. Lekko nie mamy. Wasze krzesełko super!! Pozdrawiam cieplutko :)))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwość to zdecydowanie nie jest mocna strona Wojtusia-podobnie długo w krzesełku nie posiedzi ...wystarczy że skończy posiłek i przestaje być w centrum zainteresowania...zaczyna się wiercenie...grymasy...ale tak jak piszesz - kto powiedział że będzie lekko ;)

      Usuń
  10. U nas nauka jakoś topornie postępowała z jedzeniem. A potem nagle sam zaskoczył. To samo z piciem było ;) Przez jakiś czas dawały radę kubki 360 stopni. Jednak najlepszy był bidon z giętką słomką, taki zamykany - Canpol chyba. Jeden był do wody, drugi do herbatki. A ze zwykłym kubeczkiem samo przyszło w końcu ;) Ale słomka do tej pory jest ulubiona :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bidon ze słomką znamy...kubeczki również ...liczę że z czasem sam zaskoczy ... dziś były postępy!

      Usuń
  11. Tak pysznie wyglądaja te zestawy ze sama chętnie bym zjadła :)
    U nas króluje chlebek, nie pszenne bułki czy jakies inny nadmuchane sztuczydło :) Polecam wafle wielozbożowo pszenne, bo moje dziecko nie lubi słodyczy- matko nie wiem po kim ;) A może zwyczajnie nie nauczyło się ich jeszcze jesć? A mi brak pomysłow na obiad głównie dlatego, że zęby opornie idą.
    Jejku jaki Twój synek uroczy i słodki! Az ma się ochotę przytulać :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deilephilo, szczerze- z tym jadłospisem jest tak, jak już kiedyś pisałam ...w jeden dzień siadam , zmużdżam sie i planuje menu, a potem działam jak automat ;)))
      Wiem jak jest trudno kiedy akurat wychodzą kolejne zęby- łącze się z tobą w katuszach ;)

      Usuń
  12. Jaki piękny ten stołeczek :) Uwielbiam takie przedmioty z duszą. Ma niesamowity klimat!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas i pozostawione słowo.

LinkWithin