sobota, 20 sierpnia 2016

Rekonesans ostatnich dni


 Witajcie Kochani!
Dziś zacznę nietypowo od tego, że zostałam Matką Chrzestną małego Śmieszka.
Antoś oprócz życzeń i błogosławieństwa dostał bukiecik z frezji.




Później były inne, większe i mniejsze uroczystości rodzinne, przeplatane takimi atrakcjami jak poniżej.



 Wujek Michał zabrał nas na pole, by Wojtek mógł zobaczyć kombajn i traktory w akcji.
 Przy okazji mama dowiedziała się jaka jest różnica między żniwami , a sianokosami ;)
(pozdrawiam Aniu )




 Cieszą mnie bardzo odwiedziny na pobliskiej wsi (chociaż to miejsce coraz mnie wioskę przypomina) Dzieci mogą usłyszeć jak gdaczą kury, pogłaskać małego króliczka i poczuć smak świeżych pomidorów.

Dziś nawiążę do tematu, chodź miałam mieszane uczucia czy pisać o tym na blogu.
 Sama cenię sobie podobne rekomendacje, więc być może Ktoś z Was znajdzie dla siebie przydatne informacje.
Wspominałam już parokrotnie, że Wojtek kilka zabawek odziedziczył po siostrze (podświadomie czułam że warto schować na strychu klocki). W okolicach Bożego Narodzenia , część rodziny wypytywała mnie , co szepnąć Mikołajowi na ucho. Poprosiłam by wspólnie skompletować chłopcu zestaw figurek. I po ponad pół roku mogę napisać że był to strzał w 10!
Wojtek buduje dla nich zagrody, wozi zwierzątka samochodzikami, kąpie się z nimi i zabiera na wycieczki.
Czasem znajduje zabłąkana kozę, pasącą się w doniczce balkonowej ;) 
Spośród dostępnych na rynku zabawek wybraliśmy te z firmy CollettaSchleich.
Cena może nie jest niska, ale jakość jest bardzo dobra.
Nasze egzemplarze przeszły już naprawdę wiele


Kolejną rzeczą która okazała się przydatna do nauki i rozpoznawania zwierząt, jest książka kupiona przez babcię w jednym z dyskontów. Lektura zawiera krótkie opisy i jest bogato ilustrowana. 
Obrazy trafiają do młodego odbiorcy, są wymowne i realistyczne. W skrócie -Pies przypomina psa, a nie chomika ;)
Na ostatnich stronach widnieją maszyny rolnicze, informacje o cyklu rozwojowym nasion, wzmianki o tym  jak powstaje ser, wędliny, mąka. W dodatku wszystko podane w bardzo przystępnej formie.
Wojtek wertował książkę setki razy.

 GOSPODARSTWO I ZYCIE NA WSI
Wydawnictwo Olesiejuk
Pozycję znajdziecie tu
A jeśli interesują Was ,,Zwierzęta świata,, zajrzyjcie tu klik
Tę druga lekturę kupiłam Oli kilka lat temu( ależ ten czas biegnie) aktualnie wertuje ją Wojciech







Pisząc ten post uświadomiłam sobie że zabawki które najbardziej wspominam z dzieciństwa, to właśnie figurki zwierząt, miniaturowe mebelki...uwielbiałam  urządzać mieszkania swoim lalką...O!  i domino z z ptaszkami, które tato przywiózł mi z Czechosłowacji...ach wspomnienia.

A teraz przywołuje się do porządku i uciekam pakować walizki.
Podobno lato wraca!



środa, 17 sierpnia 2016

Domowe klimaty


   Kobieta musi uczyć się odpoczywać.
Przynajmniej taka kobieta jak ja. Dzień ,,bez dzieci,, zdarza się u nas baaardzo rzadko. Dociera do mnie coraz częściej, że zamiast standardowo ścierać kurze i nadrabiać wszystkie domowe braki, powinnam zająć się sobą. Tylko dlaczego kiedy klapnę zadkiem na balkonowym fotelu, podparta lekturą , bez przerwy myślę o stercie prasowania (?)
Grześ (tkwiąc w przekonaniu że jego połówka aktualnie leży i pachnie) dzwoni w okolicach piętnastej, pytając ,,Kochanie, ugotowałaś coś dobrego?,, ...No więc kochanie odpowiada ,,że od rana biega ze ścierką na wysokości lamperii i obiadu brak...bo dla samej siebie nie chce mi się sterczeć przy garach,,

I to wcale nie jest tak, że nie chciałabym pod nieobecność domowników pomalować paznokci, wziąć prysznic bez dobijającej się do łazienki rodziny.
Jednak cały czas mam świadomość że przed obowiązkami nie ucieknę , część z nich trzeba wykonać ...a z Wojtkiem u nogi trwa to zazwyczaj trzy razy dłużej. I nie myślcie sobie że ja mam jakąś obsesję sprzątania...wcale nie jest u nas sterylnie. Uwierzcie na tych kilkudziesięciu metrach bałagan robi się sam.
A ja w takim chaosie nie mogę się odnaleźć.





No to sobie ulżyłam ;)
A teraz przyjemniejsza część programu, czyli balkon 2016.
Jeszcze Wam tegorocznego kwiecia nie pokazywałam , a obawiam się że jak wrócimy z kolejnej wyprawy, może nie być tak ładnie...zwłaszcza że jakaś zaraza zaatakował mi część roślin.





Balkonowy klimat nieco się u nas zmienił za sprawą pnącza. Mamy więcej upragnionego cienia, ale i przez to rośliny atrakcyjne są głownie z listowia.
Zielsko prawie wchodzi do domu, ale jest tak jak lubię.
Poniżej widać zimowy,,chochoł,, który robi aktualnie za podpórkę groszku pachnącego...bez kwiatków a jakże !










Tym zielonym akcentem żegnam się z Wami...ale nie na długo ;)
Mam tyle zdjęć do segregacji, że postaram się jeszcze w tym tygodniu wrzucić kolejny post.





poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Historia pewnego chrabąszcza


 Plany na niedziele mieliśmy zupełnie inne, jednak zweryfikowały je odwiedziny pewnego gościa.
Do rzeczy...W sobotę , kiedy to podlewałam balkonową dżunglę , natknęłam się na osobliwego chrabąszcza, w dodatku o niebotycznym 4cm rozmiarze.
Delikatnie wsadziłam robala do wojtusiowej ,,owadołapki,, by pokazać stworzenie chłopcu i zaczerpnąć wiedzy w internecie , co to za stwór? Okazała się że przybyszem jest Pachnica Dębowa.
Chrabąszcz objęty w Polsce ścisłą ochroną, zamieszkujący spróchniałe drzewa, dziuple , więc tym bardziej zdziwiło mnie jak znalazł się u nas(?)
Domniemam że okoliczny ekosystem oszalał na skutek wycinki starodrzewów, pod przyszłe osiedle mieszkaniowe. Niestety najbliższa osada zieleni , nieco się uszczupliła w ostatnim czasie. Najbardziej bolało mnie serce wiosną, kiedy to ogołocono kilka akacji ...ech...Kiedy już miałam świadomość tego, że mam pod swym dachem gatunek chroniony, postanowiłam poszukać mu bezpiecznego domu.
Chrabąszcz przenocował w cieniu balkonowego pnącza, a rano wyruszyliśmy z nim jak z przysłowiowym jajkiem w poszukiwaniu bezpiecznego lokum. Grzesiek dostał przykazanie i  dziury omijał na drodze, co by z powodu zgonu robaka, dziecko włączone w akcję ratowniczą się nam nie pochorowało.
Wojtek dociekał czy ,,czekają na chrabąszcza, mamusia i tatuś?,, i ,,czy będę mógł go pocałować na pożegnanie?,, Tak, tak ...synuś nawet ślimaki winniczki chciał kiedyś zaadoptować na zwierzęta domowe.
Pożegnanie odbyło się bez czułości. robaczek odzyskał wolność i mamy nadzieję że dziupla mu się spodobała ;) 
A my korzystając z okazji wyruszyliśmy z Przełęczy Jugowskiej, na Wielka Sowę.










Kiedyś, Ktoś z Was zapytał mnie jak synek radzi sobie w terenie?
A więc odpowiadam ...radzi sobie tak jak większość trzylatków.
Często marudzi ...bolą go nóżki...krzyczy że nie idziemy, po czym sprintem dobiega do napotkanego mrowiska. Generalnie emocje-full stereo i w dodatku w technikolorze ;)
Tatę  traktuje jak tragarza i niekiedy doprowadza wszystkich do skraju wytrzymałości. Jednak receptą na małe bolączki jest zaciekawienie czymś Wojtusia. A to posłuchaj jak ptaszek śpiewa...Wojtek szukamy domków zwierzątek (dziupli, norek)...śpiewamy....przeskakujemy przeszkody...robimy bukiet. Często zabieramy ze sobą lupę do obserwacji owadów, wiaderko do zbierania np. kamieni. Niekiedy tez obiecuję że na szczycie spotka nas nagroda i zawsze mam specjalną drobnostkę ukryta w plecaku. 
Zazwyczaj ten szantaż skutkuje ;)

Są momenty kiedy wolelibyśmy z mężem wybrać się w trasę sami, iść równym krokiem bez kilkunastu postojów na siku, picie...ale z drugiej strony dzieciństwo trwa tak krótko i wiem że jeszcze kiedyś za tym marudzeniem zatęsknię .











© Home Fragrance
Maira Gall