środa, 1 października 2014

Czas dzieci-wrzesień


Pełnoetatowa mama miewa momenty kapitulacji.
Zwłaszcza kiedy potomstwo dopada nuda 
..albo kiedy gniazdko elektryczne, okazuje się ciekawsze od klocków ;) 
  
Coraz trudniej stawić czoła rodzicielce wykutej z oczekiwań społeczeństwa , czystej podłogi w salonie, 
męża i pani w szkole
...ale staram się.











poniedziałek, 29 września 2014

Jesienny rapsod



W niedzielę nadarzyła się sprzyjająca okazja (chyba ostatnia w tym roku) by wybrać się na rodzinne grzybobranie.
 Powietrze żeśkie od deszczu, parująca ziemia i kolor nieba zwiastujący piękną pogodę 
-czego chcieć więcej!




 Jesienne wycieczki do lasu są dla mnie osobistym memento mori. 
Pierwsze prawdziwki pokazywał mi palcem tato.
Pamiętam zbiory w takich ilościach, że tylko mama załamywała ręce...
Pamiętam tą jesień,  kiedy po chemioterapii mój przewodnik tracił siły...




...i  ulewę, która zaskoczyła nas w lesie .
 W naciągniętych na głowę kapturach, staliśmy naprzeciw
 deszcz zacinał
przekrzykiwaliśmy siebie wzajemnie
,,Tato zmokniesz...chodźmy do samochodu,,
prosiłam z troską
,,Kamcia , ja tak dawno nie byłem w lesie...  
 czy ty myślisz, że mnie teraz wystraszy taka burza?...,,






 Ten kadr z przeszłości tak często do mnie wraca ...
 i od razu staję na baczność, sama przed sobą
 




 Wiem że w życiu ważne są małe radości
czułości
proste słowa
które często gubimy w codzienności




 A czas nadal płynie ...panta rhei...



piątek, 26 września 2014

Krzesło nr.2-Wojtek...i co trafia do brzuszka maluszka.


 Moi Drodzy! Właśnie uświadomiłam sobie ,że będzie to najdłuższy post jaki stworzyłam.
Przygotowanie zdjęć rozłożyło się w czasie, o czym zapewne przekonacie się za moment.
Do tematu...
Kiedy pokazywałam Wam krzesło Oli, napomknęłam że na publikacje czeka jeszcze jeden ,,antyk,, (właściwie także córki). Dotychczas Wojtuś korzystał z ikeowskiego tronu ( który mogę śmiało polecić rodzicom planującym podobny zakup) jednak u nas pojawił się problem z dostawianiem krzesełka do blatu.
Wysokości znacznie od siebie odstawały i synuś denerwował się nie widzą tego ,co zjada reszta rodziny.
Gdyby nie pomoc babci, która przemalowała mebel, na zmiany czekalibyśmy jeszcze długo...
A tak podczas śniadania, gdy akurat kanapki są ,,bleee,, gdyż najmniejszy ,,pasożyt,, widzi coś innego ...zatykam mu ,,dziób,, np. pomidorem i daje sobie na luz...



 Tak wygląda Wojciech przed posiłkiem, opcja ,,po,, nie nadaje się do upublicznienia.W skrócie- często szafki kuchenne do wysokości lamperii wymagają szorowania, a dzidzia wygląda jakby się biła z jedzeniem ...taki etap nastał-momentami meczący.
Za punk honoru postawiłam sobie zadanie, że do skończenia dwóch latek synuś będzie wcinała sam, co by w przedszkolu głodny nie chodził.
Więc Małolat szyderczo się uśmiecha , a ja zaciskam zęby ;)


 Najgorzej wychodzi nam picie z kubeczka, uprzedzam doradców testowaliśmy już kupeczki niekapki, z rurką,  dziurką , chmurką itp.
Ubaw mamy po pachy, kiedy tylko ,,normalny,, kubek dostawiam do ust Wojciecha, 
zaciska oczy jakby miał w nim co najmniej zanurkować ;)))


Obiadki naprzemiennie z zupkami wyglądają tak, jak poniżej.
Solidne porcje wynikają z faktu ,że dokarmiamy pod stołem psa (to a propos sprzątania) i oczywiście sztućce x2szt. 
Kiedy widelec trzyma jedynie mama, trzeba go koniecznie wyrwać, a tak merdamy w talerzu sami i nawet czasem uda się trafić do buzi ;)


Na dobranoc, bez kaszki w butelce  się ,,nie da,, 
Mleczko wypite, ,,buziaczek,, od mamy (częściej taty), Jerzy pod pachę i można spać.
To takie nasze wieczorne rytuały.



W dalszym ciągu przezornie bazujemy na mleku modyfikowanym,  nie chcemy by powtórzyła się historia ze skazą białkową jak to miało miejsce w przypadku Oli.
Nabiał wprowadzamy ostrożnie , chodź już teraz wiem że jogurty , kefir, Potomek toleruje całkiem dobrze.


Owoce staram się jak najmniej przetwarzać, rozdrabniam na tyle, na ile jest to konieczne.
Chodź zdarza się ,że popełnię mus, koktajl , lub ciasto.
Hitem ostatnich dni jest chlebek bananowy.


I na koniec przekąski, którymi ,,ratujemy się ,, podczas spacerków, gdy do domu daleko , kiszki marsza grają, a Wojtek krzyczy dając do zrozumienia że chce jeść !!!
W torbie od wózka najczęściej noszę biszkopty, wafle ryżowe, wielozbożowe i wodę.
W domu natomiast, z pomocą płatków kukurydzianych ćwiczymy paluszki.

Generalnie to naginam menu Wojtka do potrzeb nas wszystkich ( głównie  po to żeby nie spędzać całego dnia przy garnkach) ...a może to my przy synusiu odżywiamy się zdrowiej (?)

Pozdrawiam z Krainy Deszczowców



Butelkę MAM i komplet naczyń LASSIG można znaleźć w Pink or Blue


czwartek, 25 września 2014

Szybki post i ,,szybka,, sałatka


Szybki post (chciałabym znaleźć chwilę, by pozaglądać do Was) i ,,szybka,, sałatka-pod warunkiem ,że buraki ugotujecie wcześniej ;)
Przepisem  podzieliła się ze mną pewna pani domu,w trakcie organizowania przyjęcia
i muszę przyznać ,że reakcja współbiesiadników na jej widok była zaskakująca.
Sałatka otrzymała przydomek ,,poziomkowa,,
Kolor ma obłędny a i smak w niczym mu nie ustępuję.

SAŁATKA Z BURAKÓW
Składnik
5 buraków obranych, ugotowanych i ostudzonych 
1 puszka czerwonej fasoli typu kinley
2 czerwone papryki
1 czubata łyżka majonezu
sól pieprz

Buraki i paprykę kroimy w kostkę, dodajemy fasolkę i majonez , doprawiamy do smaku.
Podajemy zaraz po przyrządzeniu .
 



 Sałatkę możemy serwować jako samodzielną przystawkę, 
lub też jako dodatek do pieczeni.
Osobiście wybieram wariant drugi i obiad dla rodziny mam z ,,głowy,, ;)


poniedziałek, 22 września 2014

Jesieni ...ciąg dalszy


 W tym roku przegrałam walkę ze szkodnikiem konsumującym pelargonie i zamiast inwestować w kolejny owadobójczy specyfik, zamieniłam kwiaty na wrzośce.



 Chryzantemy dostałam w prezencie od znajomej ogrodniczki i tym sposobem na balkonie rozgościła się jesień...



 ...której ,,długie macki,, wpraszają się do domu ;)



 Gdybym miała wybrać jedną roślinę , której nie może zabraknąć w sezonie , bez wątpienia byłabym nią kocanka. Dla niewtajemniczonych czytelników bloga, post ubiegłoroczny (klik)



 A propos jesieni- pytałyście o to, czy z kasztanów powstaną ludziki?
Majsterkowania z zapałkami nie będzie, a i z samymi zbiorami trzeba uważać , gdyż w praktyce wygląda to tak. Wojtuś trzy kasztanki wrzuca do miseczki , czwarty wkłada do buzi....
Potrzeba matką wynalazków!
,,Poświęciłam,, nogawkę od nylonowych rajstop i wypchaliśmy ją darami jesieni. Gdy ta forma zabawy znudziła się synkowi, przesypałam kasztany do małej poszewki zasuwanej na zamek i deptaliśmy po niej bosymi stopkami. (to taki odpowiednik ,,przedszkolnych,, poduszeczek wypełnionych grochem).
Nie jest to może zbyt odkrywcze, ale wiem że kiedy temperatura znacząco spadnie i wyjścia na spacery trzeba ograniczyć, każde pomysły na zabicie dziecięcej nudy są bezcenne ;)


 Pozdrawiam serdecznie, życząc udanego tygodnia !

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...