sobota, 23 lipca 2016

,,Na ścianie masz kolekcję swoich, barwnych wspomnień...,,



Życie jednak jest niesprawiedliwe!
. Przecież nie tak dawno sama szykowałam mundurek na wyjazdy, a dziś przyszło mi pakować córkę na obóz harcerski. 
Jak ja bym chciała czmychnąć z nią w Bieszczady, usiąść wieczorem przy ognisku i zdzierać gardło śpiewając turystyczne piosenki.


 Nie tak dawno Szczep do którego należał moja drużyna , obchodził dziesięciolecie istnienia.
Ta data była pretekstem do odświeżenia własnej historii. 
O zamiłowaniu do archiwizacji wszelakiej,
jakoś nie muszę czytelnikom bloga przypominać. Wyciągnęłam zatem jedno z moich ,,tajemniczych,, pudełek i pozwoliłam Oli odkryć skarby. Stary śpiewnik, pas harcerski, kilka listów i kronikę.


 Prowadziło ją kilka osób, ale chyba dobrze się stało że ostatecznie została u mnie.
Oprócz opisów, zdjęć, wklejałyśmy tam bilety, pamiątki i inne niezwykle ważne (wówczas) karteczki
Olcię tak bardzo zainteresował zeszyt, że postanowiła zabrać kronikę na zbiórkę.
Ucieszyłam się że udało mi się zaimponować córce...uwierzcie- w tym wieku, to wcale nie takie łatwe ;)




Patrzę na rosłą już dziewczynkę i widzę siebie.
Cieplej robi się na sercu kiedy zachwyca się tym, czym ja zachwycałam się w jej wieku.  
Mam jednak świadomość że to zupełnie inna droga,  musi zdobywać doświadczenie i uczyć się na własnych błędach.
 Mama-trzynastolatka była zdecydowanie bardziej roztrzepana ;)



 Przytoczę Wam pewną rozmowę, która pokazuje jak bardzo zmienia się świat..,czy na lepsze?

Ola wertuje pudełko i znajduje brulion ,,Jak być dobrym zastępowym?,, Widzę jak jej oczy szerzej się otwieraj.
-Mamcia, mogę sobie wziąć tę książkę?
 -Bierz co Ci potrzebne
-Super!

Po godzinie Ola snuje się po kuchni , wietrzy lodówkę .I  tu mała dygresja-czy Waszym dzieciom zdarza się stać z katonicznym wyrazem twarz 3 minuty przed otwartą lodówką, tylko po to by w rezultacie nic nie wyciągnąć? 
-I co, znalazłaś coś ciekawego w tej książce? -zagaduję poirytowana jej zachowaniem
-Właściwie to mogę Ci już ją oddać 
 Przerywam krojenie ogórów i odwracam się zaskoczona
-Wiesz mamcia , to wszystko i tak mam na HarcApp-ie
-...że na czym? -teraz to ja wybałuszam oczy
-noo...taka aplikacja na telefon...nie słyszałaś?



Według rozumowania mojej córki to powinnam słyszeć i wiedzieć.
Chodź już pomału gubię się w tym gąszczu nowinek technicznych.

Nawet nie podejmuję tematu ,,siatki łącznikowej,, -zapewne młodzież by mnie wyśmiała ;)



Czuwaj Druhny i Druhowie!

poniedziałek, 18 lipca 2016

Wakacyjne zabawy podwórkowe



Chodź repertuar zabawowy mieliśmy obszernie zakreślony, plany popsuła nam pogoda.
Podczas pobytu u babci , słońce towarzyszyło nam zaledwie jeden dzień.
Dzieciakom jednak niespecjalnie to przeszkadzało, w grupie raźniej i weselej.

 Zabawy w dmuchanym basenie...szkoda że tak krótko ;(



 Plac zabaw który pamięta jeszcze moje dzieciństwo.
Bańki, gwizdki i momentami można było oszaleć.




Akcja podlewanie!
Obawiam się że po zabiegach pielęgnacyjnych chłopców i ostatnich ulewach , babcia będzie musiała zrobić rekonesans w donicach.




A w czasie deszczu było szuranie pojazdami po podłodze, obserwowanie rybek w akwarium wujka i własnoręcznie wykonane wazoniki na kwiaty.
Liczę na to, że ,,artystyczne szkło,, uda nam się jeszcze tego lata,
 zapełnić wspólnie zebranymi roślinami.




 Malowanie...



...ale nie takie zwyczajne.
Jakiś czas temu podpatrzyłam na blogu Humahuppamajstruje  
pomysł z użyciem foli. Naszym stelażem były słupy od wieszaka na pranie.
 

Chłopcy mogli ,,ciapać,, do woli



Wojtuś nie byłby sobą, gdyby nie poszedł na całość . Zaczęło się od rączek , a skończyło na włosach.


 Spacery i podziwianie okolicy.
Uwielbiam obserwować rzeczywistość przez pryzmat dzieci.
To co oczywiste , często wydaje się wyjątkowo fascynujące.





 Często to chłopcy nas prowadzili. 
Zamiast rzucać i kopać piłkę na boisku, woleli rysować patykami i tworzyć szutrowe drogi.



Na ogródku za to, wystarczyło kilka desek by powstało niecodzienne skrzyżowanie




Kolejny raz barwniki spożywcze przydały się podczas zabawy. 
Spryskiwacze w dłoń, kawałek płótna i zajęcie na całe popołudnie...




...wieczorem przymusowa kąpiel.
Zwłaszcza kiedy ręce i nogi przypominały świętą ziemię ;)




Ten tydzień jeszcze bardziej utwierdził mnie w przekonaniu, że ogromnie lubię bawić się z dziećmi.
Nie chodzi mi tu o jakieś spełnienie, chociaż kiedy widzi się uśmiechnięte miny człowiek czuje satysfakcję. Dziecięca szczerość i spontaniczność potrafi niekiedy rozłożyc na łopatki.
Dlatego my dorośli powinniśmy się tego uczyć na nowo.

p.s. Pan mąż pod naszą nieobecność spisał się na medal. Blaty zeszlifowane, kwiatki żyją . Jestem usatysfakcjonowana.


niedziela, 17 lipca 2016

Kolejny raz


Jak tak dalej pójdzie, będę zmuszona zmienić nazwę bloga na ,, Opowieści z mchu i paproci,,
Cóż jednak mogę poradzić na to, że kocham las i nigdzie tak dobrze nie odpoczywam.

Kilka kadrów z niedzielnego spaceru, a jutro ( jak zmobilizuje siły) wakacyjna retrospekcja.








 p.s. Trafnie nazywamy Wojtusia ,,Kamyczkiem,, 
Przy każdym napotkanym strumyku -obowiązkowy przystanek i trening rzucania ;)




© Home Fragrance
Maira Gall