środa, 22 kwietnia 2015

Dzieci i kolory


 Bratanie się z nocnikiem zakończyło się porażką, chwilowo odpuszczam temat przeskakując na łatwiejszy i przyjemniejszy...mianowicie nauka kolorów. 



Jakiś czas temu uczestniczyłam w prelekcji skupiającej się wokół zajęć umuzykalniających, prowadzonych metodą Edwina Gordona (w dużym skrócie dzieciom należy śpiewać - nawet gdy natura nie obdarzyła nas głosem Małgorzaty Walewskiej). Pokuszę się o stwierdzenie, że poczucie koloru należy do takiej samej grupy wrażliwości, co słuch muzyczny.
Edukacja zdobyta dzięki przetwarzaniu barw, przekłada się na kreatywność i życie codzienne
(projektowanie otoczenia, dobór własnej garderoby).

 

Od chwili narodzin, to głównie rodzice mają wpływ na percepcję maluszków.
Podejmujemy decyzję dotyczącą wyprawki ,często wychowani na literaturze fachowej i serwisach parentigowych wybieramy szeroko pojętą ,, pstrokaciznę,,
Nie to żebym kogokolwiek o bark smaku podejrzewała, wszystko dla potomka(-ki).
Kontrasty...edukacja na pierwszym miejscu !



 Wierzę w to, że każdy kochający rodzić,  przychyliłby własnemu dziecku nieba. 
Dlatego warto wspomnieć o tym że, oprócz postrzegania świata przez pryzmat teorii Marii  Montessori ( której dokonania bardzo cenię) istnieje druga teza. Maluszki lubią otaczać się ciepłymi kolorami (wszystkie odcienie ,,ludzkiej skóry,,....delikatne róże, beże...barwy potocznie zwane ,,cielistymi,,).
Przebywanie w tak urządzonych pomieszczeniach, daje noworodkom poczucie bezpieczeństwa.



 U starszaków za to, naocznie możemy przekonać się o tym, że kolory niosą ogromy przekaz emocjonalny. Analizują prace dzieci , bez trudu odgadniemy że czerwień i jej pochodne to radość, miłość...natomiast czerń, brunatne odcienie przekazują smutek (Ola wykazywała podobną tendencję, pamiętam że ulubione obrazki w kolorowance były zamazane na czerwono).


Maluchy (to mój Wojtek) najtrafniej uczyć rozpoznawania kolorów poprzez zabawę. Budowanie wieży z klocków w tych samych barwach, parowanie podobnych elementów, opisywanie przedmiotów z którymi stykamy się codziennie i najprostsze-zabawa farbami , rysowanie ( ,,piłeczka będzie zielona,, ,,która kredką pokolorujemy cytrynę?,, )

Pomoce są również gry i książki. Do gustu przypadła nam pozycja o wymownym tytule ,,Moja pierwsza książka o kolorach,, E.Carle.


Jedną z ulubionych zabaw (nieocenionych w nauce kolorów) jest grupowanie przedmiotów. Wojtek aż skacze z radości, kiedy chowam do pudełka różne elementy, a następnie układamy je kolorystycznie, na piankowych kartkach rozłożonych na podłodze.





Nie mamy problemu z ,,żółtym,, (to barwa która najczęściej jako pierwsza rozpoznają dzieci) czerwonym, zielonym i niebieskim.
Resztę ,,koła barw,, Wojciech traktuje abstrakcyjnie...wszystko przyjdzie z czasem, uczeń ma zaledwie dwadzieścia miesięcy ;) 

Gorzej natomiast wygląda plastyka u starszej córki (temat podręczników zostawię sobie na osobny post) W ciągu dotychczasowego roku szkolnego, dzieci na zajęciach rysują TYLKO w kratkowanym zeszycie. Z ręką na sercu mogę napisać że edukację z tej dziedziny,  dzieciaki nadrabiają zadaniami z muzyki (pamiętacie strój kujawski?). Do tej pory główkuję, czy wyprawki szkolnej nie rozpisał przypadkowy nauczyciel? Blok, farby , plastelina- tym możecie bawić się w domu ...o ile starczy czasu po tym, jak przepiszemy dwa rozdziały z książki...

...ale cóż ja tam mogę wiedzieć o sztukach wyższego lotu ;)





sobota, 18 kwietnia 2015

Zabierz pieska na spacerek



Na spacer staram się wychodzić kiedy dopisuje pogoda, lub kiedy mieszkanie przypomina Nowy Orlean po huraganie ,,Katarina,,
Po powrocie przychylniej spoglądam na porozrzucane klocki, kubki z niedopitym soczkiem...łapię dystans.

 Wojtek pewniej drepcze, więcej rozumie... odnajduje się w stałym rytmie dnia.
Niekiedy przymusza mnie do wyjścia z domu, stojąc pod drzwiami z pluszowym psem uwiązanym na smyczy...Ola chcąc zająć czymś brata, wymyśliła zabawę z pluszakiem , a główny zainteresowany potraktował ją bardzo dosłownie....Zamiast froterować podłogi, synuś stawia wszystkich do pionu, szarpiąc za klamkę ;)
 



Podstępem próbowałam zamienić pluszowego Barusia (wielkości Wojtka) na lokomotywę ze sznurkiem...jednak jak się okazuje kurzojad jest fajniejszy...noo i na dwór koniecznie wyjść musi.
Dobrze ,że Luśka przychodzi z odsieczą ... kiedy tylko widzi smycz tańczy piruety wokół własnej osi...przepinając psy, udaje mi się załagodzić sytuację.


Są jednak momenty że trio... ja,Wojciech , Luśka równa się katastrofa (nie wiem co gorsze- uciekający pies czy syn?)
 Dobrze że ptasz został wygrzebany zza szafy ,łudzę się że klaszczące skrzydła wzbudzają mniejsze zainteresowanie u mijanych przechodniów, niż wspomniany Baruś przerzucony przez lewe ramie(przez prawe dla równowagi przerzucam Wojtka)






Tak więc maszerujemy odkrywając świat...
Ludowy ptak turkoce , Wojtek popychając go pokrzykuje ,,kopala,,
(czytaj koparka ) 



Prawdziwe kolorowe jarmarki ;)




p.s. U Was też tak ziiimmmnnnooo ?

czwartek, 16 kwietnia 2015

Wiosna jak... z obrazka ;)


Rozkoszujemy się pogodą.
Wiosna umaiła drzewa...pachnie!
Jak co roku przytargałam do domu kwitnące gałęzie i zachwycam się ich ulotnym pięknem.





 Magnolia (sztuczna) ma obecnie swoje pięć minut.
Całkiem zgrabnie prezentuje się w wazonie i uciera nosa ciekawski ,którzy namacalnie chcą sprawdzić skąd pochodzi;)


Pamiętacie nasz zielnik z przed kilku lat ?  klik
Ola zapragnęła poszerzyć kolekcję o wiosenne egzemplarze...zdumiewające . Zwłaszcza że hormony tak ją zdominowały, że momentami trudno nadążyć.






 Obawiam się, że jedyna formą postów w najbliższym czasie, będą ,,tasiemce,,... Trudno pisać, zaglądać z większą częstotliwością . Za wspomniany misz-masz przepraszam.



 A teraz geneza pewnego dzieła...


 ...Artysta zamiast mieszać barwy na palecie, nakładał je wprost na płaszczyznę...


...eksperymentował...
...dogłębnie analizował różnice temperatur...ciepłe , zimne...


...rozmach i dynamizm...
..Wrażenie zależne od  refleksu, światła....sąsiedztwa kolorów...


A wszystko po to by zaskoczyć odbiorcę...

,,Rzeź niewiniątek,, Wojciech (20 miesięcy)


p.s. Z obserwacji....jeszcze kilka prób i mogę zagonić syna do malowania płotu ;)

p.s.W sieci Pepco do kupienia za grosze, fajne kubeczki do maczania pędzli ( nie ma problemu z rozlewaniem wody podczas malowaniu farbami)

piątek, 10 kwietnia 2015

Tort ,,zielony mech,, smaczny?


Witajcie!
Dziś dopisuje mi wyjątkowy humor, a to za sprawą świątecznych frykasów. O dziwo wskazówka wagi drgnęła w dół, najwyraźniej to dowód na to, że obskakiwanie gości się opłaca ;)


Wracając do świąt, to dziękuję za pamięć i życzenia. Przepraszam wszystkich tych którzy czekali na przepis...i się nie doczekali ;) Uaktualniłam poprzedni post i podałam proporcję na babkę z octem. Uwierzcie, nie udało się wcześniej. W Wielkanoc nie miałam głowy do blogowania, ponadto wstrętny wirus zbierał w rodzinie kolejne ofiary (Wojtek- bidulek całkowicie stracił głos i do chwili obecnej furczy jak mały traktorek). Ponadto ledwie minęły święta , a tu za progiem kolejne uroczystości. Kwiecień , maj i początek czerwca, prawie cały pozakreślany w kalendarzu na czerwono...będzie się działo!



Pierwszy do ,,odstrzału ,, jest Grześ. Od kiedy zobaczyłam inspirację, wiedziała że to właśnie dla niego upiekę tort szpinakowy. To miał być taki symbol-mąż przechodzony, już nie pierwszej młodości (wybacz Kochanie)...więc wypadało bardziej zadbać o jego zdrowie. Lepszy pretekst mógł się nie trafić...dodatkowo powinnam włożyć do koperty zaproszenie na podstawowe badania ...ale aż tak nie chciałam się narażać ;)))



Przepis na ciasto pochodzi ze strony Moje Wypieki (klik) Do przełożenia placka użyłam jednak masy z ,,kremówki,, ( 2 małe śmietany 30% ubiłam na sztywno z 1/3 szklanki cukru pudru...a pod koniec energicznego mieszania, do całości dodałam łyżeczkę żelatyny- dokładnie rozpuszczonej w 1/4 gorącej wody).
Tort był wilgotny i bardziej wyczuwało się nutę proszku do pieczenia niż szpinak...smak niczym specjalnym mnie nie zaskoczył. Natomiast wygląd daje wiele możliwości...np. kiedy organizujemy dzieciom tematyczne urodziny. Wystarczy podwoić proporcję i wyczarować dinozaura , smoka , czy co tam innego podsuwa wyobraźnia ...no chyba że macie w domu oponenta jak ja ;)



Ola wróciła ze szkoły... zwabiona zapachem świeżo upieczonego ciasta, zrzuciła plecak i wychyliła się do kuchni jak żuraw (chyba żeby ścierą nie oberwać, za chodzenie po domu w brudnych butach)
-Co robisz?-
-Tort
-Dla kogo? (w ferworze rozrysowywania własnych zaproszeń ,jakoś zapomniała o ojcu)
-Jak to dla kogo? dla Ciebie! Od dwóch tygodni tworzysz listę gości, muszę potrenować ...jak nie wyjdzie i tak zjecie ;)
W tym momencie odwróciłam się z duma prezentując zielony wypiek.
 U Oli nastąpił wytrzeszcz, mina jej zrzedła, po czym stanowczo zaprotestowała typowym tonem dla okresu nastoletniego.
-Chyba żartujesz ?!
Nie słuchając wyjaśnień, zamknęła  się w pokoju (trzaskiem drzwi demonstrując swoje oburzenie) .Olka lamentowała rycząc w poduszkę ...a ja ze stoickim spokojem smarowałam placki kremem, wyłapując pojedyncze frazy przerywane szlochaniem ...ty mnie chyba nienawidzisz....wszystkie koleżanki pomyślą że zwariowałaś... (i najlepsze) jak mogłaś mi to zrobić...

Mamo tylko nie pisz proszę, że byłam taka sama ;)))



Jednak wieczorem kiedy emocje opadły i ,,matka-wariatka,, porcjowała z Jubilatem tort, Ola jak gdyby nigdy nic, podsuwała talerzyk .
...Oddała wylizany do czysta, stwierdzając że ,,ciasto wyszło całkiem dobre,, ;)



czwartek, 9 kwietnia 2015

Czas dzieci-marzec


Wydawało mi się że marzec spędziliśmy głównie w terenie, a jednak udało się zebrać kadry do domowej retrospekcji.
Brakuje zdjęć z malowania pisanek, zabawy piórkami Wojtka i oczywiście nie uwieczniłam ,,pomocników,, kuchennych w akcji ;)




...znacie taką?






Kolejne zastosowanie kolorowego ryżu ;)



...i nasza Wiosenka !


Nie przyznam się o której godzinie szukałam na mieście kleju do filcu....Ola tak się napracowała, że nie wchodziła w grę opcja zastąpienia materiału np. kolorowym papierem ;)))


...tiaaa... wojtusiowa wróciła z kościoła całkiem oskubana z baziek.