poniedziałek, 27 lipca 2015

Pocztówki z wakacji - polska wieś


Przepraszam Wszystkich za zamieszanie z publikacją wczorajszego posta. W niedzielę wróciliśmy do domu z (delikatnie rzecz ujmując) przygodami. Kiedy rozpakowaliśmy walizki, przestaliśmy się potykać o dmuchane kółka, wysypaliśmy piasek z butów, każdemu należał się zasłużony relaks. Chłopaki pojechali na wycieczkę rowerową , Olcia robiła rekonesans w kolonijnych pamiątkach. A ja szukając na starym blogu przepisu na sałatkę z ogórków, w przypływie weny zabrałam się za scalanie obu stron...czego efektem było niefortunne pojawienie się archiwalnego posta ;) Ponadto posegregowałam zdjęcia z wyjazdów (lubię mieć w laptopie porządek, pliki , zakładki przypisane tematyczne, chronologicznie). Nie wiem czy już kiedyś o tym wspominałam, ale przestałam magazynować czasopisma. Jeśli interesuje mnie jakiś artykuł , przepis, skanuję wersy i mam wszystko zapisane na dysku. Zagłębiając się w szczegóły, to przeglądam internetowe wydania, ale jakoś do końca nie jestem do tej formy przekonana. Wolę namacalnie delektować się lekturą ...jednak z braku miejsca trzeba się ratować ;)


Nie napiszę, że to już ostatnie wakacyjne pocztówki, bo nie mam bladego pojęcia co przyniesie sierpień. U nas jak w kalejdoskopie (ten kto prowadzi własną działalność, ten wie).
Tymczasem wspomnienia z ,,wsi spokojnej , wsi wesołej,, ;)



W swoim krótki życiu miałam okazję, wyjeżdżać na zagraniczne wakacje, opalać się w cieniu wypasionego hotelu, ale to chyba nie dla mnie...jestem specyficzną turystką. Fajnie gdy wynajmując pokój jest czysto, wszystko działa, warunki są przyzwoite , a w nocy drzwi same się nie otwierają. Kiedyś z mężem wypożyczyliśmy pamiętną przyczepę kempingową, obudziłam się w nocy, przeciąg... a w progu siedział bezdomny pies, machający ogonem ;) Nie potrzebują luksusu, pociąga mnie prawdziwe życie. Naprawdę odpoczywam , zagłębiając się w cudzy świat. Często podróżując zbaczam z utartych szlaków, zaglądam ludziom w podwórka i w ten sposób chłonę atmosferę miejsca.


Wieś kojarzy mi się z dzieciństwem. Sama jestem zdziwiona , że to co było codziennością, stało się fascynujące , wręcz egzotyczne ! Grzesiek nie mógł zrozumieć dlaczego zamiast wylegiwać się na pomoście, szwendam się pomiędzy zabudowaniami  pstrykając zdjęcia gospodarzowi, karmiącemu kury świeżą pokrzywą. Ten prosty świat coraz bardziej odchodzi w zapomnienie, a ja bym go chciała zapisać ...zapamiętać z takim szczegółami.



 Tubylcy patrzą na mnie z politowaniem i chyba przykleili mi metkę,,dziwaczki,, (w tej samej wiosce wypoczywaliśmy kilka lat temu). Wchodzę do sklepu (jedynego w obrębie kilkunastu kilometrów) w progu stoi stała ,,elita,, popijająca bursztynowy napój. Sklepowa (bo tak tu się zwykło mawiać na sprzedawcę) zerkając podejrzliwie podaje mi ciastka i zagaduje...,,Pani to już kiedyś u nas była?,, ...Myślę, ma kobiecina pamięć , tyle lat, tylu turystów...,,O już wiem! ...dodaje po chwili...,,To pani znosiła z lasu szyszki!,,...Najwyraźniej wypadało zbierać grzyby i jagody, żeby się na śmieszność nie narażać ;)


Ale i tak najlepsze było , kiedy poszłam obejrzeć cmentarz wokół małego kościółka.
Otworzyłam skrzypiąca furtkę i już po kilku krokach, zorientowałam się że ktoś za mną drepce . Odwracam się i widzę staruszkę z nietęngą miną. O mamuniu! Jak nic zaraz mnie pogoni...myślę. Babinka ledwie trzymająca się na nogach, podchodzi z pękiem kluczy. Dla załagodzenia sytuacji głupkowato się uśmiecham, ona jak Gestapo rzuca pytanie ...,,kościół ,chce obejrzeć,,...Ufff...jednak mnie nie pogoni...,,Chętnie,, odpowiadam. Podążam za staruszką, ta zdecydowanie milej zagaduje ...,,Jak komuś dobrze z oczu patrzy, to wpuszczam , innych wyganiam,, ...czyli powinnam czuć się zaszczycona ;)
Po przekroczeniu progu niepozornego kościoła, moim oczom ukazuje się barokowe wnętrze. Nie mogę powstrzymać zachwytu. Babinka widząc to uniesienie, oświetla cała świątynię co jest zupełnie zbędne kiedy, przez duże okna wpada popołudniowe słońce. Wyłapuję detale, przewodniczka próbuje nawiązać rozmowę...,,Wie panienka ...(ta panienka bardzo mi schlebia)...ja należę do kółka różańcowego, te ściany ...o tu ...(dotyka osiemnastowiecznych malowideł )...takie odrapane...myśmy chciały przed świętem Wniebowstąpienia pobiałakować , a tu przyjechał jakiś mądry z miasta i nie pozwala ...(domyśliłam się ze chodziło o konserwatora)...a później przychodzą ludzie oglądać...a tu o! wstyd wpuścić,,...Odwracam głowę i próbuję powstrzymać dławiący śmiech. Udaję się do wyjścia i dziękuję za możliwość obejrzenia miejscowej perełki.



Na cmentarzu próbuję odczytać zabytkowe epitafium , kiedy orientuję się że staruszka stoi tuż obok. Ze smutkiem w oczach gapi się na nowy pochówek, który jakoś do tej pory uszedł mojej uwadze. Wzdychając komentuje ...,,taka młoda , a już poszła do piachu,,...Spoglądam na świeżą tabliczkę wystająca z pod sterty zeschłych goździków. Z niedowierzaniem czytam ,,przeżyła 83 lata,, i już wiem dlaczego zostałam nazwana ,,panienką ,, ;)  Najwyraźniej emocje mam wypisane na twarzy...babinka kwituje ...,,proszę się rozejrzeć... tu wszyscy umierają po 90-ce,,...

Podobnych historyjek mogłabym Wam przytoczyć kilkadziesiąt, bo ja jak magnez przyciągam takich ludzi.
Nawet stojąc na głupim dworcu, tylko do mnie podchodzą bezdomni pożyczyć pieniądze na bilet do Zamościa ;)))



Wracając z urlopu najbardziej było mi szkoda bocianów, których nie zastaliśmy na miejscu.
Podobno jakiś ,,nowy,, kupił dom, zburzył komin i zwalił gniazdo.
Zbudowano drugie , ale inny ,,nowy,, zainstalował w sąsiedztwie kamerkę- niestety na metalowym pręcie ściągającym pioruny.
Boćki odleciały, wypinając się na internetową sławę  ;(


Pozostaje mi jedynie wierzyć... że ci ,,nowi,, całkowicie nie zmienią tego miejsca.  '
A ci starzy, będą go w dalszym ciągu bronić...jak drobna babcia, małego kościółka ;)))

piątek, 24 lipca 2015

Pocztówki z wakacji cz.2


Pozostając w wakacyjnym klimacie, porcja zdjęć bez zbędnego opisu.
Ilekroć przemierzam teren, chłonę zmieniające się widoki, zachwycam się okoliczną fauną i florą ...i dochodzę do wniosku (jakkolwiek patetycznie to zabrzmi) że piękna jest ta nasza Polska !



















p.s .Polny bukiet dla Wszystkich tych, którzy myślą że już całkiem na plastik się przerzuciłam ;) 



czwartek, 23 lipca 2015

Nadrabiam zaległości (cz1.)


Nasz weekendowy wyjazd, opóźniał się z przyczyn tak jakby mało zależnych ode mnie. Na początku ze spakowaną walizką czekałam dzień...później drugi...aż w końcu odliczałam godziny przybliżające mnie do upragnionych wakacji. Od tej niepewności chodziłam jak bomba zegarowa i musiałam koniecznie nagromadzony przypływ energii spożytkować, co by główną bohaterką programu ,,Uwaga,, nie zostać.
Wojtuś czując zagęszczającą się atmosferę, w skupieniu oglądał bajkę o pociągach , matka w takt sapiącej lokomotywy wymiatała kurze z kątów.

Ostatnio mało ,,żywego,, kwiecia znoszę do domu, a to dlatego że większość roślin przy ponad trzydziesto stopniowym upale , gotuje się w wazonie.
Z braku lepszych pomysłów, powstał dekoracja tzw. ,,na już!,,







Wojtuś zasnął , więc unieruchomiona w domu zabrałam się za pierogi .
Nerwowa sytuację łatwo obrazuje fakt, że w przeciągu godziny udało mi się przerobić kilogram mąki i posprzątać pobojowisko po lepieniu.
Ba! Nawet udokumentowałam wszystko ;)




Wojtuś w dalszym ciągu drzemał, a ja powili dostawałam szału !!!

 Powstał drugi wianek...tematyczny (a jakże !) ...i koktajl...i wreszcie zadzwonił upragniony telefon ;)






 Doszłam do wniosku że cierpliwa to ja nie jestem ...ale za to pod presją czasu wyjątkowo produktywna he, he, Za to teraz lenistwo sięga zenitu ...a tyle obrazków mam Wam do pokazania...i wyjątkowe prezenty które dostaliśmy przed wyjazdem...i blogowe zaległości muszę zacząć nadrabiać , bo jak nic wypadłam z obiegu ;)))



p.s. Moi Drodzy, w związku z tym że nadaję z innego komputera (jeszcze nie całkiem dotarłam do domu) mała prośba. Czy wchodząc na Home Fragrance zdjęcia są tak bardzo podkolorowane , kontrastowe, aż rażą po oczach?  ...bo nie wiem czy to  mój super wypasiony sprzęt , czy mamy tak przekłamuje kolory.

czwartek, 16 lipca 2015

O moich niegroźnych upodobaniach, zastawie Wojtusia i trochę rękodzieła



Wojtek wyrósł z melaminowych miseczek. Mogłabym mu obiad serwować na ,,dorosłych,, talerzach, ale chciałam by miał swoje, dzieciowe i wyjątkowe. To że na punkcie niektórych rzeczy posiadam totalnego bzika, to już pewnie wiecie. Mam takie skłonności i lubię gdy wokół mnie jest po prostu ładnie. Dbam o detale i  nawet podczas zakupów potrafię bić się z myślami,  jakiego koloru papilotki do muffinek nabyć, żeby później podany deser pięknie się prezentował. Grzesiek mówi że jestem kopnięta, ale żyjąc ze mną dwanaście lat, jakoś dzielnie bierze na klatę te dziwaczne upodobania.




  Ze wczesnego okresu mojego życia pamiętam takie szczegóły ,że pewnie dla większości mogłyby się okazać mało istotne (żeby nie napisać głupie).
Babcia posiadała piękną zastawę z cebulowym motywem. Takie delikatne , wdzięczne filiżanki, w których przygotowywała mi najprawdziwsze kakao. Uwierzcie, że chyba ze względu na ten niebieski wzór, śniadanie smakowało wybornie. Nawet osiadający na mleku ,,kożuch,, jakoś specjalnie mi nie przeszkadzał.


 Druga babcia przechowywała w kredensie serwis (biały z zieloną koniczyną ) Będąc dzieckiem upominałam się o niego, przy każdej nadarzającej się okazji. To miał być moje ,,wiano,,.
Już jako dziesięciolatka, snułam marzenia o własnym domu. Nie wiem czy było to podyktowane szybkim dorastaniem , czy może prl-owski szarobury świat  budził we mnie takie, estetyczne pragnienia (?)





Dużo mam takich dziwacznych wspomnień. Drewniane kokilki z ludowym motywem, w których dostawałam od cioci jajo ugotowane na miękko . I u drugiej cioci pamiętam kieliszki na nóżce z grubego szkła, na widok których zawsze umierałam z pragnienia. Udawałam z pełną premedytacją, bo wiedziałam że wtedy właścicielka poczęstuje mnie malinowym sokiem. Oczywiście napój nie był ważny , liczyła się francja- elegancja i puchary! Kurcze...nawet internackie kubki ,,Społem,, wspominam z sentymentem ;)))


I jak zwykle się rozpisałam, a chciałam Wam jedynie pokazać cyrkowy, zestaw Wojtusia.
Pozostało nam jedynie popracować nad manierami przy stole, bo nowe talerze jakoś zupełnie nie idą z tym w parze ;)


 A!  i żeby nie było, że ja tylko spaceruję z głowa w chmurach.
W tak zwanym międzyczasie,  powstał kosz na życzenie jednej z moich Czytelniczek.
 Docelowo mają znaleźć się w nim ślubne kotyliony.
Liczę na to, że nowa właścicielka będzie usatysfakcjonowana ;)





Poniżej wianek z sztucznych hortensji, który nieskromnie napiszę , całkiem nieźle prezentuje się 
na tle tych prawdziwych ;)







Sesja rękodzieła odbyła się na działce. Kiedy zadowolona zakończyłam pstrykanie zdjęć ( nie zważając na minę teściowej ), to jeszcze nawet porzeczki oberwałam ...i agrest ...i krzaki na swojej grządce pięknie uformowałam ...i niech nikt nie warzy się obibokiem mnie nazywać.


 Grzesiek w tym czasie doglądał syna, bo ten do ,,dziuba,, zieleninę wszelaką pakuje. Począwszy od szczypiorku , a skończywszy na niedojrzałych jabłkach.
Apetyt ma taki że nawet nie nadążmy sprawdzać, czy czegoś z ,,wkładka , nie połyka ;)


 Dziękuję za Wasze odwiedziny i życzę Wszystkim cudownego weekendu...ja przynajmniej taki planuję ;)))