czwartek, 8 grudnia 2016

BLOGMAS -8- Jarmark Bożonarodzeniowy


Gwarantuję Wam że dziś wstałam o tej godzinie, kiedy większość właśnie przewracała się na drugi bok.
Przygotowałam ,,zdrowe śniadanie,,
Tak wiem ...kawa na pusty żołądek. 


 Bladym świtem , obudziłam siostrzeńca.
Skakał z radości, ciotka w końcu po drodze Mikołaja spotkała.
Dobrze że ,,moje,, dzieci jeszcze takie mało wybredne, potrafią cieszyć się drobnostkami .
Za kilka lat, nie wiem czy uda mi si ę wywołać podobne uśmiechy.



 W czwartek wiedziałam że nie będę miała specjalnej okazji do zbierania ,,materiału reportażowego,,  Wrzucam więc kilka zdjęć z Jarmarku Bożonarodzeniowego, przez który właściwie przemknęłam.
Jeśli jesteście nastawieni na rodzinny przyjazd do Wrocławia (a nie lubicie gdy oblepia Was tłum)
 koniecznie wybierzcie się w ,,tygodniu,,


 Tiaa...lizaki...obawiam się że Wojtka trudno byłoby odciągnąć od tego stoiska






I kolejna drażliwa kwestia.
Baba Jaga- wojtusiowa trauma.
Po powrocie z Mielna (jeszcze na początku września) Wojtek wspominał piernikową chatkę i czarownicę.
Dla pewności dopytywał   
już się spaliła w piecu i jej nie ma?
Na co przytakiwałam dla świętego spokoju.
Gdyby obecnie spotkał w ,,Lasku Bajek,, jędzę...do świąt (przy każdym usypianiu) wierciłby mi przysłowiową dziurę w brzuchu.

Tej pani to my nie lubimy.


 W godzinach popołudniowych - przerwa na kolejną kawę.
Celowo omijam to co prozaiczne
i  myślę sama o sobie ,,ta to ma lajtowe życie ,, ;)


 A w domu wieczorny standard czyli ,,witamy na mydlanej wyspie Lenor,,
 i stęskniony Wojtuś-kiciuś


Od Oli na dobranoc dostałam 5 przykazań
-podpisać zgodę na kolejny wyjazd
-zanotować datę Wigilii Szczepu 
-kupić pięć torebek barszczu czerwonego w proszku
-wymyślić strój do przedstawienia
-zadzwonić do sekretariatu MDK
....
A to jednak siedem przykazań było
...
-kupić arkusz brystolu (bo nigdzie nie ma)
-wyprać mundurek szkolny...ten drugi 

Padam na pysk.


środa, 7 grudnia 2016

BLOGMAS -7- Dzień z Olą


 Nie wiem czy wagary mogą być legalne ...ale jeśli mogą, to właśnie na takich była Olcia.
Klasa pomaszerowała do kina na film który już widziała, więc darował sobie rozrywkę.
Rano pomogła mi udekorować puszki ze słodyczami.



 Później odwiedziłyśmy mojego, drugiego chrześniaka.
Antoś rośnie jak na drożdżach i jestem pewna, że latem będzie biegał razem z Wojtkiem.


Kiedy wszystkie, niezwłoczne sprawy były dopięte,
zrobiłyśmy drobne, babskie zakupy i wyskoczyłyśmy ,,na kawę,,
 To było moje skryte marzenie, kiedy urodziłam córkę.
Wiedziałam że za kilka lat, właśnie tak chciałbym z nią spędzać czas.
Teraz przywołuje to wspomnienie i cieplej robi mi się na sercu.




Mamy takie miejsce, do którego obie chętnie wracamy.
7 lat temu Ola siedziała przy tym samym stoliku i machała nogami, nie dosięgając do podłogi.


 Po południu odebrałam Wojtka i poszliśmy na krótki spacerek.

Co jest z tą pogodą .
Wczoraj mrozy, a za dwa dni zapowiadają 10C?



W domu po dzikich harcach  (na Boga , nie wiem skąd w nim tyle energii) 
Wojtek przypomniał sobie o teczce z zadaniami.

Dokładnie modelował watą Mikołaja

 Wspominałam Wam o personalizowanym liście.
Temat jest dość popularny, a kto jeszcze nie czytał niech teraz wytęży wzrok, gwarantuję że rekacja dzieci jest fantastyczna.

W internecie istnieje strona przez którą można zamówić list lub film z dedykacją od Mikołaja.
Zanim zacznę ciągnąć wątek ,proponuje obejrzeć przykładowe intro.
Wydaje mi się że moja ,,reklama,, będzie wówczas zbędna  ;)


Fajne?
Własny film , list możecie zamówić tutaj
Instrukcja jest banalna, wystarczy znać troszkę dziecko któremu chcemy ofiarować prezent i przygotować 4 zdjęcia.
Wojtek oniemiał kiedy pierwszy raz oglądał dedykację.
Dla Oli zamówiłam specjalny list.
Chciałam żeby miał odpowiednie przesłanie,  ale jeśli brakuje Wam pomysłu,
 to możecie skorzystać z gotowego szablonu. 
Cena jest przystępna, a pamiątka na lata 
I piszę Wam to ktoś, kto nie cierpi weselnych filmów-wolę fotografię ;)

Przed powrotem taty, bawiliśmy się pociągami.
I nie ukrywam że zmuszam się do tego, cóż jednak poradzę że robię za ciuchcię ,,Karolka,,




Ola dalej szyje, plan zakroiła na szeroką skalę
Mamo ale wiesz że jak przekroczę 3000zł to trzeba zapłacić podatek i będę musiała  założyć działalność
Cała Olka ;)   

Późnym wieczorem nie myślałam o niczym innym jak o tym,
 żeby zaszyć się w pościeli i nacieszyć własnym prezentem mikołajkowym.


Do miłego!

wtorek, 6 grudnia 2016

BLOGMAS -6- Mikołajki, Mikołajki święto dzieci !

Czułam nosem ,że Mikołaj powinien zostawić prezenty nad samym ranem 
(do tej pory upychaliśmy je w skarpecie, późnym wieczorem).

Wojtek obudził nas o trzeciej w nocy ;)


Niestety brakuje u nas śniegu, który dodaje grudniowej magii.
Jednak Mikołaj wpadając do nas jak błyskawica, zostawił zimowe znaki.
Wojtek był doskonale rozeznany w sytuacji, nie widział Świętego ale tłumaczył tacie 
on szybko wszedł, zostawił plezenty... o tu...
 i mamusia widziała tylko jego czerwoną pupkę na balkonie

Ta mamusia ;)


Ola z konsternacją przejrzała list i uśmiechnęła  się czytają dokładnie ten wers, w trakcie którego miała się uśmiechąć .
Obiecuję że jutro napiszę więcej na ten temat.


 Upominki były udane, o czym świadczył wygląda pokoju...jakby co najmniej huragan Katrina przez niego przeszedł.
Wojtek wyściskał nowego pluszaka, który awansował do rangi jeżyka.
 Nawet w zastępstwie, poszedł z chłopcem do przedszkola.
Do tej pory taka podmiana nie wchodziła w rachubę.



Przeglądając zdjęcia Wojcieszka,  przypomniała mi się mała Olcia.
Podobni?


I jakby ktokolwiek miał wątpliwości to od razu sprostuję jedną kwestię.
Wojtek dostał neniferka (nie mylić z sarenką!)...tylko jak twierdzi jeszcze mu rózki nie urosły, bo to neniferek dzidziuś jest.
Nawet mi dowód w książce znalazł


 Przed wyjściem do przedszkola i szkoły, dzieci usłyszały tajemnicze pukanie do drzwi.
Olka (cykor) nie otwieram , ja się boję
A na wycieraczce kolejna niespodzianka!


 Cudem wypchnęłam dzieciarnię z domu, obiecując że to przecież nie koniec dzisiejszych atrakcji.


Wojtek jest bardzo pamiętliwy i oprócz przytulanki koniecznie musiał zabrać ze sobą pierniczki dla obu wychowawczyń ...i pani Tereski.
Nie wiem co to za deal ma z panią kucharką, ale zapewne niedługo się dowiem ;)))


 Po tym jak odebrałam kilka telefonów, przyszła do mnie koleżanka na mikołajkową kawę.



Zostawiła mi pod opieką chrześniaka (rocznik Wojtka)
Zawsze mam ogromny ubaw kiedy pilnuje obu chłopców.
Dziś Gabiś był sam , co nie znaczy że czuł się u nas osamotniony.


Potem było kilka nudnych spraw do ogarnięcia i w końcu dotarłam do przedszkola,
 po jaśnie pana królewicz, któremu trzeciej ręki brakowało.


 Wojtek zgłupiał od nadmiaru słodyczy.
Będzie miał wydzielane odpowiednie porcję , ale po powrocie do domu układał, przestawiał, liczył ...no cieszył się bardzo ;)



Olcia również miała luźniejszy dzień w szkole.
U niej jak zwykle dużo się dzieje ...tak dużo, że równocześnie zapisując w kalendarzu swoje zobowiązania, notuję daty jej spotkania, wyjazdów.


Ola koniecznie chciała włączyć składankę pastorałek.
Musiała zweryfikować tekst jednej z kolęd.
Przy okazji dowiedziałam się od młodszego dziecka że istnieje coś takiego jak dziewczyńska piosenka...
Mietek Szczęśniak jakoś nie trafia do Wojtka, za to ,,Bóg  się rodzi,, w wykonaniu Mazowsza- jak najbardziej ;)



Późnym popołudniem odwiedziła nas babcia...z prezentami.
Nawet Giziek dostał drobny upominek (ciepłą czapkę, szalik , rękawiczki) w końcu to już członek rodziny.


Wieczorem Wojtek musiał pokazać tacie  prezenty,
Przypadkiem zdradził  jak przyszedł Mikołaj to nie płakałem ...tylko śpiewałem z dziećmi ...taki mały , taki duży, może Świętym być !...i tu nastąpiły popisy.
Pod żaden gatunek taneczny, nie potrafię tego podciągnąć ...skoki połączone z piruetami i kręceniem bioderkami.
W dwóch słowach -mistrz parkietu ;)

Olka tymczasem szyje.



Postanowiła zostać rękodzielnikiem.
Tata wytłumaczył jej jak dział maszyna.
Mama dała resztki materiałów , zastrzegając że od każdego wyprodukowanego miska , dola dla mnie -koszty!
Wiem , wiem że zołza jestem... ale ,,życia,, niech się panna uczy.

Pierwsza lekcja zaliczona, podstawy maszyny załapała i palce ma całe.
Reszcie się przyglądam  i nie wtrącam.


Produkcja trwa.


Dziś fatalnie się czuję, niecałe 4 godziny snu robią swoje. 
W dodatku dokucza mi alergia, mam  strasznie wysuszoną twarz i zaczerwienione oczy.
Grzesiek powiedział że wyglądam jakbym całą noc biegała za saniami Mikołaja ...tłumacząc źle wyglądam.
Pofatygował się nawet do całodobowej apteki po suplementy dla mnie ....znaczy się ,,kaplica,, i powinnam coś ze sobą zrobić

Zakamuflowałam się w łazience, co by jutro nikogo na mieście nie wystraszyć ;)
Sos dla skóry.


p.s. Dzięki za tytuły filmów, poczytam recenzję i niektóre wykorzystam.