czwartek, 26 lutego 2015

Czekając na ...




Napiszcie że wraz z nadejściem przedwiośnia, Was równiez dopada marazm.
Od kiedy pamiętam moja natura meteopaty, daje znać o sobie właśnie na przełomie lutego i marca.
Czkam na wiosnę , czekam na słonce ...i na solidnego ,,kopa w tyłek,,



W najbliższym czasie planuję witaminowy meeting .
Przesilenie zimowe, ostatnie przeziębienia pokazały, że szczególnie trzeba zadbać o zdrowie.
A póki co przeganiam chandrę ustawiając kwiecie,
ogarniam potomstwo, nadrabiam  zaległości książkowe
 i wmawiam sobie, że to wszystko ma sens ... bo ma?



Wiosenna, wiankowa reaktywacja !

Do Miłego!






poniedziałek, 23 lutego 2015

Palmiarnia


Nigdy nie zamierzałam streszczać na blogu  przewodników turystycznych. Są jednak miejsca, którymi dzielenie się sprawia mi przyjemność. Jednym z nich jest Palmiarnia w Lubiechowie. Staram się tu rokrocznie powracać, z zamiarem naładowania baterii przed sezonem wiosennym.
Zapach cytrusów, kojąca zieleń-tego było mi trzeba !
 



 Palmiarnia ma bardzo bogatą tradycję. Historia tego przybytku , ściśle związana jest z pobliskim Zamkiem Książ. Wybudowano ją na przełomie 1911-1913 roku, na zlecenie Hochbergów. 
Była prezentem dla Księżniczki Daisy (właśnie stąd, codziennie miała otrzymywać świeże kwiaty).
Dla mnie to ogromny dowód miłości , zwłaszcza że podczas pierwszych prac budowlanych wykorzystano osiem wagonów zastygłej lawy wulkanicznej (pochodzącej z wulkanu Etna)
Do chwili obecnej zachowały się groty i wodospady cieszące najbardziej najmłodszych turystów ;)




Piętnasto metrowy budynek zamieszkały przez okazałe palmy daktylowe, ogromna kolekcja kaktusów, figowce, robi wrażenie. Niestety metalowe konstrukcje , wybite szyby i łuszcząca się farba- również.
Mam nadzieję że nowemu zarządcy uda się przywrócić dawny blask, tej oazie spokoju.
Trzymam kciuki i czekam na zamiany.




A tym wszystkim którzy poszukują niecodziennego klimatu z nutą nostalgii -zapraszam.

p.s. W Palmiarni umiejscowiona jest kawiarenka (od kiedy sięgam pamięcią wstecz, wygląda tak samo).
  Podobnie jak serwowane desery.
 Bita śmietana z polewą smakuje tak, jak trzydzieści lata temu -sprawdziłam ;)



poniedziałek, 16 lutego 2015

Książka o ,,kolczastym ,, przyjacielu


 Wielokrotnie wspominałam Wam, że Wojtek pała miłością do jeży wszelakich ( tych pluszowych w szczególności). Przeglądając ilustracje w książkach, bystre oczka potrafią wypatrzeć, najmniejsze nawet stworzonko. Takie natręctwo.
 Olka zwracała uwagę na psy, córka szwagra na buty (było to o tyle zabawne, że robiła to z dziecięca śmiałością w miejscach publicznych), Wojtek aktualnie lubuje się w jeżach.
Widząc jaką frajdę sprawiają mu zwierzątka, szukałam odpowiedniej lektur z kolczastym, głównym bohaterem.

 
Oprócz wierszyków Wandy Chotomskiej, której dorobek bardzo cenię (,,Przygody jeża z pod miasta Zgierza ,, ,,30 lutego,,) i Doroty Sumińskiej  (,,Wierze w jeże,, ,,Jak jeż Jerzy został tatą,,)
 trudno było znaleźć odpowiednie tytuły (do książek znanej Pani weterynarz musimy dorosnąć).



I tak jak to zazwyczaj w życiu bywa , o zakupie nowej pozycji do biblioteczki malucha, zadecydował przypadek. W jednej z sieciowych księgarni, wpadła mi w ręce książeczka  Christiany Butler w języku niemieckim. Miła pani z obsługi poinformowała mnie o przekładzie (niestety niedostępnym). I kiedy kilka dni po tym zdarzeniu,  zajrzałam do konkurencji z zamiarem zakupu całkiem innej lektury, omal nie krzyknęłam  kiedy znalazłam ZIMOWY DZIEŃ.
To prawda że czasem potrafię cieszyć się jak dziecko ;)


Prosta historyjka o małym zwierzaczku , który wędrując w poszukiwaniu schronienia, pomaga swoim przyjaciołom (myszce , sarnie, wydrze). Czytelnik śledząc opowiadanie o jeżyku , przekona się że dobre uczynki wracają i to z podwójną siłą.


Dodatkowo, sympatyczny główny bohater ubrany jest w welurowe ubranko, które sprawia że Wojtek głaszcze i przytula jeżyka, przy każdej przewróconej karcie.
Wspaniale czyta się z dziećmi, siedząc w domowych pieleszach i nasłuchując ukradkiem hulającego wiatru.
 Szuuuuu...i miejmy nadzijeę że wirusy pójdą precz ... tym razem poległ tato.

czwartek, 12 lutego 2015

Tłusty czwartek.


 Witajcie w tym słodkim dniu!
Aż trudno uwierzyć w to, że pierwsze pączki tak bardzo odbiegały od ówczesnego , puszystego ideału.
Podobno ciasto chlebowe, z którego wypiekano delicje, było twarde i (uwaga!) nadziewane słoniną.
Tłusty czwartek był naprawdę tłusty ;)


 Jako amatorka słodyczy, tym razem nie będę namawiała Was na eksperymenty kulinarne. Poniżej wielopokoleniowa , sprawdzona receptura ( z zeszyciku babci) na ,,Krajankę karnawałową,,
Jeśli nie lubicie oparów ze smażenia, ten przepis jest właśnie dla Was.


KRAJANKA KARNAWAŁOWA

CIASTO
2 szklanki mąki
1/2 szklanki piwa
250g (kostka) miękkiego masła

DODATKOWO
1 szklanka cukru pudru , wymieszana ze szczyptą cynamonu

Ciasto zagniatamy
Na stolnicy podsypanej mąką, formujemy wałek o średnicy około 3cm i kroimy nożem ciastka
 (podobnie jak popularne ,,kopytka,,)
Krajankę przekładamy na blachę do pieczenia wyłożoną papierem pergaminowym.
 Pieczemy do lekkiego zrumienienia około 15-20 minut (temperatura 180C)

Cieple ciasteczka przekładamy do miski z cukrem i cynamonem, obtaczamy.
Smacznego!



Krajanka jest.
Faworki usmażyła sąsiadka .
Pączki mamy z cukierni.
Brakuje tylko towarzystwa ;)

wtorek, 10 lutego 2015

,,Pędzimy, pędzimy, nic się nie boimy,,


 Pogoda zmienna jak w kalejdoskopie.
Jednak pomimo przeciwności, udało się zaliczyć pierwsze saneczki.
Wojtek skojarzenia ma iście świąteczne, powożony przez tatę podśpiewywał ,,dzin , dzin ,dzin,,



Jazda z górki (właściwie góreczki) była równie absorbująca , jak ptaszyska skaczące po bezlistnych drzewach.




Nos czerwony, ale buzia uśmiechnięta ;)


Miłego popołudnia.