środa, 1 lipca 2015

Czas dzieci-czerwiec


Momentami miałam wrażenie, że już rozpoczęły się wakacje.
Czerwiec pomimo deszczu, będziemy miło wspominać.



Dzieci wychowywane w wielopokoleniowych rodzinach, zyskują więcej.
Prababcia potrafi zaproponować takie zabawy, o których mama na pewno już zapomniała ;)



Czerwiec to festyny !
Wata cukrowa, wiatraczki, kolorowe jarmarki... i tak ustępują miejsca męskim profesją. 



Deszcz, deszcz, deszcz...nuda, nuda...i recykling.
Zanim cokolwiek wyrzucę, kilka razy zastanawiam się jak możemy to wykorzystać.

 Ola przeciera bratu towarzyskie szlaki.


Panie Boże , wiem że całą ciążę powtarzałam ,że mój synek to będzie ,,wybij okno,,...ale ja tylko żartowałam ...naprawdę ;)))




Jednym z najtrudniejszych zadań , przed jakimi stoi rodzić rodzeństwa z tak dużą rozbieżnością wieku , jest zapewnienie obojgu atrakcji adekwatnych do wieku....zwłaszcza na wyjazdach.
W domu czasem potrafią to pogodzić sami ...Olka buduje schronisko dla psów ...Wojtek garażuje w nim traktor, usilnie próbując wprowadzić nowe ulepszenia architektoniczne ;)



 
Dla kogoś była to lekcja na całe życie ...salamandry wcale nie są takie miłe,
 jak zapewniała pani przewodnik ;)




Wszystkie perfekcyjne panie domu!
 Zapewniając dziecku dostęp do takich półproduktów , musicie brać pod uwagę fakt ,że nawet po gruntownym sprzątaniu , przez tydzień będziecie zbierać kulki.


 I tu zaznaczam ...gusta mam niezmienne i dalej obrzydzenia dostaję na widok granatowych storczyków, ,,oczojebnych margaretek,, itp.
Pojenie kwiatów sztucznym barwnikiem , miało uwrażliwić młodsze pokolenie i pokazać jak można zniszczyć naturalne piękno.

 Od kiedy urodziłam syna, interesuje mnie teoria gordonowska.
Usilnie śpiewam , fałszując...ale podobno tak też można;)
Wojtek podryguje w takt muzyki i widzę że sprawia mu to ogromną radość.
Noooo.. chwalę się ;)))
Moja zdolna , utalentowana córuś zdała z nagrodą i ten sukces jest o tyle duży, że Ola nie jest dzieckiem któremu trzeba przypominać o lekcjach . Zresztą sama przyznała ze nienawidzi się ze mną uczyć ...czasem przeglądam tylko zeszyty i ubolewam, że jej nie są tak ładne, jak kiedyś moje...ale cóż... jesteśmy różne;)


Są jednak rzeczy które w dalszym ciągu nas jednoczą.
Szeregowa Olka zaliczyła w czerwcu rajd hufca i biwak drużyny...Ognisko od jednej zapałki nawet rozpalić potrafi ;)

Czuwaj !

niedziela, 28 czerwca 2015

Kuchenna retrospekcja



Witam  Was serdecznie i wakacyjnie.
To już któryś dzień z kolei, kiedy z niedowierzaniem zerkam przez okno...Zimno, siąpi deszcz, ale bez wątpienia taka pogoda ma swoje plusy. Latem na czujniku temperatury, pojawia się u nas magiczna liczba 27. Bezskutecznie próbowałam z nią walczyć, narażając rodzinę na liczne przeciągi i rozstawiając po pokojach wentylatory. W mieszkaniu jak w saunie, więc w ramach kapitulacji, zamieniałam wysłużony dres, na strój kąpielowy... co jakieś dwa rozmiary temu bywało zabawne. Zwłaszcza gdy roznegliżowana mieszałam w garnkach, a w tej samej chwili pukał listonosz...A! o ile drzwi były domknięte to pukał (wspomniane przeciągi)...W popłochu owijałam się tym co było pod ręką, donosiciel patrząc w sufit podsuwał do podpisu polecony ;)))




 Tak więc korzystam z jesiennej aury, mrożę zieleninę i pierwsze owoce. 
Dokręcam słoiki z myślą, że kiedy nastaną afrykańskie upały, nie będę zmuszana narażać nikogo na stany przedzawałowe ;)
Pozostanie czas na błogie lenistwo i zabawy z dziećmi.



 Najintensywniej eksploatowanym miejscem w domu, jest kuchnia.
Jesteśmy chyba fenomenem w dzisiejszych czasach , większość posiłków udaje się nam jadać wspólnie...dla mnie to ważne...,,stół,,jednoczy.


 Są dni , kiedy budzę się z nastawieniem ,,dziś przestawię, uporządkuję na nowo,,...taka nagła potrzeba zmiany. Po czym dochodzę do prostych wniosków, że robię to bezustannie. Przy takiej ilości półproduktów, które przerabiamy w ostatnim czasie, o muzealny porządek trudno. Wystarczy że po obiedzie, uda mi się dopieścić blaty ścierką, by za moment zastawiać je czymś nowym. A to kobiałka z agrestem, bukiet szczypiorku przyniesiony przez sąsiadkę, patera z truskawkowym ciastem czekający na gości...dekoracje robią się same.


Czasem z zazdrością oglądam sterylne kuchnie...zwłaszcza kiedy po powrocie do domu czeka na mnie szklanka z niedopitym koktajlem , albo lodówka umazana jagodowymi łapkami...ale to tylko chwila
Kocham to miejsce, czuje się tutaj prawdziwą cesarzowa ...i lubię dla nich gotować ;)




Natchnienie boskie na mnie spłynęło i nie tak dawno uzupełniłam zapasy ziół. Przyszła paczka z ostropestem  i mam mocne postanowienie ,że jak tylko skończę kolejną dawkę antybiotyków, zabieram się za reperowanie wątroby. Po takiej ilości leków przeciwbólowych powinnam już świecić, więc należałoby zrobić jakiś zwrot ku lepszemu.


Ostatnio pracujemy sobie z koleżanką przy kwiatach. Ona dobra dusza , współczująca patrzy na mnie jak między jednym chabaziem a drugim , łykam kolejną pigułę.  Zatroskana mówi ,,może Ty idź do domu,,...A ja w tym momencie wybucham śmiechem, bo mi się od razu ta reklama z mamą na zwolnieniu przypomniała ;)




W najbliższym czasie zamierzam aptekę omijać szeroki łukiem, więc jeśli znacie domowe sposoby na podniesienie odporności, to jestem chętna.
Ponadto pracy twórczej ostatnio dużo , tylko czasu na obfotografowanie efektów jak na lekarstwo.
Dlatego musicie zadowolić się ciasteczkami z różą i wianuszkiem uwitym z tz. resztek.

Buziaki wysyłam w eter i na falstarcie życzę udanych wakacji!
Do tej pory cieszę się tym czasem jak dziecko ;)




poniedziałek, 22 czerwca 2015

Wcale nie jest mi do śmiechu



Wydaje mi się , że w moim trzydziestoparoletnim życiu widziałam wiele...Wiele mogę przemilczeć...ale kiedy dotykają mnie takie sytuacje, to ,,nóż mi się w kieszeni otwiera,,

Zebranie kolonijne.
Przyjechałam...nowa szkoła, szeroki hol i rzędy krzeseł, których już na pierwszy rzut oka widać że zabraknie. Jako, że mi oczko w rajstopach nie poszło, nie musiałam błagać szefa o zwolnienie, ominęłam miejskie korki-dotarłam stosunkowo wcześnie. Usadowiłam się wygodnie na swoich czterech literach, by z pozycji strategicznej obserwować zagęszczający się tłum. Wokół audytorium coraz większy wianuszek rodziców...dla których bark miejsca. A przede mną grupa wyrostków (12-15 lat) okupuje tapicerowane stołki. Zerkam i nie dowierzam..czyżby ta nasza młodzież była tak życiem zmęczona (?) Najwyraźniej u organizatora wyjazdu podobne mechanizmy zadziałały. Gdy tylko zaczął przemówienie, w demonstracyjny sposób przeniósł własne krzesła, celując w chłopaków słowami ,,niech usiądą tutaj te spracowane mamy, które podpierają ściany,,. Pokłosia nie było...co lepsze (o ironio!) do wolnych miejsc wystartowali , kolejni ,,młodzi dżentelmeni,,


Całe zebranie zagryzałam wargi, bluzgając w myślach ...no bo jak tak można. 
Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że tego samego dnia, dostanie mi się ,,wisienka na torcie,,



 Czekam na taksówkę, już wiem że nie zdążę komunikacją miejską dotrzeć na umówione spotkanie. Podziwiam z oddali kwitnące krzewy, rozprawiając sama ze sobą, czy produkcja cukru różanego, w stosunku do ilości spalin, będzie opłacalna dla zdrowia.
Osiedle ...ruchliwa ulica...kolorowy tłum (w końcu mamy lato) i ja dreptająca w miejscu. Przystanek autobusowy, a zaraz za nim kwiat młodzieży grający w zbijaka. Najwyraźniej to nowy sposób na podryw. Nie trudno było się domyśleć, że wschodzące gwiazdy sportu , chcą za wszelką cenę skupić na sobie uwagę, dwóch chłopców siedzących pod wiatą. Zamierzenie chyba się powiodło, cała ludność okupująca zatoczkę zmuszona była wysłuchiwać żenujących dialogów (to przemilczę ...rożne głupoty człowiek w tym wieku robił) Ponadto w ramach nieprzewidzianych atrakcji, pisk opon i piłka która dwukrotnie ląduje na ulicy, wśród zdezorientowanych kierowców. Być może to taka taktyka, wpadnę pod koła rozpędzonego samochodu, a wtedy mój obiekt westchnień rzuci się na ratunek niczym rycerz na białym koniu,, Wyobraźnia zaczyna mi podpowiadać jakie mogą być tego skutki.


 Za trzecim razem przełykam ślinę i już wiem że się będzie działo. 
Policyjny radiowóz jest jednym z samochodów, biorących udział w tym tragikomicznym przedstawieniu. Piłka robi ,,hop,, na jezdnię...za nią skacze jak gazela dziewczę z blond, rozpuszczonym włosem ...towarzyszki piszczą żeby było dramatyczniej...długonoga prawie ląduje na masce Pickupa...a władza (kolejny świadek zdarzenia) przejeżdża z opuszczonymi szybami, nawet nie kiwając palcem.

Tłum zaczyna szemrać...nie wytrzymuję.
Robię unik za przystanek i puszczam wiązankę  ,,...że jak któraś lala chce na własne życzenie zostać kaleką, to proszę bardzo ...jak nie myślą o sobie, to może warto pomyśleć o rodzicach ...kiedy dojdzie do wypadku z ich winy, to będą do końca życia kredyty spłacać...i nie będzie butów z trzema paskami...,,
I jeszcze kilka innych wizji przedstawiłam co by do pustej głowy dotarło!

Z natury to ja jest bardzo spokojny człowiek...wręcz znajomi twierdzą że ,,zawsze wszystkich usprawiedliwiam,, Kurcze! ale sami widzicie-trudno pewne zdarzenia przemilczeć.
I dziwi mnie to, że tylko starszy pan przewieszony przez balkon okazał się moim sprzymierzeńce i dodał od siebie ,,naskarżę matce,,  Reszta...( tym babcią o lasce to ja się nawet nie dziwię)...ale żaden pan tata (sądząc po wyglądzie) nie raczył mnie wesprzeć choćby słowem ...o policji nie wspominając.


W domu omal się nie poryczałam...i ze złości ...i z bezsilności.
Człowiek własnym dzieciom tłumaczy, że ,,dzień dobry,, trzeba mówić, nawet tej sąsiadce która czarownicę przypomina...i w autobusie miejsca ustąpić...po ławce buciorami nie skakać.
A przy takim nastawieni wszystkich, zastanawiam się jak im przyjdzie za kilka lat żyć,  pracować, współpracować, z bezstresowo wychowaną jednostką.

środa, 17 czerwca 2015

Napój z czarnego bzu-ostatni dzwonek!




Dziś specjał dla wszystkich tych, którzy w upalne dni chcą raczyć się orzeźwiającym napojem ...w dodatku 100% naturalnym .



To już ostatni dzwonek, by zaopatrzyć się w kwitnące baldachimy czarnego bzu.
Przyznam ,że przepis odkładałam z roku, na rok. Kiedyś zaciekawiona usmażyłam palcuszki z kwiatami, ale ich anyżowy posmak niespecjalne przypadł nam do gustu.
Z napojem (frywolnie zwanym bezalkoholowym szampanem) było wręcz przeciwnie.




NAPÓJ Z KWIATÓW CZARNEGO BZU
składniki
3 litry wody przegotowanej , ostudzonej
1 szklanka cukru
6 baldachimów kwiatów
3 cytryny

Mój przepis jest wypadkową tego wszystkiego, co przeczytałam na temat czarnego bzu.
Na małych kwiatuszkach znajdują się komórki naturalnych drożdży , dlatego zachodzący proces fermentacji wzbogaca smak o lekkie bąbelki.  Do przygotowania napoju warto użyć gotowego wiaderka , takiego jak np. używa się podczas domowego ważenia piwa; lub też można wykorzystać do tego celu szklany słój , pamiętając o tym by go szczelnie nie dokręcać! 
Kiedy już mamy odpowiednie naczynie, umieszczamy w nim pokrojone w grube plastry cytryny i kwiaty. Całość zalewamy wodą wymieszaną cukrem.
Odstawiamy w chłodne i ciemne miejsce na około 7 dni.
Ważne- przez ten czas nie zaglądamy do środka ...niech mikstura ,,pracuje,, swoim tempem.




Po tygodniu przecedzamy napój i chłoniemy jego walory smakowe. 
Dzieląc się z rodziną, jeśli oczywiście zasłuży 
(czytaj posprząta swój pokój, poskłada rozrzucone ubrania)



U nas ,,szampan,, zniknął  w oka mgnieniu.
Żałowałam że (jak to mam w zwyczaju) od razu nie podwoiłam proporcji.




Są nawet tacy co proszą o drugą partię , a ja przekornie truskawki przerabiam korzystając z chwilowej nieobecności dzieci ;)



środa, 10 czerwca 2015

O współpracy z matką naturą ;)


Znudziło mnie już ćwierkanie w tle, dlatego sączy się teraz muzyka niczym podkład ze ślubnej kasety VHS ;)
A co tam! Dla zmęczonych synaps, funduję sobie ostatnio taki relax. Słucham na przemian z Magdaleną Kanią, którą współmiernie z Rihanną zagłusza mnie Ola ;)



Kiedy jeszcze czerwiec zapowiadał się słonecznie, wyruszyliśmy do lasu i na pobliskie łąki. Z każdej wyprawy wracam z naręczem kwiatów, by trochę dłużej nacieszyć oczy ich ulotnym pięknem.
Skrupulatnie suszę ,ucieram , maceruję. Od jakiegoś czasu zastanawiam się skąd u mnie takie tęsknoty, ciekawość. Chodź jestem typową humanistką, to zawsze ogromnie fascynowała mnie biologia. Kiedyś nawet brałam udział w olimpiadzie przedmiotowej ...niestety bez spektakularnych wyników (za moich czasów laureaci,  mogli wybierać w uczelniach państwowych).
Ponadto brat mojego dziadka praktykował ziołolecznictwo. Jak przez mgłę pamiętam rządki brązowego szkła, a w nim tajemnicze mikstury.
Kto wie, może i u mnie ten gen postanowił się uaktywnić (?)



***
Czekam na bezalkoholowego szampana, oglądając jak w akwarium pływające w ogromnym słoju cytryny i kwiaty czarnego bzu. Jeszcze troszkę cierpliwości...
Za to do ciasteczek, dekoracji (taki piękny kolor i w dodatku naturalny) mam już gotowy cukier różany.




Sposób wykonania jest banalnie prosty. Wystarczy płatki róży (odciąć białe końcówki)  utrzeć z cukrem. Następnie całość rozsypać na lnianej ściereczce . Kiedy specyfik przeschnie (u mnie wystarczyło 12 godz.) przesypać wszystko do szczelnego pojemniczka, by nie ulotniły się olejki eteryczne.




No i oczywiście muszę pochwalić się moim prezentem z okazji Dnia Matki ;)
Do tej książki już kilkakrotnie zaglądałam w księgarni. Jednak najczęściej w koszu zamiast ,,Pysznych chwastów,, lądowały bajki dla dzieci, prasa. Czyjeś bystre oczka uchwyciły ten moment.



 Z nowym pomocnikiem przystąpiłam do działania.
Upiekłam pokrzywową tartę.  Dla tych co właśnie w tej chwili krzywią się przed monitorem , wyjaśnię że pokrzywa jest mniej intensywna w smaku niż np....rukola ;)
Moja babcia przyrządzała ją w podobny sposób jak szpinak ( z czosnkiem , jajkiem) i już jako dziecko potrafiłam docenić walory tej potrawy. Olka która na widok zieleniny ucieka z kuchni, zjadła zapiekankę ze smakiem.
Więc nie taki diabeł straszny jak go malują ;)

TARTA Z KREMEM JAJECZNYM I POKRZYWĄ
SKŁADNIKI
ciasto
1i 1/2 szklanki mąki
120g masła
szczypta soli
farsz
1/2 szklanki sparzonych i posiekanych, młodych listków pokrzywy  (gdy pokrzywa jest dorodniejsza zbieramy wierzchołki)
1 mała cebula
1 łyżka masła
2 jajka
200ml śmietany 18%
100g żółtego sera startego na tarce
sól pieprz

Z mąki i masła zagniatamy ciasto , dolewając porcjami odrobinę zimnej wody.
Gotowym ciastem wylepiamy formę do tarty.Cebulę i posiekaną pokrzywę należy zeszklić na maśle.
Jajka roztrzepujemy ze śmietaną , dodajemy ser, następnie ,,chwasty,, z patelni, doprawiamy do smaku ;)
Mieszankę wylewamy na ciasto.
Pieczemy  45minut w 180stopniach.
(najlepiej z termoobiegiem , zapiekanie tylko dół)

ORYGINALNY PRZEPIS ZNAJDZIECIE W KSIĄŻCE MAŁGORZATY KALEMBY-DROŻDŻ
(,,Pyszne chwasty,,)








Najlepszy był jednak komentarz córki dołączony do życzeń.
I tu mała dygresja ...moje dziecko nie ogląda kreskówek, filmów przyrodniczych (nad czym ubolewam) tylko nie wiedzieć dlaczego -TVP seriale.



Olka jako wielka fanka ,,Rancza,, bezlitośnie stwierdziła że ,,na starość mamo skończysz jak ta babka co mieszka w lesie i czaruje,, ;)))




Jakoś ta wizja wieku rentowego pośród łąk specjalnie mnie nie przeraziła  Ba! wręcz wydała się zabawna i całkiem do przyjęcia ...



 ...do momentu kiedy  nie przypomniały mi się wszystkie Świtezianki, Balladyny i co gorsza Horpyna ;)