czwartek, 23 lutego 2017

Przy Tłustym Czwartku


Stół zastawiony, czeka na degustatorów. Dziś u nas tłusty czwartek, wyjątkowo bez pączków. Wojtek zjadł w przedszkolu, a ja po smażeniu i wdychaniu oparów, jakoś nie mam ochoty na więcej .
W domu trwa aktualnie akcja wietrzenie. Otworzyłam balkon na oścież i stwierdziłam, że trzeba wziąć  się ostro do pracy. Zaprzyjaźnione kosy postanowiły przeobrazić się w kury. Zadomowione grzebią we wszystkich donicach, wysypując grudki ziemi. Grzesiek widząc to spustoszenie, skwitował z przekąsem ,,No to masz te swoje ptaszki,,
Eee..tam, kto by się przejmował, wystarczy szczotka i wszytko wróci do normy, a z fruwającego towarzystwa i tak bym nie zrezygnowała.





Po tym nadmiarze kalorii, ruch byłby wskazany. 
Na wieczorny aerobic nie narzekam zwłaszcza, że ostatnio, przed kąpielą Wojtka aż roznosi energia.
Puszczamy muzykę i tańczymy. Dobrze, że sąsiedzi z tych , co to są w stanie wybaczyć 30 minutowe harce.
Wojtuś ma swój ulubiony repertuar. Wydaje mi się że, Was troszkę zaskoczę tym co napiszę . Często widzicie chłopca na zdjęciach. Nierzadko przypomina tam wcielone ,,dobro,, a to chłop z charakterem jest. Lubi tupnąć nogą , a jego ośli upór już poznała najbliższa rodzina.
Podczas przedszkolnych występów, coś tam burczał pod nosem udając że śpiewa, do momentu kiedy usłyszał ,,biegają koniki,, Podskakując uruchomił się do tego stopnia, że obawiałam się czy nie spadnie ze sceny. 
O ile Olka była nadwrażliwa na głośne dźwięki, o tyle Wojtek to przeciwległy biegun.





Wczoraj chłopak skacze, kręci piruety, puszcza oczka, no czaruś maminy jest...i wydaje polecenia.
,,Nie taką piosenkę, włącz inną,,
Ulubionym kawałek w repertuarze syna to ,,Wyginam śmiało ciało,, ale to już wiecie...Puściłam- a tu afront ,,mamo nie taką , inną włącz!...taką z orzełem,,
Próbuję odgadnąć co to za kawałek...zastanawiam się widząc narastająca frustrację u Wojtka.
(zaznaczę że muzykę odtwarzaliśmy, na laptopie z youtube)
Wiem! myślę to na pewno popularne ,,Kaczuchy,, ...utwór się sączy, synek zaczyna płakać 
,,nie to!!!,, Zaczynam przeszukiwać historię klatka, po klatce...w końcu traf. Eureka!
Wczorajszy wieczór nosił tytuł ,,Rezerwa,,  ;)))

A! I dla jasności żadnego wojskowego w domu nie posiadam, a już w ubiegłym roku dziwiliśmy się, kiedy Wojtek z fascynacją oglądała w tv, zmianę warty przy Pomniku Nieznanego Żołnierza.
Wpatrywał się w ekran jak zahipnotyzowany i salutował...no ale co się dziwić, po kimś te dziwactwa ma.
Sama jako dziecko lubiłam oglądać obrady sejmu...serio.
Kiedyś na sali plenarnej, wystąpienia polityków nagradzano oklaskami. 
Czekałam na te momenty i wtórowałam ,,publiczności,, ;)

Słodkiego wieczoru Moi Mili !



poniedziałek, 20 lutego 2017

Kolejkowo...prawie jak Stacyjkowo ;)


Mamy ferie. Olcia wyjechała na zimowisko a Wojtkowi( pomimo że uczęszcza do przedszkola) staramy się zapewnić w tym czasie, więcej atrakcji. Dziś na ten przykład jest przewidziany fryzjer... i tu proszę się nie śmiać, dla chłopca to zawsze wielkie wydarzenie ;)

Wczoraj odwiedziliśmy wrocławskie Kolejkowo.
Chyba trafiłam w sedno, gdyż Wojtuś nie specjalnie był skory do powrotu.
Tyle lokomotyw, torów...zresztą zapraszam do oglądania zdjęć.
Dorośli przyglądając się makietom również znajdą coś dla siebie.
Zaznaczę, że w moim wypadku trudno o rzetelną recenzję, sama czułam się tam jak dziecko.

















Popołudniu zaliczyliśmy ,,odwiedzinki u rodzinki,,
Wujek był przymuszony do konstruowania wiaduktów, ale jakich!
Elektryczne lokomotywy jeździły góra-dół.






Obserwując chłopców wpadliśmy na pomysł ,że gdy tylko wiosna na dobre się rozkręci, wybierzemy się na wycieczkę pociągiem (mam swoją ulubioną trasę z atrakcjami).

Pisząc ten post, naszła mnie refleksja. Właściwie to tyle ciekawych miejsc mamy w okolicy, a człowiek o nich zapomniał, albo w ogóle nie słyszał.
Nadchodzącą porę roku czuć już w powietrzu, zaczną się wycieczki bliskie i dalekie, więc jeśli macie pomysł na weekend (najlepiej w okręgu dolnośląskim) to chętnie poczytam. 
Co warto zobaczyć z dziećmi żeby zapewnić im rozrywkę?
 Jeśli coś podpowiecie będę usatysfakcjonowana ;)

Pozdrawiam i zabieram się ,,za papiery,, 


wtorek, 14 lutego 2017

Walentynki


Czytelnicy bloga, którzy są ze mną od samego początku wiedzą, że jak 14 luty- to u nas truskawki;)
Wyjdę na chwalipiętę , ale co tam. To największy tort jaki do tej pory upiekłam ...
i wcale nie z okazji walentynek ;)
Było to dla mnie nie lada wyzwanie, zwłaszcza że działałam pod presją czasu. Młodzież potrafi jasno wyrazić swoje oczekiwania, tak było właśnie z ciastem. 
Jubilat priorytet  miał jeden- tort ,,osiemnastkowy,, nie mógł być mdły. 
Obserwując w czasie uroczystości obsługę sprzątającą puste talerzyki , śmie twierdzić że smakował.






Dzisiaj u nas pogoda magiczna.
Jak tylko rano wyjrzałam przez okno , wiedziałam że wybiorę się do parku, na randkę z Luśką.
Zresztą co ja tu będę pisać , zobaczcie sami jak pięknie!





Kiedy tak spacerowałam w iście bajkowej scenerii, uświadomiłam sobie że tak wiele rzeczy nam powszednieje. I tak łatwo zaczynamy za czymś ogonić, nie zwracając uwagi na to co mamy w zasięgu ręki.
Z Grześkiem nie przykładamy większej uwagi do Walentynek. Ot, miło jak w tym dniu skupimy się wzajemnie na drobnych gestach, ale bez wariactwa.
Dzisiejsza data skłonił mnie do tego, bym pomyślałam o marzeniu natychmiastowym do zrealizowania...i od razu zaświtała mi myśl,  że najpiękniejszym prezentem byłaby szybka wycieczka w góry. 
Daleko nie mamy, a dziś polukrowany las zapewne wygląda jak zaklęty.
Widoki i herbata z termosu.








Niestety mąż w pracy, Olka wraca z basenu, Wojtka trzeba odebrać z przedszkola i tyle na temat randek ;)
Schodząc na ziemię, przedstawię Wam pewne psie dziecko, które częściej będzie pojawiało się na blogu, zostaje w rodzinie.
Mańka,  ciekawska sunia o spojrzeniu które złamie każde lody.




Miałam okazję niańczyć to miniaturowe szczęście jedną noc ...i może dobrze że tylko jedną, bo sercem i dzieci podpowiadały mi żeby została.
To byłoby kompletne szaleństwo, no ale wiecie jak to jest z zakochanymi ;)

W domu czeka herbata i ciasteczka ryżowe.
Jeśli nie znacie, a np. jesteście na diecie bezglutenowej- koniecznie spróbujcie.
Swoje robiłam korzystając z  tego przepisu.


Konsystencją przypominają kokosanki, ale w smaku są delikatniejsze.
Wojtek miał ogromną frajdę, kiedy pozwoliłam mu mieszać składniki rękoma, a później lepić ciasteczka. 


 Jeszcze ostało się kilka , wiec będziemy mieli przegryzkę na popołudniową karcianą partyjkę.
Od kilku dni gramy z synem w niekończącą się ,,wojnę,,
Wojtek zmienia zasady, próbuje rządzić. Jedyny plus jest taki, że bez względu na wynik,
 każdemu podaje rękę i gratuluje zwycięstwa ;)))




A na zakończenie -walentynka dla Was.
Od kilku dni chodzę i  nucę ten kawałek, doprowadzając męża do szewskiej pasji .

,,..Kalendarzyk i morska świnka 
Oraz pluszowy jeż 
Lalka i wrak konika 
Mogą patrzeć też 

To życie 
To życie życienko...,,

Koniecznie posłuchajcie ;)


LinkWithin