piątek, 12 lutego 2016

Sposób na nudę, czyli zabawy w domu i sama reklama ;)


Dzisiejszy post to misja ;)
Liczę na to, że dzięki kilku podpatrzonym pomysłom zmobilizuje Was do kreatywnej zabawy z dziećmi.
Nie będę udawać że moje pociechy wychowują się jedynie przesypując piasek, potrafię czerpać właściwe wzorce (mam tu na myśli teorie Montessori) ale nie popadam w skrajności. O tym że kupuję nałogowo książki dla rodzeństwa to już wiecie, ale zabawki lubimy także. Zwłaszcza te pięknie wykonane (chodź wszystko to kwestia gustu) i te które wiem że będą przydatne, rozwijające i pobudzające wyobraźnie.

Do rzeczy!
O farbowanym ryżu, domowych farbkach do malowania rękoma już pisałam. Dziś będą podobne ,,czasozajmowacze,, 

Flamastry z pompką...no hit!


 Co prawda Wojtuś jest jeszcze ,,za głupiutki,, żeby trafnie rozdmuchiwać tusz na szablonach.
Za to ogromną radość sprawia mu zabawa pompką, a jak przy okazji uda się coś zabarwić- to mamy pełnie szczęścia. 
Czasem mama odbija zwierzątka , synuś je ,,poprawia,, 
Tu nadmienię że chwyt szczypcowy u dzieci, jest bardzo ważny podczas późniejszej nauki pisania.

 Mazaki do kupienia w Pepco


Naklejki.
Odkleja , przykleja...znowu odkleja.
Czasami zastanawiam się czy nie prościej byłoby kupić arkusz foli ploterowej i pociąć ją na mniejsze kawałki ;)

 Nasze ulubione naklejki Djeco


Znacie ,,Pianotwory,, ?


Na początku sceptycznie podeszłam do produktu. Obawiałam się tego, czy nie skończy się na alergii  ( Olka dostała kiedyś poważnej wysypki  po oranżadzie w proszku)
Przestudiowałam skład i dałam dzieciakom ,,zielone światło,,


 Saszetki nie zabarwiają wody, jedynie nadają jej przyjemny zapach.
Pani ekspedientka zapewniała mnie że ,,piana jest sztywna, można ją dosłownie kroić,, i całkowicie się z tym zgadzam. Nie jesteśmy w stanie uzyskać takiego efekty, wlewając sam płyn do kąpieli.
Polecam zabawy z lejkiem.....u nas w wannie nastąpiła erozja wulkanu (nie pytajcie o późniejsze sprzątanie, salwy dziecięcego śmiechu rekompensują wszystko)

W przypływie głupawki, stwierdziliśmy z mężem, że musimy pianą pobawić się w Walentynki ;)

 Pianotwory można znaleźć miedzy innymi w TESCO

W teorii nakrętki zbieramy dla Oli (na szkolną akcję) , w praktyce codziennie znajduję je w różnych ,domowych zakamarkach...nawet w butach !

Wojtek układa z ich pociągi,  przewozi samochodzikami.
A kiedy w czasie takich akcji samozwańczych, usiądę obok na podłodze , muszę pomagać mu układać kolorystyczne zbiory.
Ostatnio zakrętki wygrywają nawet z klockami.


Jesienią robiliśmy własne pieczątki z ziemniaków, obecnie idziemy na łatwiznę ;)



 Tusz (Dzięki Bogu!) jest spieralny.
Synuś w przypływie weny potrafi ostemplować nawet siebie.


 Nasze stemple to spadek po starszej siostrze, ale podobne kupicie w Adabo


Nic w tym nadzwyczajnego że mój 2,5 latek uwielbia puzzle.
Zadziwiające jest jednak to, że gdy zaczyna układać  zabawa nie kończy się na jednym pudełku...on musi ułożyć wszystkie, które mamy na stanie!
Domyślacie się chyba, jak to się kończy w godzinach wieczornych ,kiedy wypadałoby np. pójść już spać. 

 Puzzle na zdjęciu to prezent, ale uwielbiamy układanki CzuCzu i te z firmy Trefl


Pianka do golenia, zakraplacz i barwniki spożywcze !


JEST MOC !

Gumowe zwierzęta jeździły na łyżwach.
Robiliśmy wzburzone morze ...farbowaliśmy pianę...można puści wodze fantazji, oczywiście pod warunkiem że nie jesteśmy świeżo po malowaniu mieszkania. Jako asekuracje polecam folie malarską i kartony po lodówce (te ostatnie mogą posłużyć Wam do budowy barykady np)


 Piankę do golenia kupujemy w drogerii lub podkradamy tacie (to my)


W kuchni (w pogotowi) zawsze czekają na Wojcieszka kredki.
Chłopiec ma jeszcze spory problem z czekaniem i nauką cierpliwości.
I kiedy np. gotujemy budyń (który ma być już!  teraz , w tej chwili!) wyciągam kolorowe pudełko i uciekam się do szantażu.
,,Wojtuś narysuj bałwanka, a mama w tym czasie przygotuje podwieczorek,,...uff...działa ;) 




Oprócz kolorowanek próbujemy okiełzać chłopca korzystając z ,,Teczki dwulatka,, o której już kiedyś wspominałam.

 Jestem fanką marki Bambino  (kredki , farby)


 A tak wygląda nasze artystyczne centrum dowodzenia.


W walizce, pudełeczkach przechowuję większość ,,przydasiów,,

Zapomniałabym o najważniejszym -ciastolina.
Mogłabym Wam przygotować recenzję dostępnych na rynku produktów, tyle tego ,,przemieliliśmy,, że niedługo będę w tym temacie specjalistą.
Mogę śmiało napisać, że wszelkie ugniatanie to najbardziej absorbujące zajęcie syna...nawet ciastem drożdżowym nie pogardzi ;)

Ciastolinę, kalejdoskop, stożkowe świecówki, spierające się mazaki i drewnianego pirata (do ćwiczenia rączki) kupicie w sieci Tiger W dodatku gwarantuję Wam, że za całość, zapłacicie niebieskim banknotem ;)
  
p.s. Celowo zamieściłam nazwy sklepów, marek. I tak, zazwyczaj pytacie o to w komentarzach ,wiadomościach. Nic w tym poście nie znalazło się przypadkowo ;)

czwartek, 4 lutego 2016

Przy Tłustym Czwartku


Obiecuję ,że w najbliższym czasie nie będzie na blogu żadnych wzmianek o naszej biblioteczce...ostatnio Was tym tematem zamęczam ;)
Aktualnie mam więcej czasu na obcowanie z literaturą wszelakiego pokroju, więc rekonesans robię w domowych zbiorach.
Wczoraj, kiedy wertowałam kulinarne publikacje w celu znalezienia idealnego przepisu na chrust ( vel faworki) wpadł mi do głowy pomysł na post. Zanim jednak dojdę do sedna, rzut na kuchnię.
Kiedyś , ktoś mnie pytał -dlaczego nie pokazuję przeciwległej strony ?
A więc voila...tak to wygląda



 Przy okazji, na poniższym zdjęciu najmniej przekłamany kolor ,,handmadeyowego,, żyrandola i kilka dodatków.



Wracając jednak do zbiorów...
Kolekcjonuję kartki, listy (które coraz rzadziej przynosi listonosz) święte obrazki kolędnicze, korony, pamiątki rodzinne, białą porcelanę , kolczyki, ołówki...i już się bardziej nie rozpędzam , bo pomyślicie że to choroba ;) 






Zbieram również stare książki kucharskie.
Chodź może to za duże słowo ,,zbieram,, ...posiadam kilka egzemplarzy, które dostałam jako schedę po przodkach.




 Chodź ostatnio nasza kuchnia skłania się bardziej w kierunku tej roślinnej, to w dalszym ciągu interesują mnie przepisy na potrawy proste, bazujące na małej licznie półproduktów (niekoniecznie bezmięsne). Zaskakujące jest to, że nie tak dawno swój renesans przeżywały szpinakowe biszkopty,  fasolowe ,,murzynki,, a jak się okazuje podobne przepisy bez trudu odnalazłam na pożółkłych kartach.


 Mam ogromną radochę kiedy wertując księgę trafię przypadkiem na jadłospis
(o tam wszystko jest wyszczególnione ,,dla matki karmiącej,, albo ,,przy chorobie wrzodowej,,)
Przykład dziennego spożycia kalorii , przeciętnego obywatela  ;)

ŚNIADANIE
-zupa z kwaśnego mleka z manną,zieloną pietruszką, chleb Graham, masło prawdziwe (żeby nie było wątpliwości hi, hi, ) marmolada z truskawek, jabłko
II ŚNIADANIE
kawa zbożowa, chleb ,,czarny,, z kiszką pasztetową, pomidor, ogórek kiszony
OBIAD
Zupa selerowa z półkruchymi pałeczkami
Kluski fabryczne, potrawka z gęsich podrobów, fasolka szparagowa z wody
KOLACJA
galaretka mięsna, bukiet z jarzyn, jajo mollet ( dla niewtajemniczonych-jajko na półtwardo) chrzan

Niemalże jak rozpiska z drugiego turnusu wczasów w Chałupach ;)



Ten tłusto czwartkowy  post zwieńczam górą słodkiego chrustu .
Chłopaki usatysfakcjonowani, to co że po tym smażeniu mieszkanie będę wietrzyć tydzień ;)

FAWORKI
Składniki
(przepis zaczerpnięty z książki ,,Kuchnia Polska,, 1956r.)
20 dkg. mąki
3 zółtka, szczypta soli
 1 łyżka spirytusu
3-4 łyżki gęstej śmietany
1 płaska łyżeczka proszku spulchniającego.
 cukier puder do posypania
tłuszcz do smażenia (swoje faworki smażyłam na oleju)

Wszystkie składniki , wymieszać razem , następnie wyrabiać na jednolita masę.
Ciasto wałkować partiami, dość cienko. Krajać radełkiem paski o szerokości 3cm, długości 15cm. Każde pasek przekrajać wzdłuż w środku i przewinąć. Ciasto wkładać na tłuszcz i smażyć z dwóch stron na jasnozłoty kolor. Wyjąc, odsączyć na bibułce, układać na paterze w piramidkę, posypać solidnie cukrem pudrem.



P.S. Zaktualizowałam przepis na faworki
Moje Drogie , dacie się namówić na zwierzenia? co tam zbieracie?...Czy to już wszyscy płyną z nurtem minimalizmu ?

niedziela, 31 stycznia 2016

Najcenniejsze wspomnienia


Mam to ogromne szczęście, że po raz kolejny, mogłam z dziećmi świętować Dzień Babci , Prababci !
Dwie wspaniałe kobiety , które miały ogromny wpływ na moje życie...jeden z piękniejszych prezentów jaki dostałam od losu.


 Pewnego zeszłorocznego wieczoru...
Siedząc w półmroku i pilnując usypiającego w turystycznym łóżeczku Wojtusia, szepczemy z Babcią I.
Seniorka opowiadała o dzieciństwie tak barwnie i z takim ładunkiem emocjonalnym, że z każdym słowem odpływałam w odległe czasy...
Przyrzekałam sobie, że zachowam te wspomnienia  najpiękniej jak potrafię.


Wiem że dzienniki będziemy uzupełniać cyklicznie... że będą kolejnym pretekstem do spotkania.
I wiem że dzięki tym dzienniczkom Babcie, będą ze mną zawsze.



Przeżywając z  I.  kolejny raz jej historie, docierało do mnie że sama się nią stała...Świadczył o tym, każdy centymetr pogniecionej , spracowanej skóry ...i niebieskie oczy, w których kryje się nieskomplikowane postrzeganie świata.



 Obie staruszki swoim istnieniem dały mi przykład znaczenia pracy nad charakterem.
Nigdy nie słyszałam żeby Babcia I. narzekała wykonując powinności....Zdawało się nawet że chętnie zmagała się z codzienną rutynę. Ta celowość działań daje jej poczucie, że robi coś pożytecznego i nie marnuje cennego czasu.


Poczucia obowiązku nauczono I. w dzieciństwie ...ale jakie to było dzieciństwo!
Bieda, walka o przetrwanie...momentami to aż nie chce się wierzyć, że to wszystko wydarzyło się naprawdę. Obecnie statystyczny trzynastolatek przejdzie w grze dwudziesty lewel, ale nie potrafi obrać ziemniaków...


M. starałam się odwiedzać w każdy piątek , po powrocie z internatu .
Smażyłyśmy wtedy naleśniki, przegryzając nimi ogórkową ... ulubioną zupę babci.
Siedziałyśmy przy kuchennym stole...ja na krześle , ona na brzegu narożnika.
Wtedy nie przypuszczałam że przez podstępną chorobę oczu, w przyszłości to miejsce będzie jej swoistym terrarium...
Kiedy jestem u M. odnoszę wrażenie że krzesło naprzeciw narożnika zawsze na mnie czeka...



Spisywanie z nią wspomnień jest trudne...
Niczego sobie nie przypomina, to często się zdarza... nie przypomina sobie kanapek zjedzonych na śniadanie...Jej pamięć faluje...z każdym dniem coraz bardziej...może wrócić za moment...po czym ucieka i kolejny raz się rozmywa...


 To jedno z ulubionych zdjęć na którym jesteśmy razem...


 p.s.